środa, 20 lipca 2005

i cóż, że ze szwecji

Uprawiam spacerologię szeroko pojętą. Leżenie na przystankowej ławce przypomina trochę plażę. Włosy tak samo rozwiewa wiatr, słychać też szum. Jak zamkniesz oczy można wmówić sobie, że to morze, a nie samochody. Tylko deski tak nienaturalnie kłują w plecy i głowę, a jak wstaniesz boli kręgosłup. I ludzie patrzą się nienaturalnie. Że niby na ławce leży a trzeźwa! Szok.

Przyzwyczaiłam się do nauki. Uczę się trudnych zwrotów. Powtarzam je bez ustanku żeby nie zapomnieć. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. Myślę o łikendzie. Tym, co był i tym, co będzie. Jeśli będzie to mógłby być takie jak chcę. Nie lubię planów, bo zwykle życie układa je samo. Inaczej niż bym chciała. Pomimo wszystko - planuję. Później opamiętuję się, przychodzi mi na myśl, że to znów są tylko marzenia i robi mi się niedobrze. A może to po tej pizzy...?

A jednak jadę w piątek do łódzkiego kina. Wszystko byłby cacy gdyby nie to, że mam do wyboru dwa filmy ("Madagaskar" i "Grę wstępną") i pojęcia nie mam, który wybrać. Czytam opisy, recenzje i co się da, i czym więcej rozczytuje się w tym wszystkim, tym mniej wiem i czuje się coraz głupsza. Pomocy!


--
a wczoraj już dwa razy leciała mi krew z nosa, dziś już tylko raz! elegancko.


♪♪ Farben Lehre - Kwiaty świata.mp3


21 lipca 2005; 20:24
Moja ciekawość wpędzi mnie kiedyś na dno! Co ja gadam...? Ona już to robi. Sukcesywnie, cierpliwie i skutecznie pogrąża mnie. Nie powinnam zadawać ludziom pytań natury osobistej licząc na to, że im również świat pieprzy się jak mnie. Nie powinnam. Nie wszyscy są takimi beznadziejnymi przypadkami jak ja.