poniedziałek, 25 stycznia 2010

Mężczyźni robią to skuteczniej

Raczej nie znałam go, a z pewnością nie lubiłam. Trudno mi było jako klasowej czarnej owcy mieć inne zdanie o nim i reszcie klasowej ferajny, która z lubością znęcała się nade mną. Raczej patrzałam na nich wszystkich z obrazą, odrazą. Odwracałam głowę od ich rozdętych osobowości, rozkrzyczanych i kipiących pewnością siebie postaw. Tacy panowie życia, błyskotliwi, wygadani, brylownicy towarzystwa. Wiecznie zadowoleni z siebie, ze świata.

Tydzień czy dwa temu dowiedziałam się, że nie żyje. Powiesił się, na klamce. Nie jestem wstanie wyobrazić sobie takiej desperacji. Według najnowszych plotek z mego miasteczka nad rzeczką zostawił list, podobno. W żałobie rodzice,narzeczona ze świąteczną świeżością i moja zdezorientowana podświadomość. Zupełnie inny jakiego znałam, jakiego wszyscy...właściwie postrzegali. I żadne analizy tu mieć miejsca nie mogą, sensu nawet nie mają.

Zdecydowanie mężczyźni robią to skuteczniej. To drugi ze znanych mi w ciągu ostatnich 3 miesięcy, który postanowił przejść na stronę śmierci. I może to trochę żałosne, ale oni przynajmniej wybrali. Wszyscy inni podobni do mnie, znerwicowani,depresyjni neurotycy trzepią się gdzieś pomiędzy strachem przed śmiercią i życiem, chęcią życia i brakiem sił. Takie odejścia jak jego najbardziej bolą, najbardziej zaskakują. I nikt już nie odważy się powiedzieć - znałem/am go, taki radosny chłopak.