Jak trup jestem od dni paru. Dowcipy mnie nie śmieszą, myśli potykają się o krawężniki z codzienności. Bo obca jestem. Bezpańsko niczyja. Pochlipuję po kontach. Drapię się po tyłku, bo to łatwiejsze niż co innego. Zmieniam wciąż przepocone koszulki. Ogólnnie depresyjny czas nastał. W oczach, w sercu i na rękach. Oj tam też niestety. Bezkreśnie i ostatkami sił ściskam za lewą rękę. Żeby tajemnice z rękawa nie powypadały. ba! Nawet śniegu już nie ma. Plucha tylko. Nie można glebnąć swobodnie, ulepić mini-bałwana i roztopić go słoną wodą odgórnie. Tylko paniczny strach przed krzykiem został. Ucieczka. Jak trzeba to nawet przed sobą.
Czwartkowe zajecia makabryczne będą, oj makabryczne. Wolałaś M. żeby szanowny Pan profesor nie wykazywał zainteresowania twoimi problemami. Twoja nieidealność, świat pełen zakłuceń i rozstrojów emocjonalnych niekompatybilny jest mocno. Zbyt mocno żeby ktoś mógł na niego wpłynąć. /źle będzie. nerwowo, niebezpiecznie./
Rektor przed sesją miły jest. Wita zebranych na korytarzu miłym spojrzeniem z uśmiechem obwieszczając: "Czołem studenci!". Rektor po sesji przed pożegnalną bibą. Bo wypieprzyli go ze stanowiska rektora nabuzowany jest i patrzy jak tu komu dowalić. Z jadem w spojrzeniu odburkuje: "Do widzenia kujony...". Nie pozostaje nam nic innego jak odpowiedzieć /w myśli, bo nóz będzie miał z nami kiedyś wykłady/: "Spadaj głupi cepie!" z siarczystych śmiechem.
Obrosłam w piórka na minut pięć. Po minutach pięciu wróciłam do samoszkalowania. Ze skromności, charakteru czy przyzwyczajenia...
"(...) spadam, powoli spadam w korytarze świateł w pomruki znaczeń. spadam jakby nie było całego świata, jak by nie było nawet mnie. spadam pomiędzy zdania w niedorzeczności bez wahania. spadam..."
/wreszcie kuniec! 11 egzaminów poszło w las. o!/
piątek, 25 lutego 2005
wtorek, 22 lutego 2005
nie lubie poniedziałków
Wariuję. Palma mi bije kokosowa. Zamiast oddechnąć świeżym powietrzem. Udławić się gdy okaże się brudne od spalin, to ja myślę tylko jaką by tu książke w łapę wsadzić. Dziwnie mi z tym, że nie ma się już czego uczyć. /w czwartek powinny być wyniki ostatniego egzaminu. a właściwie poprawki./ Przez ostatni miesiąc za bardzo zespoliłam się z nauką. Myślałam, że już, że dziś po logice zasiądę do nauki żeby ulżyć sobie, ale nie, bo logiki jak na złość nie było. To już zachacza o jakiś pracocholizm. Żeby nie powiedzieć patologię nawet.
A jednak K. żyje i ma sie całkiem nie źle beze mnie. W Stanach żyje. Już, a może dopiero. Tak jakoś dziwnie. Zbyt dużo do myślenia dała mi ta krótka rozmowa. Nawet jeśli... Jeśli nawet to nie chce wiedzieć na pewno. Okropnie jest wszystko wiedzieć na pewno. /trwaj wspomnień złudzenie. huh./
Znów pan sie do mnie przyczepia panie R. Ale ja pana przejrzałam z grubsza chyba. Pan się czepia wszystkiego co ma cycki. /krowę polecam, ma ich z sześć./ Głaszcze i podszczypuje mnie, rzuca oczami na jedną stronę i drugą, zagaduje tu i tam, pokłada się na koleżankę niewzruszoną i odrzucającą na całe szczęście. Faktu to nie zmienia, że jest pan obleśny w takich momentach. Żeby tak przy mnie. Za grosz wyczucia panie, za grosz. Czyżby zasada nie ważne jaki potwór byleby miał otwór? Tak więc czuję się jak ten otwór tudzież potwór. Tak, pewnie, raczej pewnie potwór. Popychałam wczoraj pana samochód i to był pierwszy i ostatni raz od tyłu związany z panem w tak bliski i dwuznaczy sposób. Bo pan jest zwykłą potrzebą czułości, brakiem bliskości, środkiem do celu. Pan jest dziś, jutro pana być nie musima. Jutro może być ktoś inny. Inny może być. Być może, może. Byleby ktoś był. Oj tak. Żałosne to. Zdecydowanie zbyt długo jestem sama tudzież samotna.
czasem jest pełno ludzi po to
aby głębsza była samotność
tak bardzo jestem sama
że nawet mnie ze mną nie ma
Anna Kamieńska
/na smutki i smuteczki mus z jabłek z wanilią i cynamonem./
A jednak K. żyje i ma sie całkiem nie źle beze mnie. W Stanach żyje. Już, a może dopiero. Tak jakoś dziwnie. Zbyt dużo do myślenia dała mi ta krótka rozmowa. Nawet jeśli... Jeśli nawet to nie chce wiedzieć na pewno. Okropnie jest wszystko wiedzieć na pewno. /trwaj wspomnień złudzenie. huh./
Znów pan sie do mnie przyczepia panie R. Ale ja pana przejrzałam z grubsza chyba. Pan się czepia wszystkiego co ma cycki. /krowę polecam, ma ich z sześć./ Głaszcze i podszczypuje mnie, rzuca oczami na jedną stronę i drugą, zagaduje tu i tam, pokłada się na koleżankę niewzruszoną i odrzucającą na całe szczęście. Faktu to nie zmienia, że jest pan obleśny w takich momentach. Żeby tak przy mnie. Za grosz wyczucia panie, za grosz. Czyżby zasada nie ważne jaki potwór byleby miał otwór? Tak więc czuję się jak ten otwór tudzież potwór. Tak, pewnie, raczej pewnie potwór. Popychałam wczoraj pana samochód i to był pierwszy i ostatni raz od tyłu związany z panem w tak bliski i dwuznaczy sposób. Bo pan jest zwykłą potrzebą czułości, brakiem bliskości, środkiem do celu. Pan jest dziś, jutro pana być nie musima. Jutro może być ktoś inny. Inny może być. Być może, może. Byleby ktoś był. Oj tak. Żałosne to. Zdecydowanie zbyt długo jestem sama tudzież samotna.
czasem jest pełno ludzi po to
aby głębsza była samotność
tak bardzo jestem sama
że nawet mnie ze mną nie ma
Anna Kamieńska
/na smutki i smuteczki mus z jabłek z wanilią i cynamonem./
niedziela, 20 lutego 2005
w nieskończenie długi dzień
Kiedy was widze ogarnia mnie wstręt. O tak! Już z daleka odruchy wymiotne przywitały ze mną dzień. Konszachty jakieś bukmachrskie między sobą, ale jak gdyby nigdy nic. Jestem jak nic. Pomijana. Że ja niby nie widzę. Oczy mam i mózg na swoim miejscu. Zdaje mi się, że nadal tam są. Widzę. A i owszem. I wcale mi się to nie podoba. Co to, to nie. Krok w tył, krok w bok. Co bądź.
A ona to na głowie miała całą galaktykę i kurwę i mać i cholera wie co jeszcze. Też chcę! Bo w lustro spojrzeć nie mogę. Bo mnie odrzuca na myśl samą co tam ujrzę. A że inni widują to coś na co dzień. Serdecznie współczówam - mówiąc słownictwem mojej babci.
Sama wolałam znosić ten nieskończenie długi dzień. Bo ja stoję w miejscu nadal z wieloma myślami, z wrażeniem, że znowu w każdym miejscu jest ktoś ważniejszy niż ja. Że jestem tylko chwilowo, przejściowo, bez znaczenia - okropność.
♪♪ Kayah & K. Kiljański - Prócz Ciebie nic.mp3
A ona to na głowie miała całą galaktykę i kurwę i mać i cholera wie co jeszcze. Też chcę! Bo w lustro spojrzeć nie mogę. Bo mnie odrzuca na myśl samą co tam ujrzę. A że inni widują to coś na co dzień. Serdecznie współczówam - mówiąc słownictwem mojej babci.
Sama wolałam znosić ten nieskończenie długi dzień. Bo ja stoję w miejscu nadal z wieloma myślami, z wrażeniem, że znowu w każdym miejscu jest ktoś ważniejszy niż ja. Że jestem tylko chwilowo, przejściowo, bez znaczenia - okropność.
♪♪ Kayah & K. Kiljański - Prócz Ciebie nic.mp3
sobota, 19 lutego 2005
tydzień
Tydzień dziwny. Tydzień odludny. Z nauką, notatkami, z G. i wieczornymi spacerami. Z miniaturowymi bałwanami posiadającymi wielgachne stopy i pienisy. /tak swoją drogą to chyba jestem prekursorką lepienia bałwanów z pienisami. całkiem ciekawe doświadczenie./ Tydzień o smaku lodów owocowych z lodziarni na rogu. I ze statkami origami zrobionymi z czego się da i pozostawionymi na stoliku. /a niech kelnerki podziwiają i sprzątają te cacka./ Tydzień z nowym telefonem. Ale i tydzień z nowymi pamiątkami na ręce. Bo czasem lepsze warunki do nauki są w szpitalnym kiblu niż we własnym domu. Bo czasem trzeba emigrować tu i tam.
Zwyczajnie myśli opanować nie mogę. Po całym dniu nauki, czując rwanie w lewej ręce w głowie szumią myśli. Szumią lekko, ale nie są lekkie. Cieżko mi znaleźć się w rzeczywistości.
"jestem jak każdy inny człowiek, czasem swych błedów nieświadoma. przychodzę swym ciepłem się podzielić. zostawiam zgliszcza..."
/to już jutro!/
Zwyczajnie myśli opanować nie mogę. Po całym dniu nauki, czując rwanie w lewej ręce w głowie szumią myśli. Szumią lekko, ale nie są lekkie. Cieżko mi znaleźć się w rzeczywistości.
"jestem jak każdy inny człowiek, czasem swych błedów nieświadoma. przychodzę swym ciepłem się podzielić. zostawiam zgliszcza..."
/to już jutro!/
wtorek, 15 lutego 2005
coma
Rugocki moim guru! Na wieki wieków amen. Mimo swojej urody pozornej /pasztet zwykły jest/, która po czasie jakimś staje się znośna i atakcyjna nawet. /gawliński to cieć. to tak na marginesie w odezwie do moich daaawnych upodobań./ Było trzeba to przeżyć. Jakby dla mnie śpiewał. Tylko dla mnie. Bo muzyka w sercu dudniła, bo herbata wziosła krzyk. Muzyka przepływała przez każdy zakamarek ciała. Rozchodziła się razem z krwią, była muzyką, byłam rytmem. /no nie mogę. posikam się z wrażenia./
Takie potrzebne, żeby na chwilę się oderwać. A później strach przed powrotem do jako takiej normalności. Powroty nie zawsze są radosne. Powroty czasem bolą.
Teraz zwyczajne dubi-dubi-dam jazzowego klimatu z rana. Za ciasna głowa na wszystkie myśli. Stek bzdur(?) Za ciasna skóra. Noce snów bezsenne. Gryzące poduchy w akcie desperacji. Czas niepokoi. Czas.
♪♪ Coma - Zaprzepaszczone siły wielkiej armi świętych znaków.mp3
only in my mind
Takie potrzebne, żeby na chwilę się oderwać. A później strach przed powrotem do jako takiej normalności. Powroty nie zawsze są radosne. Powroty czasem bolą.
Teraz zwyczajne dubi-dubi-dam jazzowego klimatu z rana. Za ciasna głowa na wszystkie myśli. Stek bzdur(?) Za ciasna skóra. Noce snów bezsenne. Gryzące poduchy w akcie desperacji. Czas niepokoi. Czas.
♪♪ Coma - Zaprzepaszczone siły wielkiej armi świętych znaków.mp3
only in my mind
sobota, 12 lutego 2005
pomyśleć
Rozpierdolę to przedszkole i zabiorę zabawki!
Wszystkie najgorsze przepowiednie wypowiedziane przez sen sprawdzają się. Zły dzień z powietrzem od rana wypełnionym nadzieją. On znów obcy i tak odległy jak letnie mgły. Błąkając się po korytarzach uczelni z kąta w kąt wdycham wspomnienia tamtych spojrzeń. Głupich i może, ale cichych i ciepłych. Drzemiących w każdym rogu. Chciałoby się mówić o tym, krzyczeć. Ale nie byle komu. Więc pomilczę o tobie ze sobą. Pod kołdrą z marzeń. Gdzieś później spojrzę. W twoją stronę. Pomyślę, że jesteś. Wystraczy(?)
/zero. + jedna(?) poprawka./
♪♪ Edyta Bartosiewicz - Na krawędzi.mp3
Wszystkie najgorsze przepowiednie wypowiedziane przez sen sprawdzają się. Zły dzień z powietrzem od rana wypełnionym nadzieją. On znów obcy i tak odległy jak letnie mgły. Błąkając się po korytarzach uczelni z kąta w kąt wdycham wspomnienia tamtych spojrzeń. Głupich i może, ale cichych i ciepłych. Drzemiących w każdym rogu. Chciałoby się mówić o tym, krzyczeć. Ale nie byle komu. Więc pomilczę o tobie ze sobą. Pod kołdrą z marzeń. Gdzieś później spojrzę. W twoją stronę. Pomyślę, że jesteś. Wystraczy(?)
/zero. + jedna(?) poprawka./
♪♪ Edyta Bartosiewicz - Na krawędzi.mp3
czwartek, 10 lutego 2005
plastelina nanana...
Bo czuję, że w głowie to ja mam plasteline zamiast mózgu. A za sprawą hektolitrów kawy o błotnistej konsystencji /4-5 łyżeczek rozpuszczalnej Tschibo na kubek. inna mnie nie rusza. wyznaje zasade, że jak już coś pic to coś porządnego, a nie bebeluchę. o!/ czuję jakby walec jeździł mi po głowie. Wszystkie wnętrzności przewracają mi się do góry nogami z nerów, ze zmeczenia, od tak po prostu. Oszczędzę opisywania innych dolegliwości.
/jeden. skazany na straty z resztą./
19.43
Nie lubię cię zezowaty kocie z czerwonej kartki. Nie lubię. Paskudny papierowy futrzak. /żart niesmaczny co najmniej. o-cho!/
/jeden. skazany na straty z resztą./
19.43
Nie lubię cię zezowaty kocie z czerwonej kartki. Nie lubię. Paskudny papierowy futrzak. /żart niesmaczny co najmniej. o-cho!/
piątek, 4 lutego 2005
telefony, telefony
O Jezusie Nazareński! Pierwszy raz w życiu trzęsły mi się pośladki! No dosłownie dygotły. I być może przesadzam. Być może, może. Albo i nie, bo rozkładanie tej sytuacji na czynniki piewsze nieciekawie wypadły dla nich. I ufność moja uszczerbku doznała. otco. Tak więc, towarzystwo wzajemnej adoracji - fakju! A udawanie Wasze przyprawia mnie o torsje, na których braki w ostatnim czasie narzekać nie mogę.
Dziękuję za telefon.. Bo to dziwnie dziwne przekonać się, że osoba po drugiej stronie kabla naprawde żyje. I naprawde, naprawde nie jest cyborgiem. A jeśli ja brzmiałam jak 12-latka /to z przejęcia głos mi zmiększył sie jak po płynie cocollino. czy jak to się pisze?/ to rozmówca mój miał lekko zdegenerowany głos. /dżołk/
/trzy. z bonusa chyba zrezygnowano(?)/
Pi-eS.
Ja marzyć o nowa komórka. baaa... /ot naiwniaczka./
Dziękuję za telefon.. Bo to dziwnie dziwne przekonać się, że osoba po drugiej stronie kabla naprawde żyje. I naprawde, naprawde nie jest cyborgiem. A jeśli ja brzmiałam jak 12-latka /to z przejęcia głos mi zmiększył sie jak po płynie cocollino. czy jak to się pisze?/ to rozmówca mój miał lekko zdegenerowany głos. /dżołk/
/trzy. z bonusa chyba zrezygnowano(?)/
Pi-eS.
Ja marzyć o nowa komórka. baaa... /ot naiwniaczka./
wtorek, 1 lutego 2005
sesja - tego powinni zabronić
Krótko dziś będzie i zwęzłowato. /mam nadzieje, bo czasu i sił brak./ Że w piątek R. zaskoczył mnie siermiężnie. Niby tylko plecak poniósł, ale jednak coś. daa... ja wiem, wiem wszystko i nic. Ale wytrczająco tyle żeby stwierdzić, że będzie mi go brakowało. Mimo wszystko będzie.
Znów język miałam niekontrolowanie niewyparzony. Bo kiedy swobodnie się czuję efekty widać co rusz. Angielski tym razem na tapete ruszył. Bidna pani, bidna. Nie wiedziała tego i tamtego. Ale nie ma, że nie wiem! Po minucie może otrzeźwienie przyszło nagle. Ale nic, złości nie było na osobę moją. Tylko zaskoczenia trochę i śmiechu też. /w dziwny, niedorzeczny i niezamierzony sposób zaimponowałam R./
W sobote udało się jednak pojechać do Łodzi. Jedzenie zawijańca w markiecie to nic smacznego. Trzecie życie kurczaka nie jest tym o czym marzę noce i dnie.
Poniedziałkowa inforatyka i późniejsze grupowe kucie pedagogiki u A. Troche zamieszania było, niesmak w myślach został, ale w rezultacie dziś oceny jaknajbardziej pozytywne. Ale, ale myślmy o tym co przed nami. Bo SESJA - tego powinni zabronić!
/pięć + bonus. pff./
Znów język miałam niekontrolowanie niewyparzony. Bo kiedy swobodnie się czuję efekty widać co rusz. Angielski tym razem na tapete ruszył. Bidna pani, bidna. Nie wiedziała tego i tamtego. Ale nie ma, że nie wiem! Po minucie może otrzeźwienie przyszło nagle. Ale nic, złości nie było na osobę moją. Tylko zaskoczenia trochę i śmiechu też. /w dziwny, niedorzeczny i niezamierzony sposób zaimponowałam R./
W sobote udało się jednak pojechać do Łodzi. Jedzenie zawijańca w markiecie to nic smacznego. Trzecie życie kurczaka nie jest tym o czym marzę noce i dnie.
Poniedziałkowa inforatyka i późniejsze grupowe kucie pedagogiki u A. Troche zamieszania było, niesmak w myślach został, ale w rezultacie dziś oceny jaknajbardziej pozytywne. Ale, ale myślmy o tym co przed nami. Bo SESJA - tego powinni zabronić!
/pięć + bonus. pff./
Subskrybuj:
Posty (Atom)