czwartek, 7 października 2010

Jak we śnie

Ostatnio żyję we śnie. Marzę o nieistniejących kochankach, mieszkaniach rodem z Ikei i sukcesach zawodowych na miarę Erin Brockovich. Jestem w tych snach niezależna, wolna i samowystarczalna. Nie przejmuję się ciśnieniem, odżywianiem ani antykoncepcją hormonalną. Z resztą żadną się nie przejmuję. Moje nogi są gładkie i wręcz nie muszę ich golić, a włosy puszyste i lśniące, i nawet jak rozwieje je wiatr to na korzyść na fryzury. Nie czuję dyskomfortu w czasie menstruacji, bo zawsze jestem tuż po, z myślą, że mam przed sobą spokojny, suchy i klarowny miesiąc. Zakupy w tych snach są zawsze owocne i nigdy nie uszczuplają portfela do opłakanego stanu. Słucham tam muzyki z oryginalnych płyt, czytam książki, których zapach i treść zniewala. Chadzam do kina, teatru, na wystawy. Pijam aromatyczne kawy, które nigdy nie stygną. Telewizja tam nie istnieje, są tylko filmy porywające i rozrywające. Zegarki nakręcają się same, a jeansy nigdy nie przecierają się w kroku. 

Mam taki świat za wyciągnięcie ręki, na głębokość zamkniętych powiek.

piątek, 1 października 2010

Moja ulubiona pora roku

Uwielbiam owijać się szalikiem, w płaszcz otulać i w nowych, lśniących czułenkach z parasolką w ręku kuśtykać przez kałuże. Po liściach, po rosie, po mokrym bruku. Powietrzem wilgotnym zaciągać się, niech staje w płucach, paraliżuje, zniewala. Jesień w barwach kocham, w modnym fiolecie, błyszczącej purpurze, w blasku rdzy. Jesień, która biega w ciepłych kapciach, strząsa liście z drzew, zwiewa z głów kapelusze. Jesień z kubkiem kawy, bułką z konfiturami od babci. Jesień z dżezu utkaną, zasypaną kasztanami.

Jesienią czas płynie wolniej, myśli spokojnie spacerują po głowie. Można złapać głębszy oddech, rozmarzyć się, odpłynąć, o świecie zapomnieć.

*
Spotkałam dziś w tramwaju islamistkę. Właściwie nie zwróciłabym specjalnej uwagi gdyby nie misz-masz w jej stroju. Całość ubioru całkowicie europejska, dziewczęca. Koszulka, kurtka, jeansy i baleriny. Wokół głowy owinięta kolorowa, kwiatowa apaszka, taką, którą zwyczajnie nosimy na szyi. Zastanawiałam się tak tylko, skoro już tyle odkryła jaką różnicę robi jej tak chusta? Skoro pokazała dekolt, stopy, dłonie... Jakie znaczenie ma ta chusta przy całiej reszcie? Pomimo kilku książek przeczytanych o tej kulurze na prawdę nie rozumiem.


-
Wydymali mnie z tą sobotą pracującą, chociaż jak już być musi, to lepiej mieć to z głowy od razu. Tylko psychicznie trzeba się przestawić, że piątek to tym razem nie piątek.