sobota, 30 lipca 2005

bez

Liczę bąble na skórze po komarach i uczę się wytrzymywać bez. Uczę się obywać. Bez myślenia i bez powietrza, bez jedzenia, i bez... To taka modlitwa.

Ciężko ciężko mi. Głowa opada na lewo, na lewo głowa ta. Już nie zależy i na kształcie włosów ułożonych po umyciu, ani na wszystkich kurzących się wokół literach. Bo ja tak kocham litery. I już nie czekam, pośpiesznie robię cokolwiek. Patrzę w niebo, na deszcze. Bo lubię deszczem być - mam nieskończenie wiele rąk.

Się bo-ję. Stach mnie przeszywa. Że jutro będzie ponure, jak dziś. Że jutro będzie samotne, ja dziś. Że jutra nie bę-dzię... A dziś. Dziś dzień jakiś wypluty. Z wolna zatapia się powoli w kałużach...



---
miałam dziś wywiad. nie lubię takich akcji. nie jestem medialna. tym razem to tylko do pracy magisterskiej. jest dziewczyna, która na temat pracy wybrała sobie poetów. jak to dumnie brzmi po-e-tów. szkoda tylko, że za poetkę się nie uważam. za artystkę tym bardziej niet.


♪♪ Hey - Tak czy inaczej.mp3

czwartek, 28 lipca 2005

"(...) a ja za dużo widzę zbyt mocno czuję"

Wczoraj w nocy, przed snem miałam więcej energii. Teraz jakoś ulotniła się. Pomimo wszystko śmieję się, na złość wszystkiemu. Wcale nie dlatego, że jestem szczęśliwa. Zwyczajnie boję się zacząć płakać. Nie mogę zacząć płakać. Zdaje mi się, że zobaczyłam wczoraj więcej niż przez całe moje życie. Jakby wyjść z siebie i popatrzeć na własny obraz z boku. Zobaczyć, jakie to żałosne, jaka ja byłam i jestem żałosna. Ja mam marzenia, mam zainteresowania... nie wszyscy je mają. Znów dostałam od życia z laćka. Prosto w gębę. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Tylko tym razem chce oddać! Nie wiem, po co ani dlaczego. Po prostu chcę. Może tylko, dlatego, że nie znoszę przegrywać, a w tej grze mam tylko jedno życie. Napis GAME OVER odstrasza. Ja naprawdę chciałabym zrobić coś jeszcze w tym życiu. Poczuć, że jestem coś warta, potrzebna... Chciałabym wydać ten cholerny tomik, a może i milion tomików. Chciałabym nauczyć się jeździć konno, chcę polatać balonem (...) chcę uwierzyć... w cokolwiek. Chciałabym chcieć. Tylko cholernie się boję. Bo ta potworna samotność też żyje, razem ze mną.

Jest tylko jeden mały drobiazg. Żałuję tego, że nie mam wśród sobie ludzi. Że nie mam przyjaciół. Że całe moje towarzystwo to dwie, trzy osoby. Że w takiej chwili nie mogę liczyć na dodatkowy "zastrzyk" energii od otoczenia. Naprawdę bardzo chciałabym pogadać z kimś. Niekoniecznie o tym, jakie to życie jest okrutne i beznadziejne, i że wszyscy doskonale rozumiem, co ja czuję. Gówno prawda, nic nie wiedzą i nie wymagam tego, żeby wiedzieli. Po prostu chciałabym tylko znaleźć siłę... chciałabym ją znajdować. Sama nie wiem, po co. Może zwyczajnie pomimo wszystko i na złość wszystkiemu.


--
+bonus


♪♪ E. Bartosiewicz - Jenny.mp3


13:26
Czuję jak moja cała siła, która urodziła się tak nagle obumiera po trochu. Nie wiem jaka jest tego przyczyna. Pojęcia nie mam co robić dalej. Tak strasznie się boję. Potworem jestem, potworem.

poniedziałek, 25 lipca 2005

że zmiennie

Nie mogło być cudownie. Nie było takiej opcji w ogóle. Już w czwartek wieczorem złapało mnie coś mocno i wyciskało łzy z oczu przed snem. W pewnym stopniu sama jestem sobie winna. Nie powinnam się interesować, pytać. Nie powinnam też wyobrażać sobie nie wiadomo, czego. Znów. Trzymało mnie przez noc całą. Turlało po łóżku, nie pozwoliło zasnąć i ochłonąć. Rano zamieniło się w stan permanentnego zdenerwowania i wciąż sączyło się z łzami oczu. Zdenerwowanie minęło, ucisk na gałki oczne pozostał. Trzymał aż do wczoraj. Ale wczoraj. Tak, dobra niedziela potrafi całkowicie odmienić bieg wydarzeń. Tylko, że po każdej dobrej niedzieli nadchodzi poniedziałek, który niekoniecznie jest mile widziany. Teraz pozostaje mi czekać. Czekać, tęsknić i bać się jak nigdy życiu. To strasznie niewygodne uczucie, ale chyba nieuniknione. Zupełnie zdezorientowana jestem i naprawdę nie wiem jak przeczekam najbliższy tydzień. Tak, właśnie prze-cze-kam. Ten tydzień i każdy następny. Bo tylko one wyjaśnią mi wszystko. Dopiszą ciąg dalszy lub utną historię w zarodku. A mnie Proszę Państwa został tydzień wakacji. Czy to tydzień, czy tylko to już zostawiam do oceny własnej każdego z czytaczy.

Poszłam na "Madagaskar". Sama nie wiem dlaczego. Chyba tylko dlatego, że nie musiałam decydować. Ktoś zdecydował za mnie, a to bardzo wygodne. Jedna decyzja do podjęcia mniej. Film jak najbardziej zły nie był, ale przereklamowany na pewno.



--
"wiedz miły, że jest nas dwie (...) jedna, w nieśmiałości swej, rzęsami dotyka stóp, druga śmiało sięga do twych ust."


♪♪ Hey - Piękna pani z czółenkiem.mp3


18:30
To jest bardzo chyba głupie, idiotyczne wręcz może, jak uśmiecham się do monitora.

środa, 20 lipca 2005

i cóż, że ze szwecji

Uprawiam spacerologię szeroko pojętą. Leżenie na przystankowej ławce przypomina trochę plażę. Włosy tak samo rozwiewa wiatr, słychać też szum. Jak zamkniesz oczy można wmówić sobie, że to morze, a nie samochody. Tylko deski tak nienaturalnie kłują w plecy i głowę, a jak wstaniesz boli kręgosłup. I ludzie patrzą się nienaturalnie. Że niby na ławce leży a trzeźwa! Szok.

Przyzwyczaiłam się do nauki. Uczę się trudnych zwrotów. Powtarzam je bez ustanku żeby nie zapomnieć. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. Myślę o łikendzie. Tym, co był i tym, co będzie. Jeśli będzie to mógłby być takie jak chcę. Nie lubię planów, bo zwykle życie układa je samo. Inaczej niż bym chciała. Pomimo wszystko - planuję. Później opamiętuję się, przychodzi mi na myśl, że to znów są tylko marzenia i robi mi się niedobrze. A może to po tej pizzy...?

A jednak jadę w piątek do łódzkiego kina. Wszystko byłby cacy gdyby nie to, że mam do wyboru dwa filmy ("Madagaskar" i "Grę wstępną") i pojęcia nie mam, który wybrać. Czytam opisy, recenzje i co się da, i czym więcej rozczytuje się w tym wszystkim, tym mniej wiem i czuje się coraz głupsza. Pomocy!


--
a wczoraj już dwa razy leciała mi krew z nosa, dziś już tylko raz! elegancko.


♪♪ Farben Lehre - Kwiaty świata.mp3


21 lipca 2005; 20:24
Moja ciekawość wpędzi mnie kiedyś na dno! Co ja gadam...? Ona już to robi. Sukcesywnie, cierpliwie i skutecznie pogrąża mnie. Nie powinnam zadawać ludziom pytań natury osobistej licząc na to, że im również świat pieprzy się jak mnie. Nie powinnam. Nie wszyscy są takimi beznadziejnymi przypadkami jak ja.

sobota, 16 lipca 2005

imieninowo

Żyję na tym świecie już lat 20 i nadal nie wiem, co świętuje się w imieniny. Ale co by to nie było to właśnie na dzisiaj przypadają moje. Imienia mego próżno szukać w kalendarzach, ale jak ktoś wyrwały to może gdzieś dorwie.

A tak poza tym to leżę na łóżku i wgapiam się w sufit z uwagą większą niż swego czasu, na co niektóre notatki. Czytam zaległe książki, pożyczam od kuzynów i oglądam filmy na DVD. Słowem mówiąc nudzę się jak mops. Wiatr rozwiewa mi firankę po całym pokoju, a ja mówię, że mam to gdzieś. Że lubię nawet przeciągi i może gwizdać mocniej, jeśli tylko chce. Komputera mam po dziurki w nosie, tylko wieczory są zarezerwowane na różne pogawędki na gg. Że mam wakacje, jeszcze przez całe dwa tygodnie. Poszaleje, nie? /sama nie wierze w to co piszę./

Obiecuję już nigdy więcej nie będę spacerowała po domu na bosaka w nocy i spoglądać pod nogi będę. Naprawdę naprawdę! Bo przypadkiem rozdeptałam stopą chrabąszcza. Jakaś dziwna maź na mojej stopie a w nią wkomponowane jajeczka w liczbie dużej. Na podłodze rozbabrany chrabąszcz. Obrzydlistwo. FUUUJ!

I pragnę zauważyć, że jeżdżę w pięciu autobusach na raz. Tak właśnie, na raz. I nie tyle, co ja, ale co dzieło moje w liczbie pięć wklejone na szyby zupełnie przypadkowych autobusów linii miejskich pod jakże charakterystycznym hasłem "Wakacje z wierszem". Przyjemnego podróżowania bez torsji i innych przygód z przewodem pokarmowym w roli głównej życzy MPK.

niedziela, 10 lipca 2005

finito

Kuniec i bomba! Co prawda został jeszcze jeden wpis, ale to tylko formalność. Zwyczajne przepisanie oceny z indeksu do karty, której jeszcze nie było podczas zaliczenia. No i co gorsze wpłynięcie na Wielce Szanowny Rektorat o wypisanie jakiegoś zaświadczenia anulującego tej jeden nieszczęsny punkt za przedmiot, z którego nie ma oceny. Ale tutaj już nie odpuszczę, jeśli trzeba będzie napiszę do samego prezydenta RP! W końcu od tego zależy moje być albo nie być. Albo raczej moja średnia i ewentualne stypendium naukowe.

Kuniec może być też mniej pozytywny w zależności od tego czego dotyczy. Tutaj bardziej o kuzynce, którą dziś odwiedziłam niż o mnie. Zupełnie nie wiedziałam co jej powiedzieć. Przypomniało mi się siebie sprzed dwóch lat. Jedyne, co mogłam zrobić to przytulić i otrzeć łzy. Minie, zawsze z czasem mija, ale zanim minie to wydrze z człowieka tyle siły ile się tylko da. Ja już to wiem, ona już też. Nie pierwszy z resztą raz.

Jeśli wszystko pójdzie jak trza to piątkowy wieczór spędzę w łódzkim kinie. I naprawdę nie ważne, na jakim filmie. Dla mnie wyjazd z mojego zapyziałego Sieradzewa to takiego przybytku jak kino i to jeszcze w dużym mieście Łódź jest niczym atrakcyjna wycieczka egzotyczna! No dobrze... może troszkę przesadziłam. Ale tak tyci tyci. I już jutro z rana zasuwamy do MOPS'u na umówienie sie na potwierdzenie. A zielona galaretka jest fajna. Naprawdę naprawdę!

11 lipca 2005; 20:11
No i kupa. Kina w piątek nie będzie. Być może w przyszłym tygodniu. Być może. Może, być może.

sobota, 9 lipca 2005

nic

Strasznie dziwny ten tydzień. Taki niczyj i pusty. Obijanie się z kąta w kąt. Ciągła nauka, która wbrew pozorom nie jest taka straszna pod warunkiem, że w pobliżu nie ma rodzicielki. Bo jeśli jest to już zupełnie inna historia. Myślenie o dziurze ozonowej, o potrzebie człowieka i o tym, że strasznie ciężko kłaść się spać ze świadomością, że nie ma się o kim pomyśleć ani nikt nie myśli w tej chwili o mnie. Tak, właśnie tak, to znaczy, że się nudzę. Pewnie nie po raz ostatni podczas tego lata.

Oficjalnie już został egzamin jeden. (jutro!!) I o jeden za dużo. Dziś nawet przyśnił mi się, więc dla dobra narodu i własnego postanowiłam powtórzyć materiał. Nie będzie to odkrywcze, jeśli powiem, że się boję. pff. A gdyby te paskudne chrabąszcze znały mój język, to zastosowałyby się do mojego zdenerwowanego aczkolwiek stanowczego "no spadaj, nooo...". Tak, to trochę z kontekstu wyjęte. A ta rozmowa to mogłaby się wcale nie odbyć. Bo jakaś taka wymuszona z letka. To też trochę nie w temacie.

Chwilo planuje swoją makabryczną przyszłość. W życiu nie miałam tak daleko idących planów. A to wcale nie wprawia mnie w sielankowy nastrój.


♪♪ Hey - Fotografia.mp3

niedziela, 3 lipca 2005

szklany człowiek

Kuję się, bo muszę, bo nawet tak lepiej gdy głowę mam zajętą. Skorzystałam z szansy i propozycji, którą dał mi P. i kolejna porażka. Nie wiem czego ja się spodziewałam, jak w ogóle mogłam czegokolwiek się podziewać. Raczej nie opowiem mu o szczegółach, nie ma się w czym rozgadywać. On chyba bardziej wierzy we mnie niż ja sama, bardziej niż warte są moje wszystkie możliwości. I kto tu jest naiwny. Phi.

Zupełnie nieświadomie uczę się na zabój. Ale to już było. Zupełnie nieświadomie ściągam dołujące piosenki, wsłuchuje się w szum wiatraka komputerowego nie zwracając uwagi na całą resztą, zasłaniam okna w pokoju, parzę wściekle mocną kawę. Chodzę spać grubo po północy i wstaje ze świtem. Czekam, choć sama nie wiem na co. I co dzień kiedy nic się nie dzieje, a moje zapotrzebowanie na zmiany na lepsze nie zostaje zaspokojone, więc w zamian za to przychodzi rozczarowanie.

Generalnie cały weekend spędzony na niczym. Na nauce, przytulaniu się do stosu zeszytów i zakreślaczy, czytaniu i przerabianiu z polskiego na nasze. Skracanie, spłycanie, zapamiętywanie. Słowem, prawem na lewo!



--
"bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart, a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart i zapominać chcę tak często jak się da, że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart"


♪♪ Renata Przemyk - Własny pokój.mp3