wtorek, 28 grudnia 2010

Beczka soli

W słonym mieście gdzie nie chodzi się pod kątem prostym zatykam nos od nadmiaru tytoniu w powietrzu. Potem się duszę, odpływam w zawrotach głowy. Jestem trochę zagubiona, nie w mojej bajce. Tęsknię za ciszą, przygaszonym powietrzem i łąką za oknem. Otwartość przestrzeni zniewala, uwalnia, relaksuje. I chociaż wszystko jest według planu, wszystko właściwie, na swoim miejscu ten dyskomfort paraliżuje. Otoczona hałasem i gwarem rozmów chciałabym schować się w kąt, myśli własnych posłuchać, w ukojeniu się rozpłynąć. W kącie ciasnym i cichym, w siebie wtulić.
Zamieniam się w dryfującą łódkę. Wsłuchuję się w Caro Emerald, nadrabiam zaległości w Macy Gray.

środa, 22 grudnia 2010

Między nami tyle śniegu

Zobrazować to wszystko. Przestać chcieć i pragnąć. Realizować tylko wizję jedynie właściwą i godną. Zostawić te wszystkie wyimaginowane obrazki, te wszystkie fantazje życia.
Tak jak pakowałam walizki przez tygodniem, tak spakuję je i dziś, i za tydzień kolejny. Tak gdzieś między jestem, w zupełnie osobliwym stanie. W przestrzeni obcej i nieoswojonej. Na kółkach, między pokojami, w ubraniach poskładanych w kosteczkę, ciasno upchanych, suwakiem zamkniętych. Ciągnie gdzieś, ciągle nigdzie. Nie tam gdzie trzeba, nie tam gdzie ciśnienie może zwolnić. Nie u siebie, nigdzie u siebie.

*
W przedsennych marzeniach była moc świata Innego. Teraz zaciskam oczy bez mróżenia powiek. Zupełnie beznamiętnie śnię o owłosionym języku. Nie jestem w tym. Moje dorosłe życie jest bardzo sterylne i jałowe. I niby planuję kolejne etapy dorastania, to jednak pomimo wszystko, nerwowo obracam pierścionek, który przez te pare miesięcy zdąrzył już odbić się wgłębieniem w palcu. Nie jestem gotowa na wszystko. Na razie marzę o smukłej figurze, szczęściu we dwoje i własnej przestrzeni materialnej. To chyba za mało pełną gotowość. Nie czuję przez to winy, ani wstydu. Częściej brak zrozumienia czy odmienność.

Nie czuję w tym roku ducha. Duch w moim domu zawsze straszył. W tym roku go opuszczam. Bezpańska jestem, bez rodowodu.

Między nami tyle śniegu, tyle lodu.