Żyję na tym świecie już lat 20 i nadal nie wiem, co świętuje się w imieniny. Ale co by to nie było to właśnie na dzisiaj przypadają moje. Imienia mego próżno szukać w kalendarzach, ale jak ktoś wyrwały to może gdzieś dorwie.
A tak poza tym to leżę na łóżku i wgapiam się w sufit z uwagą większą niż swego czasu, na co niektóre notatki. Czytam zaległe książki, pożyczam od kuzynów i oglądam filmy na DVD. Słowem mówiąc nudzę się jak mops. Wiatr rozwiewa mi firankę po całym pokoju, a ja mówię, że mam to gdzieś. Że lubię nawet przeciągi i może gwizdać mocniej, jeśli tylko chce. Komputera mam po dziurki w nosie, tylko wieczory są zarezerwowane na różne pogawędki na gg. Że mam wakacje, jeszcze przez całe dwa tygodnie. Poszaleje, nie? /sama nie wierze w to co piszę./
Obiecuję już nigdy więcej nie będę spacerowała po domu na bosaka w nocy i spoglądać pod nogi będę. Naprawdę naprawdę! Bo przypadkiem rozdeptałam stopą chrabąszcza. Jakaś dziwna maź na mojej stopie a w nią wkomponowane jajeczka w liczbie dużej. Na podłodze rozbabrany chrabąszcz. Obrzydlistwo. FUUUJ!
I pragnę zauważyć, że jeżdżę w pięciu autobusach na raz. Tak właśnie, na raz. I nie tyle, co ja, ale co dzieło moje w liczbie pięć wklejone na szyby zupełnie przypadkowych autobusów linii miejskich pod jakże charakterystycznym hasłem "Wakacje z wierszem". Przyjemnego podróżowania bez torsji i innych przygód z przewodem pokarmowym w roli głównej życzy MPK.