czwartek, 28 kwietnia 2005

dużo, więcej, najwięcej

Jak mi braknie czasu na oddychanie to proszę się nie zdziwić. Tym razem szukam szczęścia w kole fotograficznym czy jak to się tam nazywa. Nie wiem na ile szuka ta sprawdzi mi się, bo dzień nagle nie rozciągnie mi się do 48 godzin. Praktyki najprawdopodobniej dopiero od sierpnia i raczej wszystkie za jednym zamachem. Żeby później nie zawracać sobie tym głowy drugi raz.

Niedawno zauważyłam, że czuję jakiś wielki nacisk od wewnątrz, który uparcie mówi mi, że muszę być KIMŚ. Cały mój człowiek przemawia do mnie chorymi ambicjami, że SUKCES musi być mój. Dziwna sytuacja, trochę abstrakcyjna. Tak jakbym chciała zrekompensować sobie kompletnie spieprzone życie rodzinne, nie wspominając o osobistym, bo takiego nawet nie zauważyłam. To też angażuje się, w co się da. Skutki są różne, jak to w życiu. Ale wybujałe ambicje, które krzyczą wciąż więcej i więcej nie pozwalają, choć chwilę cieszyć się tym, co jest, bo w końcu to, co jest to wciąż za mało albo, co gorsza źle. Wtedy zapał mój ginie śmiercią tragiczną, wtedy jest bezsens i brak perspektyw. Bo wiary w siebie to u mnie za grosz nie ma.


♪♪ Kazik - Dziewczyna bez zęba na przedzie.mp3

wtorek, 26 kwietnia 2005

real world

Niedzielne siedzenie z rękami pod tyłkiem postanowiłam uprzyjemnić sobie filmem. A, że akurat w telewizji miał lecieć "Dzień świra" zdecydowałam się obejrzeć go. Do tej pory film znałam tylko z opowiadań, przedstawiano mi go, jaki super komedię, cytuje: "najlepszy film, jaki w życiu widziałem, gęba nie od śmiechu bolała!". Po obejrzeniu zapytowywuję się, ludzie, co w tym filmie jest śmiesznego?! Ten film jest raczej smutny, choć prawdziwy. Adaś Miauczyński to ja, ja i wielu innych Polaków. Nuda, rutyna, rozgoryczenie, żal, stracone złudzenia i wieczne marzenia o wielkiej miłości... To właśnie przedstawia życie głównego bohatera i niestety większości ludzi, choć nie wszyscy uświadomią to sobie. A odpoczynek?! Zapewne nie jedna osoba marzy o tym żeby odpocząć... od siebie, od ludzi od życia. Ale nie można uciec od siebie przenosząc się z miejsca na miejsce. Film jest genialny, bo genialnie prawdziwy. A jeśli już jestem przy genialnie prawdziwych filmach to polecam "Dzień, w którym umrę".

Organizacja Juwenalii idzie pełną parą. W między czasie niektóre plany ulegają zmianie. Bo Pidżama za drogo chciała. Ale za to fejs tu fejs z Roguckim to może być CÓŚ przez wielkie Ce. Drugi raz w tym roku z resztą.

Mokre włosy przyciągają głowę ku podłodze. Ciężko ciężko mi. Jestem przesiąknięta ogólnie mówiąc. Znów uczę się biologii na własnym ciele. madafaka. Jednocześnie marzę o bohaterskim lataniu w przestworzach. No jak ptak, jak ptak! I czasem często udaję, że robię to stojąc na ziemi, że mi tak dobrze i że lepiej być nie może. Może tylko czasem zawieszam działalność, a wtedy tylko woda, kłoda, chusteczka, smyr, połóż głowę na mej głowie.



bo kiedy ciebie nie ma moje piórko jestem wieki, ciężki słoń...


♪♪ Dave Matthews Band - Crush.mp3

niedziela, 24 kwietnia 2005

z zaskoczenia

Po tylu nocach ze snami, w których psy ganiały mnie po ulicach przyszedł jakiś konkretniejszy, co nie oznacza, że mądrzejszy. Skłócony znajomy szuka kontaktu jak gdyby nigdy nic. A niech się wypcha. * A dzisiejszego wieczoru tylko trzy razy przyjeżdżała straż do pożaru przed moim blokiem. Ileż to dziwnych zjawisk można zaobserwować nosa z domu nie wynurzając.

Mam prześladowcę. Podjeżdża pod mój blok z zaskoczenia, puka do mych drzwi. Dziwnym trafem zawsze wtedy, kiedy jestem w piżamie. Przychodzi od czasu do czasu. Tylko, kiedy czegoś potrzebuje. Ładnie mówi, prosi, strzela z paska od szlafroka, robi dobre wrażenie /choć na mnie już niedziałające/, zawija kitę i wychodzi. Zupełnie nie wiem jak sobie z nim poradzić.



* chętnie wypchnę zbyszka z wieżowca...

sobota, 23 kwietnia 2005

dzień sądny

Wczoraj był jeden z tych dni, o których mówi się sądne. Najpierw nawrzeszczała na nas wykładowca na zajęciach o stresie wpędzając nas w ten stres. Zupełnie paradoksalna sytuacja. Później pałeczkę przejął znajomy, bo tej chwil nawet kolegą nie mogę go określić. Obraził mnie, obraził mnóstwo bliskich mi osób. Nikt wcześniej (poza rodzicielką moją, ale to już jest przypadek specyficzny) w życiu mnie tak nie obraził. Że niby nieświadomie? Tym gorzej dla niego, bo zanim się coś powie to powinno się pomyśleć. Niech się cieszy, że to przez gg było inaczej musiałby naprawdę szybko uciekać. Ban, bo nie psycholog, a życie nauczyło mnie żeby nie zadawać się i nie szanować tych, którzy obrażają mnie zupełnie mnie nie stając. Bo ludzi to ja generalnie szanuje, ale na taboretach siadam. I w tym miejscu chciałabym podziękować jednemu superczłowiekowi za rozmowę, za ciepło, za to, że wysłuchał mojego potoku, że zawsze wysłucha i kiedy potrzeba sam wyleje swój. Za to, że jest... tylko czemu na "końcu świata"?


Wnioski z dnia dzisiejszego:
  • lubię, kiedy trzęsie podczas jazdy
  • części niektórych dzielnic w Łodzi są naprawdę ładne i zielone /no naprawdę...!)
  • za grubo się ubrałam, stanowczo
  • już wiem dokładnie, kto na pewno nie jest mnie przychylny /zabolało/
  • kiedy trzeba potrafię być honorowa
  • przytulanie telefonu komórkowego, z którego wydobywa się Twój głos nie zastąpi mi Ciebie
  • a za tydzień będą u nas Pudelsi



ja cziustwuju siebja płocho patomu szto nie wiżu tjebja.


♪♪ Incubus - I wish you were here.mp3

czwartek, 21 kwietnia 2005

było

Mam wrażenie, że mądra pani postawiła na mnie krzyżyk. Ja wiem, że sprawy nie ułatwiam, ale nic celowo. Wszystko tak samo z siebie, zupełnie prawdziwie, ze środka tak. Natenczas nie potrafię oderwać się od cienia mojej matki, który jest wszędzie. W głowie mojej zwłaszcza. To, że poprzeczkę ustawiam sobie zawsze o centymetr więcej niż jestem w stanie przeskoczyć to wiem nie od dziś. Ode mnie wymagano sporo to i sama mam spore wymagania względem siebie i innych. Zupełnie nieświadomie znów miałam rację, choć przekonywała pani, że jej nie mam. Ale ja przyjdę, opowiem, choć nie wiem, jaki w tym sens. Naprawdę nie jest fajnie wciąż wszystko wiedzieć na pewno.

Dwa lata. Nawet nie wiem kiedy minęły. Tak dużo i takie nic. Pewnie z nas dwojga tylko ja pamiętam o tej dacie, bo po cóż zachowywać w pamięci zbędne rzeczy. Ja jestem świetna w zaśmiecaniu sobie głowy bzdurami. A może niekoniecznie bzdurami... Pomimo tego, co wydarzyło się przez ten czas albo, co się nie wydarzyło a wydarzyć się miało to jestem wdzięczna. Wdzięczna jestem mocno i dziękuję. A za co? Za co i komu to już sekret mój własny. Być może kiedyś, jeśli mi się poszczęści to wyrażę swoją wdzięczność. Być może ludzie widzieć będą, czytać będą, a pojęcia nie będą mieli, że to prezent. Tak, właśnie prezent.


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Ostatni.mp3

wtorek, 19 kwietnia 2005

po drugiej stronie lustra

Rozciąga mi się ten dzień w godzinach, minutach i w sekundach niesamowicie. Żonkili w wazonie ubywa. Bo gniją z wolna. Pogoda bliżej nieokreślona tak jak i mój humor. Teraz czuję już zmęczenie. "Emocje opadły jak po wielkiej bitwie kurz." Wszystkie moje dzisiejsze dolegliwości żołądkowo-gastralne minęły jak ręką odjął. A więc poszłam tam. Dobrze, że nie sama. /dzięki. dzięki. dzięki./ Choć pojęcia nie mam, która z nas bała się bardziej. W biurze spodobała mi się klawiatura, monitor i system "Macintosh", który jak dla mnie wygląda kosmicznie. Na punkcie komputerów, sprzętu i oprogramowania mam jakieś zboczenie. Naczelna zupełnie nie taka jak ją sobie wyobrażałam. Miała to być młoda, zgrabna biznes łumen, a wyszła posiwiała, ale konkretna kobitka. Dwie wersje tego samego tekstu. Jakbym miała dwie osobowości. To, co podobało się mnie nie podobało się jej i na odwrót. Ja osobiście wolę takie teksy z jajem w skrajnych przypadkach z dwoma jajami. A ona przyjęła mi, a i owszem, ale ten, który tak naprawę napisać można w 20 minut w przerwie między kotletem a telewizorem. No cóż, widocznie nie znam się na tym aż tak dobrze. Teraz muszę poskracać felieton /bo ciut za długi do gazety/ i na maila wysłać. Ciężka sprawa z tym, nie wiadomo, co wywalić, bo wszystko ważne. Oby tylko te cięcia nie wyszły mi bokiem. A tak na marginesie. Naczelna pamiętała ten artykuł o mnie sprzed ponad trzech miesięcy, od razu powiedziała, że redaktorek spieprzył zdjęcie. To trzeba mieć łeb! A tak z innej beczki to teraz zobaczę jak ten dziennikarski światek wygląda od drugiej strony medalu.

Swoją drogą nie wiem jak ja się teraz wyrobię: szkoła, gazeta, koło poetyckie, praktyki /czas najwyższy poszukać i rozpocząć odrabiać/, że nie wspomnę o psycholożce. A i czas na lenistwo też znaleźć się musi!

Ot wybrali nam papieża. Tłumy wiwatują. Smutne to doprawdy. Minęło zaledwie dwa tygodnie od śmierci Jana Pawła II, a ludzie już zapomnieli. Życie w takich momentach pokazuje jak bardzo jest brutalne. Umarł król, niech żyje król!

sobota, 16 kwietnia 2005

na żółto

Siedząc w pokoju ćpam jak opętana. Żonkile wdycham do płuc, żonkile! Całe pomieszczenie obejmuje nieskończenie głęboka woń tych żółtych kwiatków. Mogłabym utopić się w niej. Albo zasnąć na posłaniu z ich płatków. Zadziwiające jak zwykłe i delikatne kwiaty potrafią zmienić bezbarwne pięć minut w kolorowe i aromatyzujące pięć minut... A oto sami "podejrzani".

"Tylko ten, kto podejmie się robić to, co absurdalne, jest zdolny do osiągnięcia tego, co niemożliwe."
Może jednak starczy mi tego zapału, którym pewien ktoś czy raczej ktosia zaaplikowała mi w piątek. Oby do wtorku, może się odważę, może starczy mi odwagi i wybiorę się do... Na razie siedzę i wymyślam, no i pisze oczywiście. Ok, tyle wystarczy. Daa. I do wtorku też, bo we wtorek Matki Boski Piniężny!



--
jak długo będę musiała czekać na pierwszą i każdą następną burzę? /tę na zewnątrz ma się rozumieć/


"nie znamy się. my jeszcze się nie znamy. choć dzieli nas szerokość naszych ramion. zamknięci tak w swych twierdzach, samotniach... przez ścianę."


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Nie znamy się.mp3


17:50
Właśnie sobie uświadomiłam.
2. - bardziej wtajemniczeni zrozumieją. mam nadzieję.
"przemija czas, przemija. nie zbliża nas..."

piątek, 15 kwietnia 2005

w koło macieju...

Ostatnio dużo spraw olewam. Zupełnie jak nie ja. Choć jedną (a może i nie jedną) rzecz staram się zdziałać, wykonać, uskutecznić. Pomimo kilkuletnich (albo i kilkunastoletnich) prób bezskuteznie. Wyjaśnij, wytłumaczyć, przedstawić... W takich chwilach mam wrażenie jakbym mówiła w jakimś obcym, niezrozumiałym dla niej języku. Mogę mówić spokojnie, godzinami wyjaśnić jak ja sie czuje w takiej sytuacji, w jaki sposób oddziałuje ona na mnie, przedstawiać za przeciw, wysnuwać wnioski, ukazywać patologiczną wersję tego "domu". Nic nie dociera. Mogę cytować dokładne wypowiedzi, w odpowiedzi wciąż słyszę tylko NIE, NIE i NIE. W takich właśnie chwilach miałabym ochotę wyskoczyć z okna. I wcale nie w celu popełnienia samobójstwa, o nie. Zwyczajnie po to aby w czasie lotu nabrać powietrza w płuca, uspokoić się i bezpiecznie wylądować. Byle z dala od domu. Ile bym się nie starała nic nie przynosi efektów. Ja zwyczajnie nie jestem do tego władna. Ale wiem, że jeśli w końcu nie zrozumie. Jeśli nikt nie dotrze do niej skutecznie... nie, wolę nie myśleć co będzie.

Na asertywności niby przypadkiem, albo nie dowiaduję się, że matka mój stosuje jakąś przemoc i znęca się nade mną. Phi. To mi dopiero nowina! Oj gdyby wiedzieli, znali całą resztę. no tak, ale nie. W końcu ja milczę, aż po grób! ...tudzież po urnę. Z resztą to, że ja to WIEM to nie znaczy, że to CZUJĘ. To nie znaczy, że dociera to do mnie i przyjmuję to jako jedyną prawdę. Prawda leży daleko. A najdalej ta, która mogłaby pozwolić mi uciec od wyrzutów sumienia, wiecznego oskarżania siebie, poczucia winy i...

Znów niepotrzebnie otworzyłam się. Zrobił się przeciąg a mnie przewiało własne sumienie. /bo przecież nie tak miało być, nie tak./

Ja wiem, że smęcę, że biadolę... ja wszystko wiem. Ale z drugiej strony najłatwiej jet siedzieć po drugiej stronie kabla i dawać mądre rady nie mając zielonego pojęcia jak jest rzeczywiście. Z jakich powodów jest tak a nie inaczej. Bo w końcu NIC nie dzieje się bez powodów. Kompletnie NIC.


---
tutaj, lub ewentualnie to samo w wersji pdf. zastanawiające...(?) pff.

środa, 13 kwietnia 2005

nic, tylko ja

Ostatnio dość często zastawiam się nad prozaicznymi sprawami. Bo dla co niektórych takie właśnie one są. Choć nie zawsze przyznają się do tego, uważają je za trywialne. Przyzwyczaiłam się już do tego więc pewnie stąd te podejrzenia. Mimo wszystko, to nad czym łamię głowę jest dla mnie naprawdę sporym problemem. Może i trywialnym, ale moim, więc dla mnie istotnym. Mam świadomość tego, że nikt nie jest w stanie mi pomóc, dlatego staram się sama ze sobą rozprawiać w myślach nad tym tematem. /różnie mi to idzie/ Sama też nie widzę rozwiązania sytuacji. Właściwie nie sądzę by takowe istniało. Sytuacja z lekka beznadziejna. Sytuacja nie od dzisiaj, a od... zawsze(?) W każdym bądź razie od dawien dawna. Jedna sytuacja zazębia drugą i utrudnia (unieożliwia) rozwiązanie. Obie doskonale się uzupełniają. Naprawdę perfekcyjna współpraca dwóch sił, które wzajemnie wtłaczają mnie w położę. /niekoniecznie miękkie/ I w tym momencie kółeczko sie zamyka.

Naprawdę ludziom musi sprawiać przyjemność robienie ze mnie idiotki. Muszą czuć się wtedy naprawdę spełnieni. Muszą czuć rozkosz w poniżaniu mnie. Właściwie nie powinnam się temu dziwić. Sama dla siebie nie jestem lepsza. Z tym, że u mnie to jest tak automatycznie jak siusiu rano. Wyssałam to z mlekiem matki pomimo, że zbyt długo tego nie robiłam, bo zaledwie 2 tygodnie, to opanowałam tę sztukę do perfekcji. Ale to za sprawą doskonałych nauczycieli! Baa. Bo nie każdy takich ma, nie każdy...


--
myślę, że za mocno chcę żyć. zdecydowanie za mocno.


♪♪ Renata Przemyk - Nie spaceruję nago.mp3

niedziela, 10 kwietnia 2005

czekając

"Spend all your time waiting for that second chance..."
Tak mi się jakoś w głowie zaplątało między kolejnymi samoanlizami. Bo dziś całkiem mokro jest. Mokro w różnych odcieniach.


---
chce ktoś może pokemona do kolekcji?


♪♪ Coma - Pierwsze wyjście z mroku.mp3

sobota, 9 kwietnia 2005

dziewczynka z aparatem

Aparat przykleił mi się do dłoni. Fotografuję wszystko to co sfotografować można. Chciałabym też i ludzi na ulicy, ale wizja babci ganiającej za mną z laską odstrasza od tego pomysłu. Może kiedyś jak zrobi się cieplej. Ludzi na ulicy będzie więcej to nawet nie zauważą, że ktoś uwiecznia ich na zdjęciach. Póki co fotografuję całą resztę. Choć i tak najbardziej chciałabym ludzi.

Tak wiem. Nic na siłę. Ale za każdym razem kiedy poznaje coraz to większych kosmitów zaczynam wątpić w to, że istnieją normalni ludzie. I w to, że będzie mi dane kogoś takiego poznać. Ale z drugiej strony jeśli miałabym być z kosmitą to wolę już być sama. Tak, tak właśnie. To wolę już być sama. /pytanie tylko czy potrafiłabym tak?/

A sen tej nocy był pełny i ciekawy. Ale mowy nie ma, nic nie opowiem. Bo mój, bo się wstydzę... I lubię kiedy pada. I lubię spacerować w deszczu. Lubię patrzeć na kałuże i na krople. Ale... nie ważne. Dziś moje oczy pozostaną piwne. Nocą też.


♪♪ Sarah McLachlan - Arms of an angel.mp3


22:17
"(...) pragę też by mnie spalono, bo zawsze się bałam robaków..." jakiś kosmita zgłasza sprzeciw? ma ktoś coś do tego? ...jeśli ma, to ma pecha. otco.

czwartek, 7 kwietnia 2005

generalnie

Czasem jestem zbyt wylewna. Na przykład dziś. Tam, tam właśnie tam. Sama nie wiem jakie są tego zady a jakie walety. Wiem jedno. Już dawno nie uzewnętrzniłam się w ten sposób i za to bardzo dziękuję. Baa. Nawet czekam na więcej. Pomimo tego, że boje się jak diabli to czekam na więcej!


--
Na marginesie. Czy wszyscy gotowi? Oto i dowód na mojego fioła.

wtorek, 5 kwietnia 2005

trzy po trzy para piętnaście

Generalnie w moich myślach jestem teraz tylko ja /czysta kwintesencja egoizmu/ i to mnie przeraża. Nie lubię aż tak dogłębnej analizy własnej osoby. /skrajnie wyniośle./ Bo analiza, mieszcząca się w granicach zdrowego rozsądku jest w porządku. Daje kontrolę i pozorne bezpieczeństwo. /jeśli nie mogę czuć się bezpieczna naprawdę stwarzam sobie chociaż jej pozory./ Zbyt dogłębna analiza siebie doprowadza do nieprzewidywalnych wyników. Ale pominę przedstawianie rezultatów takiej dedukcji. Nie ma sensu szukać dna w studni bez dna. Strata czasu i energii. Przynajmniej, jeśli chodzi o czytelników, bo ja tracę je regularnie dość często, co właściwie nie zaliczam do minusów. Nawet wręcz przeciwnie. Właśnie wtedy popełniam tzw. zbrodnie na papierze za pomocą plastikowych morderców. Wyrażam siebie, czyli mówiąc językiem biologicznym wypróżniam się emocjonalnie. Ostatnio dość często mi się to zdarza, co widać po częstotliwości mojego pisania. Bo chyba po to mam ten światek. Co by powycierać się z niepotrzebnych myśli tudzież uczuć. pff.


Moje spostrzeżenia dotyczące kilku ostatnich dni:
- mam dziwne oczy - za dnia piwne a nocą zielone (naprawdę!) ...fajnie :)
- generalnie to zaczęłam nadużywać słowa "generalnie"
- fajny plasterek mam z dżdżownicą na małym stopy - pomarańczowy :)
- cieć malina (to taka dygresja, bez żadnego związku z powyższymi)
- chciałabym pójść na dach! zaprosisz mnie kiedyś?
- jestem rozmemłana tak w środku, o. (ostatnia huśtawka uczuć w moim wykonaniu bije na głowę wszystkie kolejki górskie razem wzięte)
- czarne pióra są też fajne, ale trochę rozmazują (KTOŚ się o tym niebawem przekona)
- rybka złapała haczyk i niestety zmieniła akwarium. miejmy nadzieję, że wkrótce opamięta się i wróci na właściwe jej miejsce.
- widziałam na uczelni kolesia wyglądającego jak Rugocki! ale tylko z profilu był podobny.



---
ależ ja piszę normalnie, co nie?


♪♪ Audioslave - I am the highway.mp3

poniedziałek, 4 kwietnia 2005

nieskończenie wiele żyć

Wybawco! Można byłoby rzec do kolegi Adama W. Uratował mój komputer od katastrofy. Co prawda działa teraz trochę ślamazarnie, ale działa i to jest najistotniejsze. Przywrócił sprzęt do działania i nic za to nie chciał. Faaajny. /pod tym i in
nym względem. alecotam./

Czuć chłód w powietrzu kiedy spacerujemy ulicami. I chyba nic tego nie zmieni w najbliższym czasie. Na razie fotografuję oczami. Też ciekawa sprawa.
Byłabyś tak miła i podał mi tlen? Zabrakło? O jaka szkoda... no trudno. Widać można żyć bez powietrza.


--
a zbyszek znów skoczył z wieżowca. ten to ma nieskończenie wiele żyć... coś chyba jak i ja.

niedziela, 3 kwietnia 2005

Amen

Mimo wszystko nie wierzę. I długo jeszcze nie uwierzę. Dużo czasu minąć będzie musiało zanim zrozumiem, zanim uświadomię to sobie dogłębnie i naprawdę.

Bo dla mnie, dla mojego pokolenia on był ZAWSZE. Innej przeszłości nie znam. Innej przyszłości wyobrazić sobie nie potrafię.


---
teraz to coś jakby sieroctwo mi pozostało. nieprawdaż?




"dzieli nas rzeka niewypowiedzianych marzeń i dzieli nas rzeka zwyczajnych spraw. i nikt z nas nie wie co się jutro może zdrzyć, i nikt z nas nie wie co się jutro może stać. przemija czas, przemija. nie zbliża nas..."
♪♪ Coma - Tolerancja.mp3

piątek, 1 kwietnia 2005

na rozstaju

Mieszane mam uczucia. Z jednej strony mam taki swój mały-duży powód do radości, a z drugiej jako Polka i osoba silnie związana i przyzwyczajona do wielkości Ojca Świętego przeżywam te chwile.

Z jakiś przyczyn najpierw napisze o tym drugim. Wszyscy modlą się o zdrowie papieża. Ale tak naprawdę przez ostatnie miesiące można było zauważyć to, że jego stan się pogarsza i po części przygotować się psychicznie na to, że koniec jest bliski. Ja wiem, że Ci ludzie mają nadzieję na cud. Ja mam nadzieję, że ich nadzieje nie są bezpodstawne. Być może ktoś pomyśli /pewnie wszyscy/, że jestem bezduszna, ale ja stwierdzę, że to czysty realizm. W tej chwili jak większości Polakom jest mi żal jego i nas wszystkich, bo tak naprawdę ciężko wyobrazić sobie świat bez Jana Pawła II, ale teraz jedyne modlitwy, które mają szanse być wysłuchane powinny dotyczyć jego spokojnej śmierci i godnego następcy. Bo kiedy pomyślę o tym, co będzie potem naprawdę widzę czarną dziurę. Ciężko będzie znaleźć równie wielkiego człowieka. Pozostaje tylko modlić się i mięć nadzieję, że ludzkość po raz kolejny będzie miała takie szczęście.

Druga sprawa jest czysto materialna, ale ostatnio naprawdę tylko na ten temat nadawałam i marzyłam o tym. /konsekwencja mojego hopla na tym punkcie./ Dziś tak zwyczajnie, najzwyczajniej w świecie dostałam telefon od blog.pl, że wygrałam główną nagrodę, czyli aparat cyfrowy. /wreszcie wyżyje się zatrzymując tyle chwil ile tylko będą w stanie znieść moje palce. i będzie to cyfrówka, a nie "syfrówka"!/ Może nie jest on żadną rewelacją, ale wiadomo, że darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy! :)


PS.
i ja naprawdę mam nadzieję, że to nie jest żart prima aprilisowy...