A do nas przyjedzie Coma! Miesiąca lutego, dnia czternastego, w godzinach wieczornych, dziewiętnastej około. /bilet złotych 15 w przedsprzedaży właśnie. w dzień koncertu złotych 20. pff./ Zlitu się Panie nad Twa wierną córką, niech egzaminów wtedy nie będzie i niechaj kasa się utrzyma. daa...
Żem se była dziś w pseckolu. /czemu mam wrażenie, że wszyscy się smieją?/ W celach wyłącznie edukacyjno-obserwacyjnych metody wychowawczej Marii Montessori'e w praktyce. /ale mądre i skomlikowane zdanie udało mi się zmontować!/ Nic tam i nic tu, ale ja mistrzynią w kontaktach z dziećmi to raczej nie zostanę. Ale obrazek dostałam. A jak! /Powiedz, Jasiu, powiedz, Olu, gdzie tak miło, gdzie tak miło, jak w przedszkolu./
Ręce trzęsą mi się z lekka bardzo. Ale tylko z lekka bardzo. I w klawiaturę trafić nie mogę też tylko z lekka bardzo. Już krzyczeć przez zamknięte usta nie będę. Bo nie. Bo nie chcę. Bo mnie też boli, a nikt nawet nie wie, nie rozumie jak bardzo. Już milczeć po cichu nie będę. Teraz pomilczę na głos. Tak zwyczajnie niezwykle. Żeby widzieli, bo wiedzieć nigdy nie będą.
Mózg mi się lasuje. Zmęczenie materiału, przeciążenie na łączach. Jakby nie było, jest wykańczająco. A sobotnie włajaże łódzko-konkursowe chyba chuj strzeli. Bo znów w portfelu hula wiatr.
czwartek, 27 stycznia 2005
niedziela, 23 stycznia 2005
żeromsko
Mogłabyś godzinami wpatrywać się w te własne-obce oczy. Dwie połówki kiwi. Dwie połówki pestek pośrodku. Obce są. Nienawidzisz tych oczu na co dzień. Wstręt ogarnia cię /jakie doniosłe słowo/ na widok tej twarzy co dnia. Osoba przyprawia o mdłości. A w lustrze są obce. Czyjeś inne. Obserwujące cię wnikliwie. Odszczep jesteś wychodzi na to.
Zima przyszła. Tylko na cholere mi ona? Przez śnieg, przez mróz, przed księdzem usiekając w piątkowy wieczór razem z G. do liceum. Ohhh... jaka to była podnieta. Bo me gały już 8 miesięcy tej szkoły od środka nie widziały. A więc poszłyśmy z okazji wieczorku autorskiego mojej guru z kółka literackiego. /ta, która jak i ja rzyga wrocławiem i dostaje dreszczy na sam dźwięk i widok słowa. ble. pff. bo ja czuje to miasto i to jest w tym wszystkim najgorsze. a w tym mieście nie ma życia. tam można tylko istnieć. ten, to przyjeżdza tam aby żyć z wolna umiera psychicznie. wykańcza się, to miasto wykańcza. zbyt ciężkie powietrze, zmeczęnie materiału. to miasto dobre dla egoistycznych narcyzów, wyzutych wszelkich z emocji i uczuć. miasto dobre dla "żywych" pomników./ Najpierw uderzająco charakterystyczny smród II LO uderzył nas w nozdrza. Ale jakże urzekający. Wdychaj G., wdychaj na zapas! Wdychj jako i ja wdycham! Małe oględziny tego i tamtego. Przyklejanie się do szyby sklepiku. Zwiedzanie kibla cuchnącego fajami z niedopałkami w kranie. Coż za przeżycia. Później klasa nr 04. Zapach tulipanów unoszący się w powietrzu, świeczki, mustwo świeczek i ta jedna walcząca z wiatrem. Klimatycznie, błogo. Support trzy /ale zawiłe słowo/, ton głosu męski, wzrok przenikliwy. /za dużo myślę./ Chwile wspomnień i czucia. A później już tylko słuchanie ciszy i pytań, odpowiedzi i ciszy. Zabawy plastikowym kubeczkiem i zespół niespokojnych rąk. Wieś Zeromsko, klimat starych fotografii, lizol na podłogach i zapach tulipanów w barwach żółtych i czerwonych. Dobrze jest odwiedzić czasem stare kąty. Oj dobrze.
♪♪ Kazik - Burbon mnie wypełnia.mp3
Zima przyszła. Tylko na cholere mi ona? Przez śnieg, przez mróz, przed księdzem usiekając w piątkowy wieczór razem z G. do liceum. Ohhh... jaka to była podnieta. Bo me gały już 8 miesięcy tej szkoły od środka nie widziały. A więc poszłyśmy z okazji wieczorku autorskiego mojej guru z kółka literackiego. /ta, która jak i ja rzyga wrocławiem i dostaje dreszczy na sam dźwięk i widok słowa. ble. pff. bo ja czuje to miasto i to jest w tym wszystkim najgorsze. a w tym mieście nie ma życia. tam można tylko istnieć. ten, to przyjeżdza tam aby żyć z wolna umiera psychicznie. wykańcza się, to miasto wykańcza. zbyt ciężkie powietrze, zmeczęnie materiału. to miasto dobre dla egoistycznych narcyzów, wyzutych wszelkich z emocji i uczuć. miasto dobre dla "żywych" pomników./ Najpierw uderzająco charakterystyczny smród II LO uderzył nas w nozdrza. Ale jakże urzekający. Wdychaj G., wdychaj na zapas! Wdychj jako i ja wdycham! Małe oględziny tego i tamtego. Przyklejanie się do szyby sklepiku. Zwiedzanie kibla cuchnącego fajami z niedopałkami w kranie. Coż za przeżycia. Później klasa nr 04. Zapach tulipanów unoszący się w powietrzu, świeczki, mustwo świeczek i ta jedna walcząca z wiatrem. Klimatycznie, błogo. Support trzy /ale zawiłe słowo/, ton głosu męski, wzrok przenikliwy. /za dużo myślę./ Chwile wspomnień i czucia. A później już tylko słuchanie ciszy i pytań, odpowiedzi i ciszy. Zabawy plastikowym kubeczkiem i zespół niespokojnych rąk. Wieś Zeromsko, klimat starych fotografii, lizol na podłogach i zapach tulipanów w barwach żółtych i czerwonych. Dobrze jest odwiedzić czasem stare kąty. Oj dobrze.
♪♪ Kazik - Burbon mnie wypełnia.mp3
czwartek, 20 stycznia 2005
dismajhapiending
Spokojnie. To nie jest nic nadzwyczajnego. Dalszy ciąg zwyczajnej historii o zwyczajniej dziewczynce, która ma w żyłach herbatę zamiast krwi. I choć palce przyzwyczajone wystukiwać na klawiaturze co innego przy logowaniu tonictakiego. I choć oczy przyzwyczajone do dłuższego adresu tonadalnictakiego. Ale ponoć zawsze można w życiu spakowac walizki i zmienić adres, więc w Wielkiej Wirtualności tym bardziej. Mój stary-nowy dom uważam za "otwarty" dla co niektórych. Brawa. Kurtyna.
Że łeb boli od nawału informacji. Że ocen z zaliczeń w indeksie i na karcie egzaminacyjnej przybyło. Pozytywnych ma się rozumieć. /o myślenie pozytywne nie pytać. aż tak naiwną marzycielką ja nie być./ A, że R. staje sie coraz bardziej upierdliwy. Przepraszam, mnie wspólna nauka nie służy. Jestem samomyśląca i samoucząca się z przyzwyczajenia. A później Harnaś doustnie. /piwo, nie R.!/ Śmichy, hihy, dużo nas tu i tam. Ploteczki, dupeczki. /a tym wszystkim brat A. co on sobie pomyślec o tym, o nas? łoszołomy my(?!)/
♪♪ K. Nosowska & R. Przemyk - Kochana.mp3
Że łeb boli od nawału informacji. Że ocen z zaliczeń w indeksie i na karcie egzaminacyjnej przybyło. Pozytywnych ma się rozumieć. /o myślenie pozytywne nie pytać. aż tak naiwną marzycielką ja nie być./ A, że R. staje sie coraz bardziej upierdliwy. Przepraszam, mnie wspólna nauka nie służy. Jestem samomyśląca i samoucząca się z przyzwyczajenia. A później Harnaś doustnie. /piwo, nie R.!/ Śmichy, hihy, dużo nas tu i tam. Ploteczki, dupeczki. /a tym wszystkim brat A. co on sobie pomyślec o tym, o nas? łoszołomy my(?!)/
♪♪ K. Nosowska & R. Przemyk - Kochana.mp3
niedziela, 16 stycznia 2005
puchate myśli
Łee tam. Biadolenie - raz, na wynos proszę! A jednak, pierwszy z "miliona" egzaminów w sesji zimowej zdany. I już nie ma fryzyry a la elvis. Ktoś chyba zauważył, że paskudnie to wygląda i poprawił image pana R. A ów pan R. zafundował sobie telefon komórkowy. Że mi dzwonki i sms-y na wykładzie puszczał, że uśmiechał się pod nosem i w twarz. daa... Ale pytanie teraz, skąd wytrzasnął mój numer? /pozostanie raczej bez odpowiedzi/
Za bardzo dociekliwa jestem. I zbyt skuteczna w tej dociekliwości. Czasami uda mi się w tej Wilkiej Wirtualności znaleźć hstorię, ale jakże żywą. Bo dalej żyjącą we mnie. /bo ja nawet nie miałam prawa myśleć, że mogłabym byc lepsza niż ona. nie miałabym prawa stanąc nawet z boku. bo wstyd. wstyd przyznać się, że ja to ja. głupia paskuda. małe włochate gówno. takie tam nic./
Kupiłam nową czapkę. Świat wcale nie jest piękniejszy, ani lepszy. Ciśnie i lepiej wygląda na misiowej głowie niż na mojej. Pokój nastroszył wszystkie swoje konty. Boję się małego-dużego lwa, który połknął moje klucze. On ma wszystko takie wielkie, zwłaszcza to czego nie ma. Boje się też niczego. Nie, że niczego się nie boję, tylko boję się niczego. Albo NIC jest tym czego się boję. Bo nie wiadomo jakie to NIC ma właściwości. Żadne? Nijakie? Tym gorzej, bo nie wiadomo czego można się po tym spodziewać. Że niczego? Jeszcze gorzej, bo NIC to najgorsze co może nam się przydarzyć. Obawiam się, że gdy mnie zabraknie nikt tego nie zauważy. Że będzie jak było, a może nawet lepej. Boję sie patrzeć w oczy samotnym psom na ulicy. Nie, bo ugryzą. Bo one czują. Samotnych ławek w parku też się boję. Bo kto widział samotną ławkę...? No właśnie... Być może ta jedna czeka akurat na mnie. Usiądę. A potem to już kaplica. Będę samotnie obserwowała życie z boku. Jakbym była tylko statystą. pff. Przecież już nim jestem... /głupie puchate myśli w samotne wieczory, chowanie się pod stołem i jeszcze głupsze leć Adam, leć!/
♪♪ Grzegorz Turnau - Bracka.mp3
Za bardzo dociekliwa jestem. I zbyt skuteczna w tej dociekliwości. Czasami uda mi się w tej Wilkiej Wirtualności znaleźć hstorię, ale jakże żywą. Bo dalej żyjącą we mnie. /bo ja nawet nie miałam prawa myśleć, że mogłabym byc lepsza niż ona. nie miałabym prawa stanąc nawet z boku. bo wstyd. wstyd przyznać się, że ja to ja. głupia paskuda. małe włochate gówno. takie tam nic./
Kupiłam nową czapkę. Świat wcale nie jest piękniejszy, ani lepszy. Ciśnie i lepiej wygląda na misiowej głowie niż na mojej. Pokój nastroszył wszystkie swoje konty. Boję się małego-dużego lwa, który połknął moje klucze. On ma wszystko takie wielkie, zwłaszcza to czego nie ma. Boje się też niczego. Nie, że niczego się nie boję, tylko boję się niczego. Albo NIC jest tym czego się boję. Bo nie wiadomo jakie to NIC ma właściwości. Żadne? Nijakie? Tym gorzej, bo nie wiadomo czego można się po tym spodziewać. Że niczego? Jeszcze gorzej, bo NIC to najgorsze co może nam się przydarzyć. Obawiam się, że gdy mnie zabraknie nikt tego nie zauważy. Że będzie jak było, a może nawet lepej. Boję sie patrzeć w oczy samotnym psom na ulicy. Nie, bo ugryzą. Bo one czują. Samotnych ławek w parku też się boję. Bo kto widział samotną ławkę...? No właśnie... Być może ta jedna czeka akurat na mnie. Usiądę. A potem to już kaplica. Będę samotnie obserwowała życie z boku. Jakbym była tylko statystą. pff. Przecież już nim jestem... /głupie puchate myśli w samotne wieczory, chowanie się pod stołem i jeszcze głupsze leć Adam, leć!/
♪♪ Grzegorz Turnau - Bracka.mp3
czwartek, 13 stycznia 2005
w oczekiwaniu na wielkie NIC, które wydarzy się lada moment
Myśli pełne Comy. /w domu będzie ogień, a do domu proste drogi wiodą słusznie moje stopy, nie zabraknie mi sił. czas poplątał kroki, jest łagodny i beztroski, ma zielone kocie oczy, tak samo jak ty... lalala.../ Za dnia, bo noca są własne. Bo za dnia nie czuć uczuć tak samo jak nocą(?) Zbyt dużo potrzeb i braków na raz.
Z fryzurą a la Elvis, z jakąś dupą w przedziale. Ale tonie ważne. To co w oczach jest ważne. /.sratypierdatyradioaparaty./ Czasami spojrzy, kiedy akurat kurwiki w oczy wejdą. Ale znów nie ważne. Myśle o meżczyźnie z laskami. Bo łatwiejszy w obsłudze, tak jakby. Bo mniej agresywny. I jest o czym pogdać, nie tylko żartując. Tylko cieć malina. I tu pies pogrzebany leży. /chciałbym mieć "cię" blisko mój bliski. kim kolwiek byś był. byle bliskim./
Tragedyja. Czapka /niewidka/ w Łódź zgubiona. /świeć panie nad jej duszą/ Rypie sie świat cały bez mojej czapuni ukochanej. A gdy już dorosnę zostanę... swetrem. odtak. A obdarowywanie bezdomych bułkami na dworcu sprawia, że staje się syta. Tak w środku. Zwyczajnie, po prostu. Od czasu do czasu mam dość bycia kumpelą wszystkich. No i oto ten czas.
/oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać
jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam./
♪♪ Coma - Chaos kontrolowany.mp3
Z fryzurą a la Elvis, z jakąś dupą w przedziale. Ale to
Tragedyja. Czapka /niewidka/ w Łódź zgubiona. /świeć panie nad jej duszą/ Rypie sie świat cały bez mojej czapuni ukochanej. A gdy już dorosnę zostanę... swetrem. odtak. A obdarowywanie bezdomych bułkami na dworcu sprawia, że staje się syta. Tak w środku. Zwyczajnie, po prostu. Od czasu do czasu mam dość bycia kumpelą wszystkich. No i oto ten czas.
/oto zmyślony świat, który się zrodził by w ciszy trwać
jeśli go zeżre fałsz, unicestwi się sam./
♪♪ Coma - Chaos kontrolowany.mp3
wtorek, 11 stycznia 2005
zonk
I tak głupiaś. Choć żalu nie ma, a i oglądać to możesz bez przerwy. Bo szczypanie czuć ot tak, po prostu. Żeby było zabawniej to zrobiłaś tym razem siedem pociągnieć, które rumienią się teraz do ciebie i łypią wzrokiem przez swoje długie, cięte oczy. Przez złe oczy. Po prostu zonk.
A w niedziele toś z puszką dygała na łorkiestsze razem z E., która to nieopatrznie identyfikator zgubiła. alecotam. I później nawet udało ci się z A. porozmawiać na gadulcu. Żebyś ty wiedziała co on se myśli to być zaczęła działać albo zawiesiła działalność. Ale nic z tego. Kupa i tyle. Znów to samo. Znów sie tęskni i zrzera sól z policzków. Za dużo we mnie przeszłości, za dużo potrzeb i braków. /bo kiedy źle stajesz mi ością w gardle, a wtedy rzygam tą historią. czy wiesz, że to o tobie..?/
O R. zapomnijmy póki czas. Bo starch cię M. ogarnia, a to typ być niebezpieczny mimo paru waletów ma też sporo zad. Czy jakoś tak.
No i ..."skoro poruszasz drażliwy temat sprawę do końca wyjaśnić chcę: Żadnego sensu gra wasza nie ma, bo sens w ogóle nie wchodzi w grę. Ja nie mam sensu, ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu, dni są bez sensu, sny są bez sensu, a nawet i sam sens nie ma sensu. Jest bezsensowne twoje pytanie, bo gdzież tu sensu szukać, ach gdzież? Jest bezsensowna odpowiedź na nie, ... lecz brak jej byłby bez sensu też" /Kot Dziwak do Alicji z Krainy Czarów/.
A Zbyszek skoczył z wieżowca. Skoczmy się i my. Będzie śmiesznie...
A w niedziele toś z puszką dygała na łorkiestsze razem z E., która to nieopatrznie identyfikator zgubiła. alecotam. I później nawet udało ci się z A. porozmawiać na gadulcu. Żebyś ty wiedziała co on se myśli to być zaczęła działać albo zawiesiła działalność. Ale nic z tego. Kupa i tyle. Znów to samo. Znów sie tęskni i zrzera sól z policzków. Za dużo we mnie przeszłości, za dużo potrzeb i braków. /bo kiedy źle stajesz mi ością w gardle, a wtedy rzygam tą historią. czy wiesz, że to o tobie..?/
O R. zapomnijmy póki czas. Bo starch cię M. ogarnia, a to typ być niebezpieczny mimo paru waletów ma też sporo zad. Czy jakoś tak.
No i ..."skoro poruszasz drażliwy temat sprawę do końca wyjaśnić chcę: Żadnego sensu gra wasza nie ma, bo sens w ogóle nie wchodzi w grę. Ja nie mam sensu, ty nie masz sensu, żaden jedzenia kęs nie ma sensu, dni są bez sensu, sny są bez sensu, a nawet i sam sens nie ma sensu. Jest bezsensowne twoje pytanie, bo gdzież tu sensu szukać, ach gdzież? Jest bezsensowna odpowiedź na nie, ... lecz brak jej byłby bez sensu też" /Kot Dziwak do Alicji z Krainy Czarów/.
A Zbyszek skoczył z wieżowca. Skoczmy się i my. Będzie śmiesznie...
♪♪ Coma - Sto tysięcy jednakowych miast.mp3
sobota, 8 stycznia 2005
klik
Oj źle poszło mi na ocenianiu. Oj źle, źle, źle. /ładafaka/ Jednak książki i wiedza to nie wszystko. Należy zaopatrzyć się jeszcze jakiś słownik tłmaczący profesorską mowę na naszą. Bogu dzięki za ten termin zerowy. pff.
A ja choram. Dycham, klikam i żyć ludziom nie daje. Na czwartowej animacji społeczno-kulturalnej pochwaliłaś się M. artykułem przed R. Normalnie aż mu prawie gały na wierzch wyszły. /niech wie, że ma styczność z niebylekim. phi./ A później znikł na autobus przegapiąc twoje wystąpienie M. /a niech żałuje/ Bogu dzięku też za wyrozumiałość dla Pani wykładowcy za mój niewykarzony i niekontrolowany jęzorek. No bo, bom chora i do recytacji czegokolwiek sie nie nadaje. To i w trakcie wyjąkiwania Małorzaty Hilar wyszedł mi z ust jeden nagły i niekontrolowany bób. /.kurwajajużniemoge./ Oj wyrozumiała Pani dokrot, wyrozumiała. I atmosfera swoijska. Bo inaczej miałabyś M. niezły bigos. A odczytania swoich tworów to już kategorycznie odmówiłaś. Bo przy tobie mowy o tym ni ma i już. To wyjść ci kazali. /no niech im tam/ Pare minut na zewnątrz, odwiedziny kibelka, spacery po korytarzu, próby podsłuchania tego co oni tam twojego odczytują. Wracasz nazaj spowrotem... Oł siet. Tego się nie spodziewałaś. No bo A. sie popłakała(!!) /Ależ ja przepraszam. Ja się nie spodziewałam. No naprawde, naprawde. i dziwnie mi teraz, dziwnie./ Przytuliłaś bidulke. A i tak dziwnie ci. Bo nigdy nie wiesz czy te pochwały są sztuczne i składane, bo tak wypada, czy prawdziwe. A jeśli prawdziwe to i tak dziwnie niezwojo ci z tym. Nie, atykułu wszystkim nie pokazałaś. Bo i po co? Czym sie chwalić. I chwalic się nie będziesz. Nie lubisz, nie umiesz. Czy jakoś tak.
Wreszczie. Nareszcie. W końcu. Doczekałaś się mała M. Tę chwilę trza tu uwiecznić. Po jakimśtamczasie w końcu odwiedził cię A. Przytelepał się samochodem, a później wtoczył o kulach. /bidactwo/ I wsio byłoby naprawde fajnie gdyby nie twoje kalecto umysłowe. Szukałaś zdjeć kota i nieopatrznie kliknęło się na twoje wspólne zdjęcie z R. /.siet.siet.siet./ Szajse. A jak dla ciebie naprawde było miodzio. Z nadmierną ilością Hey'a w tle, z herbatką z sokiem malinowym i rozmowami o sprawach ważnych i mniejważnych. Ale cichoj, to tylko nic nieznaczące chwile. Jak zwykle w twoim życiu M. Pora przywyknąć i nie robic sobie zbyteczniej nadziei, nie?
A ja choram. Dycham, klikam i żyć ludziom nie daje. Na czwartowej animacji społeczno-kulturalnej pochwaliłaś się M. artykułem przed R. Normalnie aż mu prawie gały na wierzch wyszły. /niech wie, że ma styczność z niebylekim. phi./ A później znikł na autobus przegapiąc twoje wystąpienie M. /a niech żałuje/ Bogu dzięku też za wyrozumiałość dla Pani wykładowcy za mój niewykarzony i niekontrolowany jęzorek. No bo, bom chora i do recytacji czegokolwiek sie nie nadaje. To i w trakcie wyjąkiwania Małorzaty Hilar wyszedł mi z ust jeden nagły i niekontrolowany bób. /.kurwajajużniemoge./ Oj wyrozumiała Pani dokrot, wyrozumiała. I atmosfera swoijska. Bo inaczej miałabyś M. niezły bigos. A odczytania swoich tworów to już kategorycznie odmówiłaś. Bo przy tobie mowy o tym ni ma i już. To wyjść ci kazali. /no niech im tam/ Pare minut na zewnątrz, odwiedziny kibelka, spacery po korytarzu, próby podsłuchania tego co oni tam twojego odczytują. Wracasz nazaj spowrotem... Oł siet. Tego się nie spodziewałaś. No bo A. sie popłakała(!!) /Ależ ja przepraszam. Ja się nie spodziewałam. No naprawde, naprawde. i dziwnie mi teraz, dziwnie./ Przytuliłaś bidulke. A i tak dziwnie ci. Bo nigdy nie wiesz czy te pochwały są sztuczne i składane, bo tak wypada, czy prawdziwe. A jeśli prawdziwe to i tak dziwnie niezwojo ci z tym. Nie, atykułu wszystkim nie pokazałaś. Bo i po co? Czym sie chwalić. I chwalic się nie będziesz. Nie lubisz, nie umiesz. Czy jakoś tak.
Wreszczie. Nareszcie. W końcu. Doczekałaś się mała M. Tę chwilę trza tu uwiecznić. Po jakimśtamczasie w końcu odwiedził cię A. Przytelepał się samochodem, a później wtoczył o kulach. /bidactwo/ I wsio byłoby naprawde fajnie gdyby nie twoje kalecto umysłowe. Szukałaś zdjeć kota i nieopatrznie kliknęło się na twoje wspólne zdjęcie z R. /.siet.siet.siet./ Szajse. A jak dla ciebie naprawde było miodzio. Z nadmierną ilością Hey'a w tle, z herbatką z sokiem malinowym i rozmowami o sprawach ważnych i mniejważnych. Ale cichoj, to tylko nic nieznaczące chwile. Jak zwykle w twoim życiu M. Pora przywyknąć i nie robic sobie zbyteczniej nadziei, nie?
czwartek, 6 stycznia 2005
Nie zbudził mnie dzwonek do drzwi, ani tez delikatny szept do mojego ucha, nie było tam muzyki kojącej duszę, ani tez budzika, brakło również wiatru. To był zwykły łomot. Taki zwyczajnie niezwyczajny łomot. Trzask, prask i po krzyku. Bajka skończona. Łelkam tu de rial łord. Napierw trzaskam drzwiami. Tymi od środka. Walą sie wszystkie ściany z tektury, drą marmurowe serca. Albo na odwrót. /to był taki wstęp z serii - "z mojego życia wzięte"/
Zmeczenie czasem działa budująco. Wtedy jestem rozchwytywana na informatyce. Marika pokaż to i tamto. Marika zrób to i tamto. Marika powiedz to i tamto. Ja mówie, robie, pokazuje, biegam i skacze. Od drzwi, do okna, od okna do ściany.
A ja usmiecham się. Do ściany, do sera. Głupio, ponuro i sztucznie. I dziwnie mi z tym uśmiechem, bo obco i nie do twarzy. Bo nie umiem czytac w myślach, bo pamieć mam nie tą, a serce i uczucia zdradzeckie dla rozumu. /tak, tak chodzi mi o R./ Byłoby mi miło mój miły gdybyś był niebytem. Byłoby bezpieczniej. Bo nie lubie jak moje oczy wodzą za Toba bezwidnie. Wtedy nie mam już zupełnie nic do powiedzenia. I tak myślę, że niby co ja w tobie widze. I za każdym razem obiecuje sobie, że pytam o to po raz ostatni. Ale obiecuję to dobre słowo.
Nie wiem wcale co mam myślec kiedy z boku patrze w twoje oczy, nie wiem o czym mam marzyć obserwując twoje dłonie. O stosie stokrotek czy stosie z ognia? Nie wiem nawet o czym ty myślisz kiedy patrzysz na mnie czasem. Czy patrzysz na mnie czy w okno za mną? I co mam myślec kiedy spogladasz na jej falujące rzęsy? Kiedy chodzisz oczyma po jej oczach, kiedy chwytasz ustami jej słowa, podarowując jej w prezencie milion swoich ubranych w wełniane szaliki. Nie wiem czy wypada mi mysleć o tobie w taki sposób. Nie wie czy powinnam to wiedzieć.
Wszyscy robią z tego niewiadomoco. Jakąś wielką popeline. No jestem w gazecie, ze zdjęciem, z artykułem i z nibywierszem. Noicoztego? Tym, że jakiś palant śmiał zniekształcić moją wypowiedź nikt sie nie przejmuje. Zupełnie. /Bo ja powiedziałam dokładny kolor mojego nieba. Bo przecież każde dziecko wie, że gdyby Marika miała moc pomalowałaby niebo na zielono. Koniecznie na zie-lo-no./ Kuzynka zobaczyła, przeczytała i dalej przekazała Teraz babka sieje zamęt. Bo wyśle tu i tam, pokarze temu i tamtemu, tym i tamtym. A ja sobie najzwyczajniej w świecie nie życze. Nie chce żeby wiedzieli ci, tamci i owamci. Tak samo jak nie chciałam oby wiedziała o tym matka. Cholera.
♪♪ Coma - Leszek Żukowski.mp3
dopisek: 8.01.2005r.; godz.: 13.10
Łoto artykuł, który ukazał się. A ten miał się ukazać /pozwoliłam sobie na małą drobną korektę/.
Zmeczenie czasem działa budująco. Wtedy jestem rozchwytywana na informatyce. Marika pokaż to i tamto. Marika zrób to i tamto. Marika powiedz to i tamto. Ja mówie, robie, pokazuje, biegam i skacze. Od drzwi, do okna, od okna do ściany.
A ja usmiecham się. Do ściany, do sera. Głupio, ponuro i sztucznie. I dziwnie mi z tym uśmiechem, bo obco i nie do twarzy. Bo nie umiem czytac w myślach, bo pamieć mam nie tą, a serce i uczucia zdradzeckie dla rozumu. /tak, tak chodzi mi o R./ Byłoby mi miło mój miły gdybyś był niebytem. Byłoby bezpieczniej. Bo nie lubie jak moje oczy wodzą za Toba bezwidnie. Wtedy nie mam już zupełnie nic do powiedzenia. I tak myślę, że niby co ja w tobie widze. I za każdym razem obiecuje sobie, że pytam o to po raz ostatni. Ale obiecuję to dobre słowo.
Nie wiem wcale co mam myślec kiedy z boku patrze w twoje oczy, nie wiem o czym mam marzyć obserwując twoje dłonie. O stosie stokrotek czy stosie z ognia? Nie wiem nawet o czym ty myślisz kiedy patrzysz na mnie czasem. Czy patrzysz na mnie czy w okno za mną? I co mam myślec kiedy spogladasz na jej falujące rzęsy? Kiedy chodzisz oczyma po jej oczach, kiedy chwytasz ustami jej słowa, podarowując jej w prezencie milion swoich ubranych w wełniane szaliki. Nie wiem czy wypada mi mysleć o tobie w taki sposób. Nie wie czy powinnam to wiedzieć.
Wszyscy robią z tego niewiadomoco. Jakąś wielką popeline. No jestem w gazecie, ze zdjęciem, z artykułem i z nibywierszem. Noicoztego? Tym, że jakiś palant śmiał zniekształcić moją wypowiedź nikt sie nie przejmuje. Zupełnie. /Bo ja powiedziałam dokładny kolor mojego nieba. Bo przecież każde dziecko wie, że gdyby Marika miała moc pomalowałaby niebo na zielono. Koniecznie na zie-lo-no./ Kuzynka zobaczyła, przeczytała i dalej przekazała Teraz babka sieje zamęt. Bo wyśle tu i tam, pokarze temu i tamtemu, tym i tamtym. A ja sobie najzwyczajniej w świecie nie życze. Nie chce żeby wiedzieli ci, tamci i owamci. Tak samo jak nie chciałam oby wiedziała o tym matka. Cholera.
♪♪ Coma - Leszek Żukowski.mp3
dopisek: 8.01.2005r.; godz.: 13.10
Łoto artykuł, który ukazał się. A ten miał się ukazać /pozwoliłam sobie na małą drobną korektę/.
niedziela, 2 stycznia 2005
nie płacz mała, kupie ci cole
Jezdem nazaj spowrotem. Ale jestem to zbyt mocno powiedziane. Boli wszystko. Ręka, noga, głowa i dupy połowa. Mimo braku alkoholu i jakichkolwiek używek(!) /święty spokój do-wcipnie prosze.../ Pięć dni to jednak krótko, nawet bardzo krótko. Dużo ludzi, dużo zabawy, dużo śpiewu, dużo wiary, dużo miłości, dużo łez i wspomnień. Góra św. Anny, to miejsce ostatniego miejsca egzystencji głupiegoptoka. Fakt, Opole było niedaleko /Bogu dzieki!/. Zbyt dużo myśli w głowie, zbyt mały przekaz mojego mozgu na dzień dzisiejszy żeby móc całe pięc dni opisac tutaj. Nawiększe podziekowania należą się E. za udostepnienie mi możliwści przeżycia mojego życia choc przez te 5 dni. I kochanemu M. za odwiedziny. /Bo Opole w końcu było blisko./ Bo ja miec nadzieja, że przeczytasz to M. Bo teskniłam za Tobą szalenie. Tyle lat, tyle łat minęło od naszego ostatniego spotkania. Dziękuję naprawde nie wiesz jakie sprawiłeś mi szczęście. Kiedy pojechałes pokapało troche z oczu, ale warto było. Nawet nie wiesz jaki jesteś kochany. Bo ja nadal przytulam Cię w myślach i w pamięci. To był zdecydowanie nieziemski czas.
To tak na wstepie. A na marginesie jak szukac męża to tylko wśród... zakonników(?). Co my biedne samiczki tracimy tego nikt nam nie zrekompenuje. /olaboga/ A po nocach bułki mi się śnią. Bułki, bułki, bułki. I w pamięci pozostanie kawa o 3.00 nad ranem i boski enrique w tle. I anegdotki ojców, i bajki na dobranoc, i śpiewy, i modlitwy, i warsztaty a w tym E. i R. i A., i koncert, i teatr, i wszystko, wszystko albo nawet więcej. Tyle wspomnień, a głowa zbyt mała by objąc je wszystkie i przedstawić w kilku zdaniach.
Twoja notka M. pełna chaosu i nieładu jak ty, bo limit przekazu mózgu przekroczony jak na dzien dzisiejszy. A i z nową neostradą nie radzisz sobie wcale. Na nowym systemie zrobionym wczoraj przez A., ktory pcha się do twojego mózgu jak wszyscy inni, którzy bawią cię rozmową, imponują inteligencją, pomagają... Bo wszystkiego ci brak. Miłości, nadziei, zycia, ciepła i własnego tramwaju też. Teraz każdy kto miło spojrzy, ciepło zagada jest dla ciebie niby-szansą. Ale tez każdy jest rozczarowaniem. Teraz jesteś gąbką, która chłonie wszystkie uczucia, a później wyciska się z niej każde rozczarowanie co do ostatniej kropli. Tajemniczy zapomniał o twoim istnieniu, pora żebys i ty zapomniała o swoim istnieniu. /zasypiam nad klawiaturą/ Bo ja tak strasznie, strasznie chciałaby nie być.
Serdeczne podziękowania dla pewnego lovelasa. On wie już za co. A teraz pora mi opocząć, bo czuje się jakbym nie była.
PS.
Jak mi się mózg włączy i przez to przypomni coś więcej to napiszę.
To tak na wstepie. A na marginesie jak szukac męża to tylko wśród... zakonników(?). Co my biedne samiczki tracimy tego nikt nam nie zrekompenuje. /olaboga/ A po nocach bułki mi się śnią. Bułki, bułki, bułki. I w pamięci pozostanie kawa o 3.00 nad ranem i boski enrique w tle. I anegdotki ojców, i bajki na dobranoc, i śpiewy, i modlitwy, i warsztaty a w tym E. i R. i A., i koncert, i teatr, i wszystko, wszystko albo nawet więcej. Tyle wspomnień, a głowa zbyt mała by objąc je wszystkie i przedstawić w kilku zdaniach.
Twoja notka M. pełna chaosu i nieładu jak ty, bo limit przekazu mózgu przekroczony jak na dzien dzisiejszy. A i z nową neostradą nie radzisz sobie wcale. Na nowym systemie zrobionym wczoraj przez A., ktory pcha się do twojego mózgu jak wszyscy inni, którzy bawią cię rozmową, imponują inteligencją, pomagają... Bo wszystkiego ci brak. Miłości, nadziei, zycia, ciepła i własnego tramwaju też. Teraz każdy kto miło spojrzy, ciepło zagada jest dla ciebie niby-szansą. Ale tez każdy jest rozczarowaniem. Teraz jesteś gąbką, która chłonie wszystkie uczucia, a później wyciska się z niej każde rozczarowanie co do ostatniej kropli. Tajemniczy zapomniał o twoim istnieniu, pora żebys i ty zapomniała o swoim istnieniu. /zasypiam nad klawiaturą/ Bo ja tak strasznie, strasznie chciałaby nie być.
Serdeczne podziękowania dla pewnego lovelasa. On wie już za co. A teraz pora mi opocząć, bo czuje się jakbym nie była.
PS.
Jak mi się mózg włączy i przez to przypomni coś więcej to napiszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)