piątek, 30 grudnia 2005

mój sen zawstydza mnie

Miewam bardzo dziwne sny. Zmierzam w nich do swojego nowego domu, który później okazuje się być domem kolegi z wojska. Zupełny bessens. Zmierzamy tam we dwoje. Ja i ktoś jeszcze. Ja pędzę owinięta ręcznikiem ulicami miasta i ktoś ze mną odziany kompletnie. Naprawdę zupełny bessens. Gubię się trochę po drodze, ale zaraz odnajduję właściwy tor. Później do pokoju wchodzi mama i budzi mnie, nigdy nie docieram do celu. Kończy się sen.

Potem wstaje nowy dzień, mijają kolejne i kolejne godziny. Nadchodzi wieczór. Ktoś dzwoni do drzwi, idę otworzyć. Witam jakoś tak bez entuzjazmu. W między czasie robi się tak jakoś lepiej, żeby później zmienić się w gorzej, a konsekwencji znów na lepiej i znów na gorzej... Niekończący się łańcuszek niekompatybilnych emocji i uczuć. Pod koniec zaczynam chcieć i nie chcieć na raz. Kompletnie niepojęty bessens. Kończy się wieczór, zostaję sama ze snem. Nie kontynuuję go, zaczynam opowiadać tę bajkę od nowa.

Innym razem śnią mi się pryszczate dziewczynki. A jakby tego było mało wszystkie mają tłuste włosy. Nieznoszę tłustych włosów. Pryszczy z resztą też. Diabli je nadali!

Teraz już nikt nie będzie miał podstaw aby wątpic w moje zdolności dziennikarskie. Tropić i wyszukiwać zupełnie niedostępne informacje to ja potrafię jak nikt na świecie... No a przynajmniej jak nikt kogo znam z mojego otoczenia!

Hu-Hu-Ha! Zasypało nas. Przedzieramy się przez biały puch, chodzimy po nieistniejących chodnikach i moczymy łydki w śniegowych zaspach. Bajkowo, ale... Ale właśnie zaczęłam sobie wyobrażać jak będzie wyglądała topniejąca bajka...



_takie małe info dla zainteresowanych__
prawdopodobnie to już moje ostatnie wejście w tym roku. jeszcze parę dni temu obawiałam się, że w ogóle ostatnie. no ale... jakby nie było to zmiana dostawcy netu będzie, więc parę dni komputer mój odcięty od wirtualnego świata będzie. później nastąpi tak zwany dostęp kontrolowany. ale z drugiej strony lepszy taki niż żaden. a w związku z ogólną kontrolą wszystkiego myśli moje zaczęły napełniać się możliwością ewentualnej przeprowadzki mojego pisania. ale ale, jak będzie i co będzie się okaże...


♪♪ Hey - Mimo wszystko.mp3

niedziela, 25 grudnia 2005

bocian co sporo namieszał

A miło być tak pięknie. Spokojnie, bez szopek i żadnych udziwnień. Tymczasem prezent, jaki zgotował mi kuzyn woła o pomstę do nieba. Bo uni... bo u nich to... bardzo już ko-ko-kopie. I wychodzi na to, że jako jedyna rodzinna sierota nie będę miała osoby towarzyszącej. Bo najchętniej podarłabym to zaproszenie i rzuciła w pizdu! Tylko jak to teraz oznajmić rozanielonej rodzince. Że ja wcale nie chcę uczestniczyć w tym cyrku. Że wolę nudzić się w domu a nie tam. Że widniejący tekst "z osobą towarzyszącą" to dla mnie wcale nie jest zapewnienie dobrej zabawy, ale dodatkowy kłopot. Że mój świat to z samych samic się składa, a samca nie uświadczysz. Że kieckę to jeszcze w sklepie kupisz, ale partnera to już nie bardzo. /yhh. raczej mocno postanowione: nigdzie nie idę! srał ich wszystkich pies!/

Nie, ja nie potrafię być z kimś. Sama z resztą też nie. Ale wszystko byłoby naprawdę, byłoby... gdyby tylko nie otoczenie. tja.


--
"możesz bredzić... pleść bzdury... androny... tylko błagam cię: nie mów, nie mów, tylko nie mów do mnie jak do żony!"


♪♪ Katarzyna Groniec - Sztuczny miód.mp3

sobota, 24 grudnia 2005

dzień mordów zbiorowych

Być może jestem świruską, ale nie mogę patrzeć na te wszystkie płatne morderstwa karpi. (9zł za kilogram) Ciekawe na ile (lat) można byłoby wycenić tych wszystkich zbrodniarzy?

Jeszczę tudzież jego pamiętam jak się biedactwo telepało w tym korycie, jak walczyło o życie. Nooch... z tego wszystkiego to, nawet nie czuje jak rymuje! Wszystkiego dobrego moi drodzy pożeracze rybich ojców i matek! ;)

23:38
Wcale nie jest łoptymistycznie. Wcale niet. Ale póki co nie mam siły żeby rozwodzić się na ten temat. yhm

piątek, 23 grudnia 2005

żeby zwierzę przemówiło ludzkim głosem

Kwa kur-ka kwa. (tak zamiast dzień dobry) Dziś (dzień przed Wigilią) kaczor powinien przemówić ludzkim głosem. Mam nadzieję, bo nie jestem Doktor Dolittle. oye... (z intonacją nastawioną na nużące pojękiwanie bez pojękiwania)

Droga powrotna do domu w środę mogłaby służyć jako wzór dla tych, którzy chcą robić z siebie wariatów. Koleżanko nasze podobieństwo (nawet w kwestii popaprania) mnie przeraża. Gdyby nie inna skóra można byłoby pomylić nas osobowościowo. A i ja szalałam później z żalu, że błąd, że źle, że głupota. Kiedyś trafimy razem na oddział i to wcale nie będzie zbieg okoliczności.

Zupełnie nie wiem, co mam z sobą zrobić. Powinnam zacząć pisać, czytać, oglądać. A co? Cokolwiek, tylko mam tego do zrobienia, że sama nie wiem, od czego zacząć. Przykryję się kołdrą i prześpię te kilka nadchodzących dni! /podpowiedź podświadomości/ Żeby to jeszcze było takie łatwe... Tak, więc owijam się tylko w pajęczyny czasu i udaję ten stoi w miejscu. Naiwnie ufam, że on sam w końcu w to uwierzy i faktycznie zatrzyma się. Wcale nie po to żeby uwiecznić chwilę.

wtorek, 20 grudnia 2005

dopóki jestem

Ej, ten Fredro to był całkiem łebski facet. Bo w niedzielę wyrwali mnie nagle z tego codziennego kieratu i "Poszaleli" na całego!

Dobrze. Albo i nie. Udaję, że nic się nie dzieje. A jeśli nawet to gram przed sobą, że to bujda. Tak po prostu, żeby znów nie dopuścić do siebie rozczarowania. Ukrywam przed sobą, że było mi dobrze. Może czasem szepnę to po cichu, ale zaraz potem opamiętuję się i doprowadzam do porządku. Nie można mi się zapędzić. Mogę myśleć o niebieskim niebie, o białej ziemi, o płonących latarniach i psach szczekających na ulicach... byle nie o koledze z wojska. Bo co gdyby, jakby nagle znów to samo. Jakby, gdyby, co by znów jak bańka mydlana. Więc, a więc milczę o tym i pomijam dotychczasowe fakty.
Jest spokojnie, jest spokojnie. Będę powtarzała sobie do czasu, kiedy będzie można, wszytko wypowiedzieć na głos. O ile kiedykolwiek będzie można...

Wrócił mi cały marazm. Może to jest jakaś dysfunkcja mojego mózgu, która nie pozwala na to żeby cieszyć się z niczego. (bo z czego za bardzo nie ma.) Mam trochę dość tej doktryny opartej na dysfunkcjach rodziny. Ciekawe czy ten, który to wymyślił to przeżywał to również. Zdaje się mowa w tej chwili o Panu Freudzie. Tak, więc powątpiewam w jego doświadczenie w tym temacie. A szkoda. Nie wiedział, co traci. Walczyć kazałeś? A ja nie mam już siły, motywacji też jakoś mi brak...

W obecne wieczory zajmuję się piciem mleka w litrach, wylewaniem żali, w litrach również. Zastanawianiem się nad tym, czego mi brak, a czego mam w nadmiarze i patrzeniem na sypiący się z nieba śnieg. Nie trzymam formy wieczorami. Nawet już nie próbuję.


--
//A mnie oszukuj mile uśmiechem, słowem, gestem, dopóki jestem, dopóki jestem...//


♪♪ Seweryn Krajewski - Kiedy mnie już nie będzie.mp3

piątek, 16 grudnia 2005

popapranie

Żałosna jestem. Ale przynajmniej o tym wiem /podpowiada głos wewnętrzny/! A co mi po takiej wiedzy, jeśli nie potrafię jej konstruktywnie wykorzystać. Zauważyłam, że zazdroszczę ludziom naprawdę przeróżnych rzeczy... A to innych ludzi, a to wiedzy, a to powodzenia, to z kolei osobowości /to już jest dno dna/, odwagi, bezpośredniości, urody, pomysłów, umiejętności zjednywania sobie ludzi i gromadzenia ich wokół siebie... etc. Na tym skończę, bo lista byłaby nieskończenie długa. Wkurza mnie to niesamowicie, ale pojęcia nie mam, co mam z tym zrobić. Jak ukręcić temu łepek? nooo...
(ale to tak całe życie było, że jak ktoś mi mówi, że fajna jestem to daję sobie prawo myślenia, że faktycznie tak jest.)

Mówisz i masz. Nie ma, co, przyjemnie to było /i ohhh i ahhh, i ehhh... itp. itd./. Ja już pomijam fakt, że to wszystko jakoś tak szybko prysło. Roztopiło się wraz ze świeżo, co opadłym śniegiem. Przez uczucie wyżej wymienione i niepojęty strach przed konfrontacją ze... strachem. /no bo chyba właśnie to jest powodem mojego zaklętego milczenia./ I przez… No właśnie! Ej, ucisz się zdrowy rozsądku!

Naprawdę jest ze mną źle. Popaprana jak stado świń przy korycie. I dowiedziałam się, że tak naprawdę szukam przyjaciółki, która mną będzie. Simpaticznie, nie ma, co.


♪♪ Justyna Steczkowska - Za karę.mp3


17. grudnia, 21:07
Jak ktoś chce mnie dobić to proszę się nie krępować, tylko walić tu i teraz. Jak hurtem to hurtem!

--
a jak nie to przygotuję coś w stylu zrób to sam. w końcu nic nie stracę...

środa, 14 grudnia 2005

o podróżach, tych realnych i tych na papierze

Nie ma jak u babci. Można się napaść różnych smakołyków. Tylko później nie można ogarnąć się od wyrzutów sumienia. Swojsko tak i błogo. Można się schować przed światem. A taki wypad w tygodniu to całkiem dobrze robi. Jak babcię kocham!

Ufff... Jakimś cudem poradziłam sobie, choć nie mogłam uczestniczyć w podsumowaniu konkursu. Nagrodę (mogę teraz swobodnie marzyć, w które to miejsca z tych tysiąca proponowanych kiedyś się wybiorę) odebrałam wcześniej i popędziłam na uczelnię, i na to nieszczęsne zaliczenie. Jakoś poszło. A jak dowiem się za tydzień.

Śmie-szne. Co najmniej śmieszne. Po raz kolejny to okazuje się, że te dobre samarytańskie cechy, które wszyscy dostrzegają w niej, a których ja ujrzeć nie potrafię są jednak trochę naciągane. pff.


--
+bonus

niedziela, 11 grudnia 2005

soł empti

Teraz jem frytki. Niby wszystko wróciło do normy, tylko jakoś tak ciężko. Zaraz powtórzę materiał na zaliczenie z psychologii rozwojowej. Okaże się, że wszystko idealnie pamiętam, ale nadal będę czuła tę pustkę. Nie będę mogła uwolnić się od niej. Będzie mnie przytłaczała ze wszystkich stron. Później włączę TV, obejrzę jakiś film. Potem znów może powtórzę materiał, umyję się, położę i zasnę. W pustce.

Niedziela była zbyt sielankowa i trzeba było ją popsuć. Pomimo to, albo dzięki temu dobrze zrobiły mi te litry łez.

A swoją drogą ciekawe jak długo to potrwa...?


--
najbliższe dni mogą być bardzo emocjonujące, ale nie będę nic otwarcie pisała. nie wyprzedzajmy faktów.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Zielony dom.mp3


12. grudnia, 21:30
grrrr... że tak powiem.

soł empti

Teraz jem frytki. Niby wszystko wróciło do normy, tylko jakoś tak ciężko. Zaraz powtórzę materiał na zaliczenie z psychologii rozwojowej. Okaże się, że wszystko idealnie pamiętam, ale nadal będę czuła tę pustkę. Nie będę mogła uwolnić się od niej. Będzie mnie przytłaczała ze wszystkich stron. Później włączę TV, obejrzę jakiś film. Potem znów może powtórzę materiał, umyję się, położę i zasnę. W pustce.

Niedziela była zbyt sielankowa i trzeba było ją popsuć. Pomimo to, albo dzięki temu dobrze zrobiły mi te litry łez.

A swoją drogą ciekawe jak długo to potrwa...?


--
najbliższe dni mogą być bardzo emocjonujące, ale nie będę nic otwarcie pisała. nie wyprzedzajmy faktów.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Zielony dom.mp3


12. grudnia, 21:30
grrrr... że tak powiem.

czwartek, 8 grudnia 2005

paparazzi

Padam z nóg. Pojęcia nie mam jak poradzę sobie na jutrzejszym zaliczeniu, ale cicho liczę na to, że "jakoś" (w sensie pozytywnym) będzie.

Na dzisiejszej imprezie mikołajkowej robiłam za paparazzi. Nie wiem jeszcze jak tam efekty moich wycykanych fotek i szczerze powiedziawszy kipię z ciekawości. A bałam się jak diabli, ale jakoś poszło.

A tak z innej beczki, to wydrzenia ostatnich dni troche wymsknęły mi się spod kontroli. Trochę bardzo, ale tylko w czynach. Emocje nadal trzymam w ryzach. Jak wszystko, tak i to ma swoje zady i walety. I nie byłabym sobą gdybym nie stwierdziła, że się boję. Ale póki zaangażowanie moje jest powierzchowne (bez żadnych emocjonalnych uniesień) śmiem twierdzić, że wszelkie zagrożenia eliminuję w większym stopniu.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Z nim będziesz szczęśliwsza.mp3

wtorek, 6 grudnia 2005

klony są wśród nas

Bo dziś miałam wielką ochotę wyjść, pierdzielnąć drzwiami z całej siły i zostawić to wszystko w pizdu. Może jednak nie myślę... sama. Jeśli tak, to przepraszam serdecznie wszystkich, którzy "mnie" znają. I jednocześnie informuję, że tak naprawdę jestem wierną kopią mojej rodzicielki posługującą się jej słowami i myślącą tak jak ona, tylko w swojej skórze.

A tak poza tym to pięknie dziękuję za sklasyfikowanie mnie. Teraz to aż strach się odezwać, bo cokolwiek powiem może być wykorzystane przeciwko mnie. Aż strach się bać!

Brak siły, czy bezsilność... A może jedno i drugie na raz. Czuję, że nie daję rady, że to wszystko mnie przerasta. Być może jestem zbyt głupia, aby poradzić sobie z tym, aby popchnąć tę sprawę do przodu...


♪♪ Diana Krall - The girl in the other room.mp3

piątek, 2 grudnia 2005

próba sił

Nie wiem czemu ja to robię. Najchętniej pokazałabym obu, kto tu tak naprawdę rządzi. Że niby jestem taka mocarna, himen normalnie. Nie ma na mnie bata. Nie poddaje się głupiej sentymentalności. Mogę wszystko, a nawet jeszcze więcej. Tak do końca sama nie wiem, czemu, co i jak, ale wyobrażam sobie w głowie wielki znak STOP i ma nadzieję, że zadziała na wszystkie natręctwa myślowe.

A było tak zwyczajnie. Żadnych miłych wrażeń, żadnego podekscytowania. Tak spokojnie chłodno. Już wiem, na co pozwolić sobie nie mogę, wiem też, że zrobię wszystko, aby zachować siebie dla siebie. Cokolwiek to znaczy. Brak wewnętrznego rozcheśtania emocjonalnego naprawdę daje bezpieczeństwo. Bo tak jak jest, jest mi nieźle. Całkiem dobrze jest, całkiem dobrze...

//zakręciłam. już sama nie wiem co i jak. ale, ale, najważniejsze - nie rozczulać się, żyć dalej i dalej.


♪♪ Happysad - Zanim pójdę.mp3


5. grudnia, 19:08
Ja jush nie mam siły na naukę. Zwłaszcza jeśli chodzi o okres przedświąteczny i nudny materiał, którzy trzeba mi przyswoić. olaboga