poniedziałek, 27 września 2010

Nie spaceruję nago

(ostatecznie mogę tu, skoro nowego życia rozpocząć się nie da. a może to e-przeznaczenie żeby żywot swój konsekwentnie kontynuować, a nie przeistaczać się w kota o siedmiu życiach, bo kotem przecież nie jestem)


Nawet nie będę udawała, że samookreślenie jest realne. Że mnie skategoryzować można, nazwać, zrozumieć i oswoić. Bo ja nie jestem powieścią, rozsypanymi puzzlami, ani parą butów. Jestem bardziej jak burza w szklance wody niż ocean, jak rozlane mleko niż jak śniadanie do łóżka.

*

Chciałabym zacząć od nowa, grubą kreską oddzielić ziarno od plew, ale wiem, że nie wyjdzie. Zapominanie nigdy nie było moją dobrą stroną, a przyzwyczajenia do mglistej melancholii i nadmiernej egzaltacji siedzi we mnie jak tasiemiec. Uparcie i nieprzerwanie podgryza swoją ofiarę.
Tak, więc zaczynam. Nic nie obiecuję. Będzie jak zwykle. Po mojemu.