wczoraj był ciężki dzień. nie da się ukryć. nie przechodzi to przez moją malutką główkę, że od tak, po prostu można położyć kogoś do pudła, przysypać ziemią i koniec. że czyjś świat potrafi tak nagle skurczyć się do takich rozmiarów. a teraz udaje, że wszystko jest OK. że mam wszystko pod kontrolą i spłynęło to po mnie jak woda po kaczce. ale nie. (żeby nie było zbędnego gadania.) bo widać wszystko. widać jak na dłoni, kiedy się mocno przyjrzeć. że jak spojrzę z autobusowych okien to oprócz deszczu są jeszcze łzy. bo ja tak nie lubię płakać przy ludziach. a i modlić się nie umiem ładnie.
i zastanawiam się jak to teraz będzie kiedy znów tam pojadę. jakie życzenia ja mam babci złożyć... "że szczęścia, radości, pieniędzy i zdrowia." nie tym razem...
spokoju w drodze do nieba, dziadku.
środa, 20 grudnia 2006
czwartek, 14 grudnia 2006
a może on tylko zasnął...
a może faktycznie. a jeśli nawet, niech pięknie śni. my tutaj, na ziemi szukać będziemy Twojej gwiazdy.
"jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz. cudne manowce, cudne manowce..." więc odpoczywaj dziadku, odpoczywaj.
/na dziś starczy./
"jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz. cudne manowce, cudne manowce..." więc odpoczywaj dziadku, odpoczywaj.
/na dziś starczy./
czwartek, 7 grudnia 2006
odziana w ciszę, owinięta w noc... skraplam się
zostatałam przyłapana. przyłapana i zdemaskowana w moich obdartych gaciach, wyciągniętej bluzie, uplingniętym koczku, gębie świecącej jak psu... nie powiem co, o. i nic się panu za to nie należy. żadna ocena ani przecena. pan sam był w garniaku. nie wpuszczamy do domu domokrążców, o nie. z jeżowato-żelowymi fryzurami zwłaszcza.
złam. złam. złam. bo godzina zmarnowana. bo znów tydzień nerwów i frustracji (a z tego co pan dr SAMO-ZŁO dziś naopowiadał, od tego to już tylko krok do agrrresji) bo znów późny obiad w boczki wejdzie. bo to nie w erze i nie takie numery. bo pracy na leszka brak. bo nabić atramentem się nie da. bo się leje. bo męczyć się ręcznie trzeba będzie. bo wolny poniedziałek szlak jasny trafił. bo znów łikend zapowiada się w papirach. bo o.
--
cicho. to tylko ja pod osłoną nocy. cicho. to tylko ja zasypiam w ubraniu i budzę w środku nocy. gdzie bądź. gdzie popadnie. i nic się nie stało. trzeba zamknąć oczy, wytrzeć nos i dalej BYĆ. cicho, to tylko ja. ja. tylko ja. ubrana w ciszę. zawinięta w nocy koc skraplam się słono. cicho, to tylko ja, tylko ja... jeszcze ja.
♪♪ krajewski - dwie sowy.mp3 *
* namiętnie i bezustannie toniemy we wszystkich pięciu oceanach. PŁYWANIE SUROWO ZABRONIONE!
złam. złam. złam. bo godzina zmarnowana. bo znów tydzień nerwów i frustracji (a z tego co pan dr SAMO-ZŁO dziś naopowiadał, od tego to już tylko krok do agrrresji) bo znów późny obiad w boczki wejdzie. bo to nie w erze i nie takie numery. bo pracy na leszka brak. bo nabić atramentem się nie da. bo się leje. bo męczyć się ręcznie trzeba będzie. bo wolny poniedziałek szlak jasny trafił. bo znów łikend zapowiada się w papirach. bo o.
--
cicho. to tylko ja pod osłoną nocy. cicho. to tylko ja zasypiam w ubraniu i budzę w środku nocy. gdzie bądź. gdzie popadnie. i nic się nie stało. trzeba zamknąć oczy, wytrzeć nos i dalej BYĆ. cicho, to tylko ja. ja. tylko ja. ubrana w ciszę. zawinięta w nocy koc skraplam się słono. cicho, to tylko ja, tylko ja... jeszcze ja.
♪♪ krajewski - dwie sowy.mp3 *
* namiętnie i bezustannie toniemy we wszystkich pięciu oceanach. PŁYWANIE SUROWO ZABRONIONE!
Subskrybuj:
Posty (Atom)