♪♪ indios bravos - drogi.mp3
sobota, 29 lipca 2006
plany
najsampierw łódź. potem być może morze, być może nie... chociaż moja wrodzona intuicja, którą dostrzegła we mnie nawet wróżka mówi mi, że po łódzkim tygodniu spakuję walizki i zamiast na północ polski, wrócę do siebie, na czwarte pięterko. ale, ale się okaże. póki co idę myć czerep i na pociąg! tymczasem borem, lasem...
♪♪ indios bravos - drogi.mp3
♪♪ indios bravos - drogi.mp3
czwartek, 20 lipca 2006
gorzkie żale i wyrzuty
wdałam się w romans z panem gombrowiczem i to chyba wyostrzyło mi widzenie absurdu i groteski w zachowaniach ludzkich. pomijając już fakt tragicznych czasów komunizmu. (los nie pozwolił mi na zapoznanie się z tamtą rzeczywistością empirycznie.) teraz podobno jest inaczej. demokracja i te sprawy. że nie wspomnę o państwie jako rodzinnym interesie publicznym z domieszką państwa kościelnego. szczegół, rzecz jasna. w ogóle wszystko to szczegół, bo skoro na swoim podwórku zamiast czystego piasku dosypujemy sobie muł, to jak całość ma funkcjonować poprawnie?
jak ja się w coś nie mieszam to myślę, że to jest jasny i wyraźny znak, mówiący o tym, że nie chcę aby ktoś inny wplątywał mnie. nie odpowiada mi rola karty przetargowej, piłeczki ping-pongowej czy świadka mimo woli. ja nie komentuje tej sytuacji i zachowania osób z nią związanych, bo szanuje ich i ich wolę, więc nie życzę sobie aby ktoś wciągał mnie w to. zwłaszcza w taki sposób. pomijając już fakt tego, że jeśli ja mam jakieś zastrzeżenia do kogoś, które aż tak bardzo mi ciążą i bezpośrednio przeszkadzają to mówię to prosto w oczy osoby zainteresowanej, a nie posługuje się do tego osobami trzecimi.
przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się takiego potraktowania. ale może było mi to potrzebne żeby jeszcze bardziej otworzyć oczy i dostrzec, że jeśli już na kogoś mogę liczyć to przede wszystkim na siebie. w drugiej kolejności byłabym również ja, tak samo jak i w trzeciej. na ławce rezerwowej znalazłoby się pare obcych osób, ale rodzina całkowicie nie mieści się w tej lidze. /przysłowie znów się nie myli./
(jak dobrze, że miałam się gdzie wyżyć. pff.)
podobno jestem księżniczką (jak na razie nie czuję się tak. ahhh... te kmieciowskie naleciałości.), ale potrzeba mi czasu aby nabrać pewności na tym tronie. aby się na nim urządzić albo spakować swoje walizki i wrócić do mojego plepsu. to nabieranie pewności może bardzo rozłożyć się w czasie. zwłaszcza, że na najbliższy przewidywany termin trzeba będzie trochę poczekać. ale, ale mnie tam się nie spieszy. bo niby gdzie i na co?
jak ja się w coś nie mieszam to myślę, że to jest jasny i wyraźny znak, mówiący o tym, że nie chcę aby ktoś inny wplątywał mnie. nie odpowiada mi rola karty przetargowej, piłeczki ping-pongowej czy świadka mimo woli. ja nie komentuje tej sytuacji i zachowania osób z nią związanych, bo szanuje ich i ich wolę, więc nie życzę sobie aby ktoś wciągał mnie w to. zwłaszcza w taki sposób. pomijając już fakt tego, że jeśli ja mam jakieś zastrzeżenia do kogoś, które aż tak bardzo mi ciążą i bezpośrednio przeszkadzają to mówię to prosto w oczy osoby zainteresowanej, a nie posługuje się do tego osobami trzecimi.
przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się takiego potraktowania. ale może było mi to potrzebne żeby jeszcze bardziej otworzyć oczy i dostrzec, że jeśli już na kogoś mogę liczyć to przede wszystkim na siebie. w drugiej kolejności byłabym również ja, tak samo jak i w trzeciej. na ławce rezerwowej znalazłoby się pare obcych osób, ale rodzina całkowicie nie mieści się w tej lidze. /przysłowie znów się nie myli./
(jak dobrze, że miałam się gdzie wyżyć. pff.)
podobno jestem księżniczką (jak na razie nie czuję się tak. ahhh... te kmieciowskie naleciałości.), ale potrzeba mi czasu aby nabrać pewności na tym tronie. aby się na nim urządzić albo spakować swoje walizki i wrócić do mojego plepsu. to nabieranie pewności może bardzo rozłożyć się w czasie. zwłaszcza, że na najbliższy przewidywany termin trzeba będzie trochę poczekać. ale, ale mnie tam się nie spieszy. bo niby gdzie i na co?
poniedziałek, 17 lipca 2006
w kółko i na okrągło
wcale nie odzyskuję żadnej stabilizacji ani nic w tym rodzaju. już wiem, że nic jeszcze nie wiadomo. że sobie poczekam. na święte nigdy. ale co tam. no co mi szkodzi? wiem też, że jeszcze dziś czeka mnie pożegnanie, a ja tak bardzo pożegnań nie lubię. może nie na zawsze, ale na pewno na długo.
a jeśli chodzi o tamto... sama sobie się dziwię jak ja tak mogę. że tak zawsze całą sobą, że tak zawsze do przodu na ślepaka i bez tchu. a potem się krztuszę na własną prośbę i żądanie. tak jakby wszystkie przeszłe doświadczenia były jakąś trawą, która pomimo wyrywania wciąż wyrasta wciąż w tym samym miejscu silna, soczysta i zielona. jakaś parodia życia. horror dnia codziennego często przywdziany w niepozorny odświętny strój. cholera, tak dla rozładowania napięcia.
teraz tylko jak na szpilkach. bo to, bo tamto... jak już to wszystko się skończy i zostanę z niczym (znów i jak zwykle) będę miała swoje małe piekiełko. ale bez żalów, bez żalów. nie pierwszy, nie ostatni raz.
a jeśli chodzi o tamto... sama sobie się dziwię jak ja tak mogę. że tak zawsze całą sobą, że tak zawsze do przodu na ślepaka i bez tchu. a potem się krztuszę na własną prośbę i żądanie. tak jakby wszystkie przeszłe doświadczenia były jakąś trawą, która pomimo wyrywania wciąż wyrasta wciąż w tym samym miejscu silna, soczysta i zielona. jakaś parodia życia. horror dnia codziennego często przywdziany w niepozorny odświętny strój. cholera, tak dla rozładowania napięcia.
teraz tylko jak na szpilkach. bo to, bo tamto... jak już to wszystko się skończy i zostanę z niczym (znów i jak zwykle) będę miała swoje małe piekiełko. ale bez żalów, bez żalów. nie pierwszy, nie ostatni raz.
tournee
moja mała trasa, takie prawie jak wakacje. warta, uczelnia, łódź, koncert i moje zapomniane przez świat imieniny. normalnie cudo. prawie jak wakacje w tropikach. /czy to już zabrzmiało ironicznie?/
"(...) a oni już na scenie są, grają koncert w twoim mieście..." i byli, i grali. i tańce były, hulanki, swawole. potem trzeba było doprowadzać koleżankę do pionu. śmiać się chciało, głupio. jak zawsze.
może jestem świnia. może na pewno jestem. imieninowy biały, ładny kwiatek skończył swój żywot w jednym z koszy ssm (sieradzkiej spółdzielni mieszkaniowej - tł. dla niewtajemniczonych). żal bardzo, ale strach był jednak większy. spanikowałam. i tak się zdarza. nie wiem w ogóle co to było. nie wiem też czy się powtórzy. z resztą jakie to ma znaczenie... jakby nie było ja póki co trzymam bezpieczny dystans. tak jest łatwiej. później się łatwiej zapomina. tylko ten zapach... cholerny zapach, który lat temu trzy był identyczny. jakbym widziała czy to jakiś znak i co ewentualnie oznacza czułabym się dużo bezpieczniej. niewątpliwie dużo bezpieczniej.
--
a dziś z rana niespodzianie przyszła antologia. całkiem ładna, tylko tytuł wiersza mi skopali. cóż... bywa i tak.
♪♪ strachy na lachy - strachy na lachy.mp3
"(...) a oni już na scenie są, grają koncert w twoim mieście..." i byli, i grali. i tańce były, hulanki, swawole. potem trzeba było doprowadzać koleżankę do pionu. śmiać się chciało, głupio. jak zawsze.
może jestem świnia. może na pewno jestem. imieninowy biały, ładny kwiatek skończył swój żywot w jednym z koszy ssm (sieradzkiej spółdzielni mieszkaniowej - tł. dla niewtajemniczonych). żal bardzo, ale strach był jednak większy. spanikowałam. i tak się zdarza. nie wiem w ogóle co to było. nie wiem też czy się powtórzy. z resztą jakie to ma znaczenie... jakby nie było ja póki co trzymam bezpieczny dystans. tak jest łatwiej. później się łatwiej zapomina. tylko ten zapach... cholerny zapach, który lat temu trzy był identyczny. jakbym widziała czy to jakiś znak i co ewentualnie oznacza czułabym się dużo bezpieczniej. niewątpliwie dużo bezpieczniej.
--
a dziś z rana niespodzianie przyszła antologia. całkiem ładna, tylko tytuł wiersza mi skopali. cóż... bywa i tak.
♪♪ strachy na lachy - strachy na lachy.mp3
czwartek, 6 lipca 2006
krew z nosa
znów krew z nosa. jak ja mogłam pomyśleć, że byłam zdolna do...? kto jak kto, ale ja! no jak? ponownie krew z nosa i jak ja mogłam pomyśleć, że ktoś. to absurd przecież. tak, zgadza się - krew z nosa. spokojnie, już mi przeszło... stukam palcem po żaluzjach i wiem, że więcej nie będzie. że czasem to może dobrze tak zapomnieć. na godzinę, dwie, na chwilę. no ale już... już cicho. już więcej nie będę. i znów krew z nosa. ehh...
tak mi głupio. jej powiem, że to alergia, że z nosa cieknie i oczy puchną. ale ty wszystko i tak słyszałeś... i to, i wiele więcej, choć i tak nie wszystko na co ją stać. a chyba nie powinieneś. tak mi teraz strasznie głupio. i wstyd, i wina mieszają się z sobą. na razie jest cicho. muszę upajać się tą ciszą, bo nie wiem jak długo potrwa. odnoszę wrażenie, że to już miliony lat świetlnych zastanawiam się dlaczego, z jakiej przyczyny... jakoś do tej pory nie znalazłam odpowiedzi, a to cholerne poczucie winy nie pozwala spojrzeć sobie w twarz. wiem, że cokolwiek zrobię lub nie zrobię i tak będę winna. a wstyd będę nosić w sobie. to taki tatuaż, który nawet gdy zdarzy się okazja zapomnieć o nim na trochę, cały czas będzie widoczny jego ślad... a mój strach schowam po poduszkę, na nim sen będzie bardziej miękki.
zupełnie nielogiczny odlot. potem pomyślę o czymś jeszcze, nierealnym. zupełnie mi odbije w tej wyobraźni. a irlandia podobno jest taka zielona jak włosy syreny o świcie... poczekam jeszcze, trudno.
--
wydrukowali ją w akancie i jakbym dziecko dostało nową gumę teraz smak już się ulotnił i ze spokojem patrzy na swoje nazwisko i litery w gazecie.
11:02
co dobre szybko się kończy. cisza to już przeszłość, albo marzenie.
tak mi głupio. jej powiem, że to alergia, że z nosa cieknie i oczy puchną. ale ty wszystko i tak słyszałeś... i to, i wiele więcej, choć i tak nie wszystko na co ją stać. a chyba nie powinieneś. tak mi teraz strasznie głupio. i wstyd, i wina mieszają się z sobą. na razie jest cicho. muszę upajać się tą ciszą, bo nie wiem jak długo potrwa. odnoszę wrażenie, że to już miliony lat świetlnych zastanawiam się dlaczego, z jakiej przyczyny... jakoś do tej pory nie znalazłam odpowiedzi, a to cholerne poczucie winy nie pozwala spojrzeć sobie w twarz. wiem, że cokolwiek zrobię lub nie zrobię i tak będę winna. a wstyd będę nosić w sobie. to taki tatuaż, który nawet gdy zdarzy się okazja zapomnieć o nim na trochę, cały czas będzie widoczny jego ślad... a mój strach schowam po poduszkę, na nim sen będzie bardziej miękki.
zupełnie nielogiczny odlot. potem pomyślę o czymś jeszcze, nierealnym. zupełnie mi odbije w tej wyobraźni. a irlandia podobno jest taka zielona jak włosy syreny o świcie... poczekam jeszcze, trudno.
--
wydrukowali ją w akancie i jakbym dziecko dostało nową gumę teraz smak już się ulotnił i ze spokojem patrzy na swoje nazwisko i litery w gazecie.
11:02
co dobre szybko się kończy. cisza to już przeszłość, albo marzenie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)