Mamy nową dziewczynę. Wprowadziła się. Powiesiła, firanki, zasłonki, poprzestawiała meble. Jest taka, że oh. /Gładka i wiodka z zewnątrz i od środka./ Taka, że wszystkie moje kantry stroszą się i wyginają w cały świat. Bo cała jestem kantem. Nierozprasowanym gnieciuchem.
W zestawieniu z "nową" zdecydowanie wypadam jak plama na świątecznym obrusie. Przykrywam się czym-da-się.
Teraz czekamy na odwiedziny bojfrenda. Turek-perkusista, to dopiero będzie heca.