środa, 14 grudnia 2005

o podróżach, tych realnych i tych na papierze

Nie ma jak u babci. Można się napaść różnych smakołyków. Tylko później nie można ogarnąć się od wyrzutów sumienia. Swojsko tak i błogo. Można się schować przed światem. A taki wypad w tygodniu to całkiem dobrze robi. Jak babcię kocham!

Ufff... Jakimś cudem poradziłam sobie, choć nie mogłam uczestniczyć w podsumowaniu konkursu. Nagrodę (mogę teraz swobodnie marzyć, w które to miejsca z tych tysiąca proponowanych kiedyś się wybiorę) odebrałam wcześniej i popędziłam na uczelnię, i na to nieszczęsne zaliczenie. Jakoś poszło. A jak dowiem się za tydzień.

Śmie-szne. Co najmniej śmieszne. Po raz kolejny to okazuje się, że te dobre samarytańskie cechy, które wszyscy dostrzegają w niej, a których ja ujrzeć nie potrafię są jednak trochę naciągane. pff.


--
+bonus