poniedziałek, 31 października 2005

od rzeczy

Pogubiłam się w tym wszystkim. Naprawdę ciężko rozsupłać ten pęk. Jestem jednym wielkim strzępkiem nerwów. Dzięki, a może przez to i owo nie myślę o tym, co będzie. Uśpiło to moje oczekiwania względem jutra. Wyjście najgorsze z możliwych, jedyne możliwe. Powinnam pograć trochę. Przynajmniej na potrzeby teatru rodzinnego, co by dano mi jedyną cenną świętość, czyli święty spokój.

Nie czuję się sobą w tych okolicznościach. W ogóle się nie czuję. Każdy nowy dzień jest po to żeby go znieść, przetrwać. A może to tylko głupi żart. I nie pijam już zimnych piw, ani ciepłych. Wszystkie kawy wylewam do zlewu. Teraz upijam się herbatą o słodkim smaku cynamonu. Nikt nie widzi różnicy. Wciąż czekam. Najwyraźniej jestem straszną gapą, bo wciąż przegapiam swoją kolejkę i czekam, i wciąż tylko czekam... A może stoję nie w tej kolejce. /tak, ja wiem, że biadolę od rzeczy./


♪♪ Grzegorz Turnau - W muszelkach twoich dłoni.mp3

czwartek, 27 października 2005

motanie się

Niby zdecydowałam, że zaryzykuję. Że pójdę i zobaczę, co czas pokaże. Ale, ale to mi tam w środku nie wystarcza. Boje się jak diabli. Już po przebudzeniu czuło się jakiś nacisk na klatce piersiowej. Teoretycznie bez powodów, ale jak się głębiej zastanowić to powód sam się znalazł, a i myśląc o nim nacisk stał się większy. No, więc boję się. Boję się jak diabli. A jakby tego było mało ostatnio zanikła moja umiejętność ryzykowania, czasowej (choćby) odwagi. Co widać było we wtorek jak krzątając się w kółko nie można było zdecydować czy iść na kółko. I energię odbierają wszystkie niepowodzenia związane z szukaniem wariata, który dałby kasę na/wydałby mi tomik wierszy. Coraz częściej mam ochotę pierdzielnąć to wszystko w diabły, bo już pomysłów brak na ewentualne dalsze kroki.

Staram się żyć w zgodzie z tymi obrazami, które odwiedzają mnie często i częściej. I nawet je lubię. I one lubią mnie, bo za żadne skarby nie chcą mnie opuści. Obie wiemy, że nigdy się nie urealnią. Ale też obie wiemy, że ja ich potrzebuję, bo to taka namiastka życia. Potrzebuję jak tlenu do oddychania. One o tym wiedzą. Wiedzą, że mają nade mną przewagę i chcą ją wykorzystać uzależniając mnie od siebie. A ja się im oddaję bez reszty. Nawet nie próbuję z tym walczyć, bo i po co. Jeśli nie szkodzą to możemy jakoś wspólnie egzystować. O ile nie szkodzą... Bo przecież marzenie w kółko o tym samym może w końcu odbić się czkawką... Może, ale nie musi.


--
kiedy patrzę na swoje dawne błędy ortograficzne to aż mnie trzęsie. przesiew moich wypocin przez łorda był jednak dobrym pomysłem. (to tak trochę od czapy). i dobrze, żeś powrócił. :)


♪♪ Pidżama Porno - Do nieba wzięci.mp3

poniedziałek, 24 października 2005

kurdę

Kwa kwa. (bo teraz to chyba ten zwrot będzie trendy. być może wyprze nawet zwyczajowe dzień dobry.) Bo znów coś nie tak, tym razem też. Ponoć, że dobrze to tylko pozory. I to zdanie jest już dużo bardziej wiarygodne niż wcześniejsze, bo zupełnie nie wtajemniczone w całą resztę. Kompletnie nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, co mam z tym wszystkim robić. Myślałam, że już. Że wreszcie trafiłam tam gdzie trafić powinnam od razu, ale nie. Znów klęska. To jest jakieś cholerne fatum, że nie mogę trafić w odpowiednie miejsce, do odpowiednich ludzi. Albo zwyczajnie wszyscy wymarli lub życią sobie spokojnie w ju-es-ej. KURDĘ.

A tak trochę z innej beczki. Doszłam do wniosku, że niektóre dzieci ładnie pachną. No np. moja kuzynka. Ale wole za bardzo nie wczuwać się w wąchanie, bo ubiorą mnie w szykowny biały kaftan. Po książkach zerkają już na mnie spode łba. Dzieci by mi nie wyabaczono. Ale ale czy to już jest zobaczenie?

piątek, 21 października 2005

neurotycznie

Nerwowo, neurotycznie jest. Zaczęło się już w środę, trwa po dziś dzień. Zniesmaczona jestem faktem pewnym. Tak, wiem, każdy układa się tak jak mu wygodnie. I po raz wtóry daa, nie moja sprawa, mieszać się nie powinnam... No, ale jakby nie było to w jakiś stopniu mnie dotyczy. Może TA sprawa bezpośrednio nie, ale inna czy tak w ogóle. Kręcę. Najważniejsze, że w tym temacie sama siebie rozumiem. Reszta jakoś obleci.

Przyznali mi stypendium naukowe. Kwota mizerna, ale dobre i te parę groszy. Wielce podekscytowana i jeszcze bardziej zestresowana założyłam konto, bardziej z przymusu niż z chęci.


--
no i czuję się przygłupia mocno. nadal, wciąż, jeszcze. na-o-krą-gło. bo ona straszy mnie, straszy. i wie wszystko. wie więcej niż sam pan bóg i jezus chrystus z nazaretu. wie i straszy, i zniechęchca, i straszy, i niszy, i straszy, i znęca się, i straszy...


23. października, 14:15
No to domyśliłam się, kto powiedział cenną informację pewnej osobie. Tak, tak mój portfel jest pojemny i można w nim znaleźć bardzo ciekawe informacje. Ona ma już w tym wprawę i wie, że warto spoglądać tam od czasu do czasu, by mieć na mnie odpowiedni haczyk.

wtorek, 18 października 2005

trupy w szafie

Tak, właśnie. W szafie mojej leżą trupy, leżą i śmierdzą. Szafa uchyliła się nagle, ale ja powinnam otworzyć ją całkowicie. Otworzyć i pozwolić im wyleźć. Przestać już udawać, że ich tam nie ma, że nie istnieją. To jest teoria. W praktyce to dużo trudniejsze. Na samą myśl o tym wzdrygam się.

Czuję się potwornie zmęczona, choć sama nie wiem, czym. Nie napiszę, że życiem, bo to brzmi zbyt banalnie. Ale bycie źródłem wszelkiego zła może być naprawdę wyczerpującym zajęciem. Nie wiem czy tylko moje dni mijają tak monotonnie. Są też chwile, kiedy chwila ma spore znaczenie, kiedy przyklejam nos do autobusowej szyby i obserwuję płynnie przemijające obrazy. Nic się wtedy nie liczy, tylko spokój. Naprawdę głodna jestem takich chwil.

Lubię jesień i ciężko jest patrzeć jak, i ona ściele się gnijącymi liśćmi. Lubię jesień żywą, z liśćmi śmiesznie tańczącymi flamenco na wietrze. Nie zmrożoną i dygocącą z zimna.


♪♪ Audioslave - Slide.mp3



17:36
Ja się urodziłam w złym miejscu i w złym czasie. Czas jeszcze jakoś ujdzie w tłoku, ale za to miejsce pokutuje całe życie.

środa, 12 października 2005

czysta-brudna karta

Pisać nie powinien, o nie. Ale jednak. Wymazać z pamięci, zapomnieć. Udawać, że to mmi się śniło. Bo i po co mi dodatkowe tunele, ten labirynt jest już wystarczająco zawiły.

Poszłam i nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Każdego tylko nie takiego. Czuję się jakbym znów przeżywała swoje życie. Kolejne części układanki są tak bardzo niedorzeczne, że trudno mi rozpoznawać je. Dopasowywanie boli podwójnie, za kiedyś i za teraz. Fragmenty życia wyjęte z kontekstu, jakieś obrazy, przedmioty, skrawki myśli. I do końca nie wiadomo czy to życie, czy moja wyobraźnia płata mi kolejnego figla. Powoli oswajam je, tak samo jak uporczywy ból głowy. Ale jest coś we mnie samej, co broni się przed tym zawzięcie. Myślałam, że szczyt strachu udało mi się już osiągnąć, ale okazało się, że jeszcze wszystko przede mną. Teraz boję się jak nigdy wcześniej. Boję się własnych myśli i wspomnień. Samej siebie.


♪♪ Dave Matthews Band - Dancing Nancies.mp3


14. października, 7:30
Trochę udomiwiłam tamte wspomnienia, które do mnie przyszły. Już tak bardzo nie boli mnie głowa, kiedy o nich myślę. Tamte, ale wciąż nie wiem co będzie ze wszystkimi innymi, które w każdej chwili mogą do mnie wrócić. Te, z którymi wciąż czeka mnie zderzenie czołowe.

sobota, 8 października 2005

i ty zostań prezydentem

Ekscytacja przeszła mi już. Jak ręką odjął. Obecnie zajmuje się... Albo nie, nie ważne. I tym razem chciałabym iść na wybory. Pomimo tego, że osoba, na którą chciałabym oddać swój głos w sondażach jest już z góry zdeklasowana, a może właśnie, dlatego. Wkurzają mnie te wszystkie sondaże, bo mącą ludziom w głowach. Nie dość, że taki jeden czy drugi od razu zrezygnuje z oddania głosu, bo spojrzy i stwierdzi, że skoro "mój kandydat" nie ma szans to, po co głosować. Wkurzają tak samo jak samo jak telewizyjny monopol na dwie postacie z kresówek, a mianowicie Kaczora i Donalda. I właśnie takim sposobem wygrywają ci, których popierający nie zrażają się wynikami sondaży. Że nie wspomnę o Disneylandzie rodzącym się w Polsce. Kaczor, Donald, myszka Mikke... A to, to ostatnie to już prawdziwy kosmita, prosto z Marsa. No, ale nie godząc w czyjeś poglądy zamilknę. Z polityką nie jestem na ty, ale jestem wystarczająco świadoma żeby stwierdzić, że kampania wyborcza to nie ring walki w kisielu. A właśnie coś w tym stylu można ostatnio zaobserwować. Zarzuca się Polakom, że niedojrzali, bo na wybory nie idą. Przykłady dojrzałości mamy naprawdę porywające...

wtorek, 4 października 2005

coś jak błysk

Rzadko zdarza mi się żebym się czymś ekscytowała, ale jeśli już to pełną gębą! A jak! Tak, więc obietnica à la Monika Olejnik poszła na półkę z resztą mniej ważnych rzeczy. Może i lepiej. To już jest bardziej popaprane od mojej zakładki do książki w postaci ulotki Wojtka Olejniczaka. Ale chyba lubię to popapranie. Ale było warto! yyy... Nie, nie, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I normalnie zaraz posikam się z wrażenia!

Nie lubię opowiadać o sobie. Zwłaszcza obcym. A pomysł z karteczką był trafiony w dziesiątkę, tak, więc zamierzam kontynuować go.

Bo mnie nie można puszczać na wypas w okolicach księgarni. Niebezpieczeństwo murowane. Znów nie mogłam ulec pokusie. Weszłam, zobaczyłam, powąchałam (tak, tak powąchałam. i nikt źle nie przeczytał, że chodzi o księgarnię.), przeczytałam i kupiłam kolejny "grzech".



--
a teraz ciii... kontempluję...


♪♪ Marek Grechuta - Dni, których nie znamy.mp3

niedziela, 2 października 2005

hilfe, hilfe

Całe życie kłody pod nogi. No do mnie to jeszcze nie dociera panie batman. Ani to, to ani też i to, że z chodzenia na kółko literackie nici. To drugie jakoś się podtrzyma przez ten semestr. Czasem odwiedzi się panią z biblioteki w bibliotece. Jeszcze nie wiem, jak, ale jakoś się to zrobi. Ale to, to jest raczej nie do przeskoczenia. Kolejne miesiące oczekiwania. Może gdybym dodała coś o podcinaniu sobie żył albo o skakaniu z mostu na płytką wodę. A tak, żeby dodać powagi sytuacji. Tylko, kto mi w to uwierzy? Baa. Jak na razie sama sobie nie wierzę. Jakaś absurdalna sytuacja. Patologiczna wręcz. Wiem, wiem. Dramatyzuję znów. Ale, ale... moje życie nie jest takie barwne i w ogóle, i noo... Szajse! Nie czuję tegorocznego blues'a.

Zadzwonię tam, zadzwonię. Umówię się i już. A jak przyjdzie moja kolej to pójdę i stanę jak wryta. Nie, nie tak być nie może. Muszę zrobić sobie jakąś listę przebojów żeby w stresie móc, chociaż odtwarzać to, co wcześniej w przypływie emocji wyprodukuję. A swoją drogą dziwne to, że pomimo tylu rażących przykładów dnia codziennego tak ciężko mi je wyłuskać z życia.



--
/a tak od czapy, albo od bereta: i łeb pęka, i łeb staje od tego wiecznego trajkotu./


♪♪ Marek Grechuta - Ocalić od zapomnienia.mp3


3. października - 20:57
Już miałam przyznać prosto w oczy (zabrzmiało jak wyznanie Moniki Olejnik), że TOTO MI LOTO. Aż tu nagle taki psikus los mi sprawił. Opatrzność czuwa! Choć i tak uważam, że będę musiała unieszkodliwić w sobie te wszystkie myśli, uczucia i potrzeby. Nie to, że jakieś złe, ale destrukcyjne, bo zawiłe i ciepłe. Nie powinnam tak czuć do nikogo, tak dobrze czuć. Dobre uczucia do kogokolwiek w końcu przynoszą mi same straty. Więc powiem, że jednak TOTO MI LOTO. Może nie już teraz, ale wkrótce tak będzie. Już ja się o to postaram.