Minęło już parę miesięcy i nie czuję się spełniona. Z resztą tak samo jak nie czułam się zaraz po obronie. Mało, że w tej kwestii nic się nie zmieniło to czuję się coraz gorzej. Tak jakbym z każdym dniem wyrzucała do kosza kolejny dzień z pięciu lat studiów i niszczyła kolejne marzenia, te prywatne i te zawodowe.
Nie poszłam na studia z miłość do kierunku, który studiowałam. Raczej z przypadku. Z chęci nauki i ograniczonych możliwości wyboru. Z czasem doszłam do wzniosu, że aż tak daleko nie odeszłam od moich zainteresowań. Bo może faktycznie wybrałabym trochę inaczej gdybym mogła, ale diametralnych różnic by nie było.
Właściwie dopiero na studiach zaczęłam czuć przyjemność ze zdobywania wiedzy, chęć rozwoju. I czułam, że wszystko to co wkładają nam do głów jest ważne. Ważne, bo nie służy rozwojowi komercyjnego przedsiębiorstwa, nabijaniu kas już nabitych przez grube pieniądze. Ważne, bo faktycznie pomocne człowiekowi, człowiekowi w potrzebie. I myślałam, że teraz już tak będzie. Że będę mogła robić to co ważne, co służy innym, pomaga im stanąć na nogi. Że ja sama w końcu stanę się ważna poprzez to. Cóż, nie wiem czy byłam bardziej idealistką czy już naiwniaczką.
Dziś z wykształceniem trochę jak z mambą. Wszyscy ją mają, mam i ja! Jak widzę jakie osoby studiowały ze mną zwłaszcza na studiach licencjackich i teraz tak samo jak i ja mogą przez nazwiskiem wpisać mgr, to cała 5-letnia praca traci jakiekolwiek znaczenie. Jakby w ogóle kiedykolwiek je miało... Marzyłam o czymś więcej, o dalszych studiach, nauce, ale z każdym dniem widzę, że ta perspektywa oddala się to ode mnie coraz bardziej, a przeciwności mnożą w zastraszającym tempie.
Teraz jako służąca wielkiego komercyjnego potwora robię wszystko to czemu jako humanistka, idealistka sprzeciwiam się. I zastanawiam się czy życie jako takie ma aż tak wielkie znaczenie, że warto dla niego pogrzebać wszystkie swoje ideały, wartości, cele, szczęście. Zastanawiam się jakie znaczenie i wartość ma życie, w którym pakuje sobie kolejną porcję kotleta do ust i popijam depresyjnymi łzami? Zastanawiam się czy naprawdę oddychanie jest aż tyle warte, że dla niego można zatracić całe swoje człowieczeństwo i zniżać się do poziomu zwierząt.
Moje na pewno nie.
PS.
Smarkam, charcham i jestem na L4. Mimo kolejnych paczek zużytych chusteczek czuję się jak za czasów LO i wagarów. Nie potrafię spokojnie odpoczywać i korzystać ze spokoju, bo wyrzuty sumienia mi ich nie dają. Czuję się tak jakbym pomimo wszelkich przeciwności losu, tych psychicznych, czy fizycznych miała moralny obowiązek stawić się w pracy co dzień jak żołnierz na posterunku. Wstrzymać oddech w czasie rozmów z klientami, a w przerwach między kontaktami nabierać go ponownie, smarkać i kaszleć ile sił w płucach, z wyczerpania, trochę też na zapas, przed kolejną rozmową. Bo przecież muszę, mu-szę.
piątek, 27 listopada 2009
środa, 11 listopada 2009
P jak... przerażenie
(z małej - litery ma się rozumieć - z przyczyn osobisto-zawodowych, skutkowo-przyczynowych, techniczno-formalnych)
jestem kobietą porzuconą. na czas określony - do niedzieli. zostałam sama ze swoimi myślami, strachami, pragnieniami. zwijam się w trąbkę i kontempluję ciszę, szum w moich uszach i poczucie zagrożenia.
*
ktoś powiedział, że początki są zawsze trudne. a co jeśli takowy początek występuje co dnia? co jeśli początek trafia się przy końcu? albo jak przemyka między dniami, strachami? co jeśli? i jak przeraża, znieważa? co, no co?
jakby to było uroczo, ochoczo poszatkować czas jak sałatkę. złożyć w kostkę jak kartkę papieru. tak żeby początku żadnego nie było, a koniec zawsze w odległości bezpiecznej leżał.
*zbieżność nazw(isk) absotul-nie-przypadkowa i komplet-nie-zamierzona.
jestem kobietą porzuconą. na czas określony - do niedzieli. zostałam sama ze swoimi myślami, strachami, pragnieniami. zwijam się w trąbkę i kontempluję ciszę, szum w moich uszach i poczucie zagrożenia.
*
ktoś powiedział, że początki są zawsze trudne. a co jeśli takowy początek występuje co dnia? co jeśli początek trafia się przy końcu? albo jak przemyka między dniami, strachami? co jeśli? i jak przeraża, znieważa? co, no co?
jakby to było uroczo, ochoczo poszatkować czas jak sałatkę. złożyć w kostkę jak kartkę papieru. tak żeby początku żadnego nie było, a koniec zawsze w odległości bezpiecznej leżał.
*zbieżność nazw(isk) absotul-nie-przypadkowa i komplet-nie-zamierzona.
niedziela, 1 listopada 2009
Inna
Rozmywa mi się tu horyzont. Ciasny mam pokój i w głowie. Telenowele, kapitalistyczny konsumpcjonizm. Zbyt lekko i bez polotu. Jak nie ja. Humanistycznie zdegradowana podążam w dalszą stronę. Niewłaściwą, nie służą, ale dalszą.
Zreformowana ja unika konfrontacji z metafizyką, czerpie przyjemności z tandetnych, niskich drobiazgów, zawstydza własne ambicje. Wszystkie swoje litery, które do tej pory zgrabnie układały jej się w strofy, a teraz jedynie kuśtykają ku drogerii, by się upiększać rzecz jasna.
Manipulacja podmiotowością człowieka, która służy jedynie celom koncernu. I mój idealizm wpół rozdarty. Tak pomiędzy dążeniem do doskonałości we wszystkim i w tym co jedynie słuszne. Ni jak posklejać czy dopasować.
Codziennie obiecuję sobie, że wygrzebie starą siebie z tych zgliszczy pudru i różu. Że się w końcu za siebie wezmę, zacznę znów pisać dobrą poezję, czytywać jeszcze lepszą. Że się od-kartkuję i więcej miejsca w mojej torebce zajmie opasły zeszyt z myślami.
Bo żeby tak znów zacząć sięgać myślami głębiej jak mówić nie ma do kogo. Żeby tak.
Zreformowana ja unika konfrontacji z metafizyką, czerpie przyjemności z tandetnych, niskich drobiazgów, zawstydza własne ambicje. Wszystkie swoje litery, które do tej pory zgrabnie układały jej się w strofy, a teraz jedynie kuśtykają ku drogerii, by się upiększać rzecz jasna.
Manipulacja podmiotowością człowieka, która służy jedynie celom koncernu. I mój idealizm wpół rozdarty. Tak pomiędzy dążeniem do doskonałości we wszystkim i w tym co jedynie słuszne. Ni jak posklejać czy dopasować.
Codziennie obiecuję sobie, że wygrzebie starą siebie z tych zgliszczy pudru i różu. Że się w końcu za siebie wezmę, zacznę znów pisać dobrą poezję, czytywać jeszcze lepszą. Że się od-kartkuję i więcej miejsca w mojej torebce zajmie opasły zeszyt z myślami.
Bo żeby tak znów zacząć sięgać myślami głębiej jak mówić nie ma do kogo. Żeby tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)