piątek, 30 grudnia 2005

mój sen zawstydza mnie

Miewam bardzo dziwne sny. Zmierzam w nich do swojego nowego domu, który później okazuje się być domem kolegi z wojska. Zupełny bessens. Zmierzamy tam we dwoje. Ja i ktoś jeszcze. Ja pędzę owinięta ręcznikiem ulicami miasta i ktoś ze mną odziany kompletnie. Naprawdę zupełny bessens. Gubię się trochę po drodze, ale zaraz odnajduję właściwy tor. Później do pokoju wchodzi mama i budzi mnie, nigdy nie docieram do celu. Kończy się sen.

Potem wstaje nowy dzień, mijają kolejne i kolejne godziny. Nadchodzi wieczór. Ktoś dzwoni do drzwi, idę otworzyć. Witam jakoś tak bez entuzjazmu. W między czasie robi się tak jakoś lepiej, żeby później zmienić się w gorzej, a konsekwencji znów na lepiej i znów na gorzej... Niekończący się łańcuszek niekompatybilnych emocji i uczuć. Pod koniec zaczynam chcieć i nie chcieć na raz. Kompletnie niepojęty bessens. Kończy się wieczór, zostaję sama ze snem. Nie kontynuuję go, zaczynam opowiadać tę bajkę od nowa.

Innym razem śnią mi się pryszczate dziewczynki. A jakby tego było mało wszystkie mają tłuste włosy. Nieznoszę tłustych włosów. Pryszczy z resztą też. Diabli je nadali!

Teraz już nikt nie będzie miał podstaw aby wątpic w moje zdolności dziennikarskie. Tropić i wyszukiwać zupełnie niedostępne informacje to ja potrafię jak nikt na świecie... No a przynajmniej jak nikt kogo znam z mojego otoczenia!

Hu-Hu-Ha! Zasypało nas. Przedzieramy się przez biały puch, chodzimy po nieistniejących chodnikach i moczymy łydki w śniegowych zaspach. Bajkowo, ale... Ale właśnie zaczęłam sobie wyobrażać jak będzie wyglądała topniejąca bajka...



_takie małe info dla zainteresowanych__
prawdopodobnie to już moje ostatnie wejście w tym roku. jeszcze parę dni temu obawiałam się, że w ogóle ostatnie. no ale... jakby nie było to zmiana dostawcy netu będzie, więc parę dni komputer mój odcięty od wirtualnego świata będzie. później nastąpi tak zwany dostęp kontrolowany. ale z drugiej strony lepszy taki niż żaden. a w związku z ogólną kontrolą wszystkiego myśli moje zaczęły napełniać się możliwością ewentualnej przeprowadzki mojego pisania. ale ale, jak będzie i co będzie się okaże...


♪♪ Hey - Mimo wszystko.mp3

niedziela, 25 grudnia 2005

bocian co sporo namieszał

A miło być tak pięknie. Spokojnie, bez szopek i żadnych udziwnień. Tymczasem prezent, jaki zgotował mi kuzyn woła o pomstę do nieba. Bo uni... bo u nich to... bardzo już ko-ko-kopie. I wychodzi na to, że jako jedyna rodzinna sierota nie będę miała osoby towarzyszącej. Bo najchętniej podarłabym to zaproszenie i rzuciła w pizdu! Tylko jak to teraz oznajmić rozanielonej rodzince. Że ja wcale nie chcę uczestniczyć w tym cyrku. Że wolę nudzić się w domu a nie tam. Że widniejący tekst "z osobą towarzyszącą" to dla mnie wcale nie jest zapewnienie dobrej zabawy, ale dodatkowy kłopot. Że mój świat to z samych samic się składa, a samca nie uświadczysz. Że kieckę to jeszcze w sklepie kupisz, ale partnera to już nie bardzo. /yhh. raczej mocno postanowione: nigdzie nie idę! srał ich wszystkich pies!/

Nie, ja nie potrafię być z kimś. Sama z resztą też nie. Ale wszystko byłoby naprawdę, byłoby... gdyby tylko nie otoczenie. tja.


--
"możesz bredzić... pleść bzdury... androny... tylko błagam cię: nie mów, nie mów, tylko nie mów do mnie jak do żony!"


♪♪ Katarzyna Groniec - Sztuczny miód.mp3

sobota, 24 grudnia 2005

dzień mordów zbiorowych

Być może jestem świruską, ale nie mogę patrzeć na te wszystkie płatne morderstwa karpi. (9zł za kilogram) Ciekawe na ile (lat) można byłoby wycenić tych wszystkich zbrodniarzy?

Jeszczę tudzież jego pamiętam jak się biedactwo telepało w tym korycie, jak walczyło o życie. Nooch... z tego wszystkiego to, nawet nie czuje jak rymuje! Wszystkiego dobrego moi drodzy pożeracze rybich ojców i matek! ;)

23:38
Wcale nie jest łoptymistycznie. Wcale niet. Ale póki co nie mam siły żeby rozwodzić się na ten temat. yhm

piątek, 23 grudnia 2005

żeby zwierzę przemówiło ludzkim głosem

Kwa kur-ka kwa. (tak zamiast dzień dobry) Dziś (dzień przed Wigilią) kaczor powinien przemówić ludzkim głosem. Mam nadzieję, bo nie jestem Doktor Dolittle. oye... (z intonacją nastawioną na nużące pojękiwanie bez pojękiwania)

Droga powrotna do domu w środę mogłaby służyć jako wzór dla tych, którzy chcą robić z siebie wariatów. Koleżanko nasze podobieństwo (nawet w kwestii popaprania) mnie przeraża. Gdyby nie inna skóra można byłoby pomylić nas osobowościowo. A i ja szalałam później z żalu, że błąd, że źle, że głupota. Kiedyś trafimy razem na oddział i to wcale nie będzie zbieg okoliczności.

Zupełnie nie wiem, co mam z sobą zrobić. Powinnam zacząć pisać, czytać, oglądać. A co? Cokolwiek, tylko mam tego do zrobienia, że sama nie wiem, od czego zacząć. Przykryję się kołdrą i prześpię te kilka nadchodzących dni! /podpowiedź podświadomości/ Żeby to jeszcze było takie łatwe... Tak, więc owijam się tylko w pajęczyny czasu i udaję ten stoi w miejscu. Naiwnie ufam, że on sam w końcu w to uwierzy i faktycznie zatrzyma się. Wcale nie po to żeby uwiecznić chwilę.

wtorek, 20 grudnia 2005

dopóki jestem

Ej, ten Fredro to był całkiem łebski facet. Bo w niedzielę wyrwali mnie nagle z tego codziennego kieratu i "Poszaleli" na całego!

Dobrze. Albo i nie. Udaję, że nic się nie dzieje. A jeśli nawet to gram przed sobą, że to bujda. Tak po prostu, żeby znów nie dopuścić do siebie rozczarowania. Ukrywam przed sobą, że było mi dobrze. Może czasem szepnę to po cichu, ale zaraz potem opamiętuję się i doprowadzam do porządku. Nie można mi się zapędzić. Mogę myśleć o niebieskim niebie, o białej ziemi, o płonących latarniach i psach szczekających na ulicach... byle nie o koledze z wojska. Bo co gdyby, jakby nagle znów to samo. Jakby, gdyby, co by znów jak bańka mydlana. Więc, a więc milczę o tym i pomijam dotychczasowe fakty.
Jest spokojnie, jest spokojnie. Będę powtarzała sobie do czasu, kiedy będzie można, wszytko wypowiedzieć na głos. O ile kiedykolwiek będzie można...

Wrócił mi cały marazm. Może to jest jakaś dysfunkcja mojego mózgu, która nie pozwala na to żeby cieszyć się z niczego. (bo z czego za bardzo nie ma.) Mam trochę dość tej doktryny opartej na dysfunkcjach rodziny. Ciekawe czy ten, który to wymyślił to przeżywał to również. Zdaje się mowa w tej chwili o Panu Freudzie. Tak, więc powątpiewam w jego doświadczenie w tym temacie. A szkoda. Nie wiedział, co traci. Walczyć kazałeś? A ja nie mam już siły, motywacji też jakoś mi brak...

W obecne wieczory zajmuję się piciem mleka w litrach, wylewaniem żali, w litrach również. Zastanawianiem się nad tym, czego mi brak, a czego mam w nadmiarze i patrzeniem na sypiący się z nieba śnieg. Nie trzymam formy wieczorami. Nawet już nie próbuję.


--
//A mnie oszukuj mile uśmiechem, słowem, gestem, dopóki jestem, dopóki jestem...//


♪♪ Seweryn Krajewski - Kiedy mnie już nie będzie.mp3

piątek, 16 grudnia 2005

popapranie

Żałosna jestem. Ale przynajmniej o tym wiem /podpowiada głos wewnętrzny/! A co mi po takiej wiedzy, jeśli nie potrafię jej konstruktywnie wykorzystać. Zauważyłam, że zazdroszczę ludziom naprawdę przeróżnych rzeczy... A to innych ludzi, a to wiedzy, a to powodzenia, to z kolei osobowości /to już jest dno dna/, odwagi, bezpośredniości, urody, pomysłów, umiejętności zjednywania sobie ludzi i gromadzenia ich wokół siebie... etc. Na tym skończę, bo lista byłaby nieskończenie długa. Wkurza mnie to niesamowicie, ale pojęcia nie mam, co mam z tym zrobić. Jak ukręcić temu łepek? nooo...
(ale to tak całe życie było, że jak ktoś mi mówi, że fajna jestem to daję sobie prawo myślenia, że faktycznie tak jest.)

Mówisz i masz. Nie ma, co, przyjemnie to było /i ohhh i ahhh, i ehhh... itp. itd./. Ja już pomijam fakt, że to wszystko jakoś tak szybko prysło. Roztopiło się wraz ze świeżo, co opadłym śniegiem. Przez uczucie wyżej wymienione i niepojęty strach przed konfrontacją ze... strachem. /no bo chyba właśnie to jest powodem mojego zaklętego milczenia./ I przez… No właśnie! Ej, ucisz się zdrowy rozsądku!

Naprawdę jest ze mną źle. Popaprana jak stado świń przy korycie. I dowiedziałam się, że tak naprawdę szukam przyjaciółki, która mną będzie. Simpaticznie, nie ma, co.


♪♪ Justyna Steczkowska - Za karę.mp3


17. grudnia, 21:07
Jak ktoś chce mnie dobić to proszę się nie krępować, tylko walić tu i teraz. Jak hurtem to hurtem!

--
a jak nie to przygotuję coś w stylu zrób to sam. w końcu nic nie stracę...

środa, 14 grudnia 2005

o podróżach, tych realnych i tych na papierze

Nie ma jak u babci. Można się napaść różnych smakołyków. Tylko później nie można ogarnąć się od wyrzutów sumienia. Swojsko tak i błogo. Można się schować przed światem. A taki wypad w tygodniu to całkiem dobrze robi. Jak babcię kocham!

Ufff... Jakimś cudem poradziłam sobie, choć nie mogłam uczestniczyć w podsumowaniu konkursu. Nagrodę (mogę teraz swobodnie marzyć, w które to miejsca z tych tysiąca proponowanych kiedyś się wybiorę) odebrałam wcześniej i popędziłam na uczelnię, i na to nieszczęsne zaliczenie. Jakoś poszło. A jak dowiem się za tydzień.

Śmie-szne. Co najmniej śmieszne. Po raz kolejny to okazuje się, że te dobre samarytańskie cechy, które wszyscy dostrzegają w niej, a których ja ujrzeć nie potrafię są jednak trochę naciągane. pff.


--
+bonus

niedziela, 11 grudnia 2005

soł empti

Teraz jem frytki. Niby wszystko wróciło do normy, tylko jakoś tak ciężko. Zaraz powtórzę materiał na zaliczenie z psychologii rozwojowej. Okaże się, że wszystko idealnie pamiętam, ale nadal będę czuła tę pustkę. Nie będę mogła uwolnić się od niej. Będzie mnie przytłaczała ze wszystkich stron. Później włączę TV, obejrzę jakiś film. Potem znów może powtórzę materiał, umyję się, położę i zasnę. W pustce.

Niedziela była zbyt sielankowa i trzeba było ją popsuć. Pomimo to, albo dzięki temu dobrze zrobiły mi te litry łez.

A swoją drogą ciekawe jak długo to potrwa...?


--
najbliższe dni mogą być bardzo emocjonujące, ale nie będę nic otwarcie pisała. nie wyprzedzajmy faktów.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Zielony dom.mp3


12. grudnia, 21:30
grrrr... że tak powiem.

soł empti

Teraz jem frytki. Niby wszystko wróciło do normy, tylko jakoś tak ciężko. Zaraz powtórzę materiał na zaliczenie z psychologii rozwojowej. Okaże się, że wszystko idealnie pamiętam, ale nadal będę czuła tę pustkę. Nie będę mogła uwolnić się od niej. Będzie mnie przytłaczała ze wszystkich stron. Później włączę TV, obejrzę jakiś film. Potem znów może powtórzę materiał, umyję się, położę i zasnę. W pustce.

Niedziela była zbyt sielankowa i trzeba było ją popsuć. Pomimo to, albo dzięki temu dobrze zrobiły mi te litry łez.

A swoją drogą ciekawe jak długo to potrwa...?


--
najbliższe dni mogą być bardzo emocjonujące, ale nie będę nic otwarcie pisała. nie wyprzedzajmy faktów.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Zielony dom.mp3


12. grudnia, 21:30
grrrr... że tak powiem.

czwartek, 8 grudnia 2005

paparazzi

Padam z nóg. Pojęcia nie mam jak poradzę sobie na jutrzejszym zaliczeniu, ale cicho liczę na to, że "jakoś" (w sensie pozytywnym) będzie.

Na dzisiejszej imprezie mikołajkowej robiłam za paparazzi. Nie wiem jeszcze jak tam efekty moich wycykanych fotek i szczerze powiedziawszy kipię z ciekawości. A bałam się jak diabli, ale jakoś poszło.

A tak z innej beczki, to wydrzenia ostatnich dni troche wymsknęły mi się spod kontroli. Trochę bardzo, ale tylko w czynach. Emocje nadal trzymam w ryzach. Jak wszystko, tak i to ma swoje zady i walety. I nie byłabym sobą gdybym nie stwierdziła, że się boję. Ale póki zaangażowanie moje jest powierzchowne (bez żadnych emocjonalnych uniesień) śmiem twierdzić, że wszelkie zagrożenia eliminuję w większym stopniu.


♪♪ Stare Dobre Małżeństwo - Z nim będziesz szczęśliwsza.mp3

wtorek, 6 grudnia 2005

klony są wśród nas

Bo dziś miałam wielką ochotę wyjść, pierdzielnąć drzwiami z całej siły i zostawić to wszystko w pizdu. Może jednak nie myślę... sama. Jeśli tak, to przepraszam serdecznie wszystkich, którzy "mnie" znają. I jednocześnie informuję, że tak naprawdę jestem wierną kopią mojej rodzicielki posługującą się jej słowami i myślącą tak jak ona, tylko w swojej skórze.

A tak poza tym to pięknie dziękuję za sklasyfikowanie mnie. Teraz to aż strach się odezwać, bo cokolwiek powiem może być wykorzystane przeciwko mnie. Aż strach się bać!

Brak siły, czy bezsilność... A może jedno i drugie na raz. Czuję, że nie daję rady, że to wszystko mnie przerasta. Być może jestem zbyt głupia, aby poradzić sobie z tym, aby popchnąć tę sprawę do przodu...


♪♪ Diana Krall - The girl in the other room.mp3

piątek, 2 grudnia 2005

próba sił

Nie wiem czemu ja to robię. Najchętniej pokazałabym obu, kto tu tak naprawdę rządzi. Że niby jestem taka mocarna, himen normalnie. Nie ma na mnie bata. Nie poddaje się głupiej sentymentalności. Mogę wszystko, a nawet jeszcze więcej. Tak do końca sama nie wiem, czemu, co i jak, ale wyobrażam sobie w głowie wielki znak STOP i ma nadzieję, że zadziała na wszystkie natręctwa myślowe.

A było tak zwyczajnie. Żadnych miłych wrażeń, żadnego podekscytowania. Tak spokojnie chłodno. Już wiem, na co pozwolić sobie nie mogę, wiem też, że zrobię wszystko, aby zachować siebie dla siebie. Cokolwiek to znaczy. Brak wewnętrznego rozcheśtania emocjonalnego naprawdę daje bezpieczeństwo. Bo tak jak jest, jest mi nieźle. Całkiem dobrze jest, całkiem dobrze...

//zakręciłam. już sama nie wiem co i jak. ale, ale, najważniejsze - nie rozczulać się, żyć dalej i dalej.


♪♪ Happysad - Zanim pójdę.mp3


5. grudnia, 19:08
Ja jush nie mam siły na naukę. Zwłaszcza jeśli chodzi o okres przedświąteczny i nudny materiał, którzy trzeba mi przyswoić. olaboga

wtorek, 29 listopada 2005

kiedyś stąd wyjadę

Sobota: pobudka 5:45, autobus 7:00, fryzjer 8:00. Nie no, fryzjer elegancik. I patrzę w lustereczko, i pytam się czy już, czy wreszcie przypominam człowieka...? (odpowiedzi do tej pory brak.)

Niedzielnie było Kredensowo, koncertowo i klimatycznie. Śnieg, mnóstwo śniegu, kawa, Kredensowa poezja śpiewana i najlepszy jazz, jaki słyszałam. Jakaś wystawa fotografii, kilka myśli, że sama bym tak chciała, że aż podziw bierze. Później zamykam oczy widzę scenę, jakiś ludzi... Zasłuchanych a może tylko zamyślonych. I ja pośrodku tego wszystkiego. "Gut iwning lejdis end dżentelmens", a teraz posłuchamy swingu wprost z ju-es-ej. Po wszystkim wraca się do domu, grzęźnie w paćce ze śniegu rozłożonej na ulicach. Bo każdy wieczór musi kiedyś dobiec końca. A później nie chce się spać, całą noc telepocze się po łóżku. Znów, wciąż i jeszcze.

Jestem potworem, że o tym myślę. Ale z kolei tylko idiota by nie myślał. To, co za chwilę napiszę będzie makabryczne i egoistyczne. Odziedziczę po dziadkach mieszkanie w Łodzi. Dobra, dobra wszystko ładnie pięknie. A jestem potworem, bo myślę o tym a dziadkowie nadal żyją. Właśnie teraz samobiczuję się mentalnie za to. Taka kara. No, ale tak sobie pomyślałam, że to w sumie jest moja wielka szansa żeby kiedyś tam wyrwać się z mojego zadupia, a przede wszystkim z tej sytuacji, w której ugrzęzłam i na razie ciężko mi tak po prostu przestać tak uważać. Kiedyś stąd wyjadę. Kiedyś w końcu muszę, bo jedyne co mnie tu trzyma to grawitacja... Ale żeby nie było, dziadkowie niechaj żyją 100 lat. Ahoj!


--
dość mam już wszystkich osób, które litościwie chcą mi pomóc, nie mając pojęcia czego mi tak naprawdę potrzeba. męczy mnie to i owo. najchętniej zamknęłabym się w czterech ścianach i wiecznie kroiła cebulę. tak, żeby sobie użyć. wolę smutek niż tę cholerną bezpłciowość. dusi mnie to powietrze tu.

/w łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz. przed drzwiami leży głaz, bo jeśli tak ma być to wolę nigdzie nie wychodzić już.../

piątek, 25 listopada 2005

księgowa

W czwartek pojechałam na uczelnie jako normalny, szary człowiek, a wróciłam jako członek. Członek samorządu uczelnianego w funkcji kronikarza. Od teraz mówić do mnie księgowa! (od książki) W tym momencie wylewa się ze mnie zapał, ale tak zwykle bywa na początku... Dalszy plan pracy to już zupełnie inna historia. I się czuję z letka ważna. A co! Zaszaleję.

A na praktykach zrobiłam sobie gagę w palca przekładając akta. I boli, i krew się leje przewlekle.

Pe-eS
Z tego tu miejsca piszę, że wielbię jezyk piesa Gosi. Bo fajny, bo miły, bo lepki i w ogóle czuły taki. O!

środa, 23 listopada 2005

w sidłach melancholii

No i co? A nie mówiłam?! Pani doktor uznała, że jednak nie jestem wariatką. Nie to żeby uznała, że kiedyś byłam, ale jej diagnoza, że tak powiem była zbyt pochopna. Może w innych okolicznościach miałaby racje, ale w moich myliła się. Dobrze, że w ogóle doszła do takich wniosków. Lepiej późno niż wcale.

Tłumaczę sobie, że to zwykłe rozleniwienie. A może jednak pierwsza jesienno-zimowa melancholia? Płaczliwa muzyka, taka kojąca życie, dumne, choć małe świeczki i śnieg prószący za oknem. To dziwne, że moje samopoczucie z roku na rok są tak samo przewidywalne i powtarzalne. Nawet muzyka i świeca są te same. Oswoiłam swoją monotonię i rutynę.

A dzisiaj miałam pierwsze zaliczonko. Co z tego wyniknie dowiemy się za tydzień. A tymczasem czekam łikendu, a dokładniej wizyty u fryzjera i koncertu dżezowego.


--
przedstawiam moje ukochane glany. czis.


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Moja ulubiona pora roku.mp3

niedziela, 20 listopada 2005

o czuciach i poczuciach

Coś mi się śniło. Coś miłego chyba, bo po obudzeniu miałam głupkowaty uśmieszek. Postanowiłam pare postanowień. (nie ma co, mistrzowskie zdanie. mniejsza o to.) Że ja sama jestem i będę tylko swoja. Tak na wieki wieków amen. Rozkołyszę w sobie wszystkie słowa i myśli, które się we mnie narodzą kontemplować będę w samotności każdy oddech. Tak jest bezpieczniej. Nie chcę dzielić się żadnej myśli na dwoje, rozpamiętywać chwil. /bo mówiły jaskółki, że niedobre są spółki./

Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam, że jestem naprawdę sama i jest mi z tym dobrze. Że nie potrzebuję żadnego wzdychania, żadnych achów i ochów. Żadnych zobowiązanych myśli, żadnego tłumaczenia. Że mogę założyć glany i wcale nie muszę chodzić z gracją i pięknie się wyrażać, uważać na słowa, patrzeć z czułością, czekać, uśmiechać się do sera. Mogę przejść przez ulice na czerwonym świetle nie martwiąc się, że ciągnę kogoś za sobą. Że jestem swoją panią.

Tja, uczyłam się. Ale nie dajmy się zwariować, naukowcem to ja nie zostanę... Pierwszy śnieg i pierwsze strachy w tym roku akademickim. Już czuję świeży powiew nerwowego oddechu. hu-hu-ha


♪♪ Coma - Sto tysięcy jednakowych miast.mp3

piątek, 18 listopada 2005

o ćpaniu mentalnym

Głodna Comy jestem. Zbyt długa dieta zaowocowała niedojedzeniem moich zmysłów. Na przemian włączam wszystkie piosenki, a moje emocje wirują w powietrzu. Póki bębenki w uszach całe z głośników uderzać będą te anielskie dźwięki. Sąsiedzi zwariują, a ja "ćpała" będę Sto tysięcy jednakowych miast i Leszka Żukowskiego (i inne)jak narkotyki w najczystszej postaci. Zaczynam od zaraz. Nie, nie. Nie od zaraz, bo to taka wielka bakteria. Od teraz.

Aaa i polecam wszystkim "Heroinę". Tja, poćpała i się jeszcze chwali. Ale niet, o książkę chodzi. O takie ćpanie mętalne. Bo naprawdę po jej lekturze można się poczuć jak po jednym czy dwóch głębszych machach. (słownictwo oczywiście zawodowe. obcykana już jestem w tym slangu. a jak!) Naprawdę trudno jest wyłowić to szczęście i słodycz, którą ponoć przeżywają "wciągacze". (to już mniej profesjonalne.) Ale ale, nie opowiadam. Już nic więcej nie powiem choćby mnie przypalali. Ani mru-mru.

Kupiłam glany! Za ciężko wypracowane stypendium kupiłam sobie swoje długoletnie marzenie. I to nic nie szkodzi, żem se już nogę obtarła i że boli jak diabli, a szczypie jeszcze mocniej. Naklei się plasterek, przeczeka i po krzyku. A buty są jak znalazł. Liczę na to, że prędzej czy później przestaną mnie obcierać... albo, że ja do tego tak przywyknę, że przestanie mi to przeszkadzć. yhm.


♪♪ Coma - Wrony.mp3

wtorek, 15 listopada 2005

kapucha po raz pierwszy

Kasa, kasa jest kasa! (nie powinnam się tak chwalić, bo mi ją drapną w ciemnej ulicy. no to powiem, że jest bezgotówkowa zamieszczona w moim plasziku.) Zamieszano mi w głowie totalnie. Tak, że zupełnie nie wiem, co zrobić z tą kapuchą, mimo wcześniejszych planów. Czuję się tym całkowicie zdegustowana. yhm.

Jest dziwnie. Nie jestem w stanie stwierdzić czy dobrze czy źle. Zwyczajnie dziwnie. Powinnam się uczyć, pisać fajne wiersze powinnam, powinnam się modlić i samookreślać. Dużo rzeczy powinnam, a znów boli mnie głowa.


♪♪ T.Love - Autobusy i tramwaje.mp3

piątek, 11 listopada 2005

ku udręce opadły jej ręce

Po przeczytaniu pewnego tekstu ręcę opadły i do samej ziemi. A, że mieszkam na czwartym piętrze to i ręce zwis mają dość długi i dyndają sobie uroczo, i sfawolnie. Ja tłumacze to sobie tak, że... Ok, wcale sobie nie tłumaczę. Odcinam się od tego. ot zajmuję się sobą (w szerokim znaczeniu tego słowa), tym jak je wcześniej nazwałam "samookreślaniem". Przykro, fakt. Ale najwyrażniej tak musi być. (Pamiętaj Marika: pojmowanie wszystkiego, w tym rzeczywistości jest względne. Punkt widzenia zależy od punku siedzienia. Ale też od ilości batów dostanych i czujności oczu, które je wypatrzyły oraz od ewentualnych przejawów sadomasochostycznych ofiary. uff.)

A dziś to naprawdę simpaticznie było. Naprawdę naprawdę. Tak na pięć-+, a może i sześć. :)

czwartek, 10 listopada 2005

samookreślanie

Dziś, tu i teraz zmęczonam. Zła też, dla odmiany. Zła na tupet ludzki i egoizm. Że zawsze musi być na wierzchu, że zawsze musi mieć rację. Obłęd! W bojowym nastroju jest Marika i mogłabym walczyć jak lwica. A wszelkie objawy poddawania się manipulacji, uznaje za głupotę sięgającą szczytów. /no bo ona robi nas w balona./

Samookreślenie. Bardzo mądre słowo. Ja muszę (powinnam, to lepiej brzmi) określić siebie. Zaakcentować własne "ja", zwłaszcza w sytuacjach związanych z moją rodzicielką. Oddzielić siebie od niej. Powiedzieć gdzie kończy się jej wiedza, a zaczyna moja - absolutna, bo dotycząca moich uczuć i potrzeb. To przepięknie brzmi, gorzej tylko z wykonaniem. Ale, ale jak to się mówi, praktyka czyni mistrza. Więc do boju narodzie!


♪♪ Maria Peszek - Pieprzę cię miasto.mp3

środa, 9 listopada 2005

nju plasztik i inne

Sobota bardzo ładna. Ładna, ale to dopiero od połowy. Bo przed południem robiono ze mnie wariata, co właściwie nie jest zajęciem trudny. Zwłaszcza dla wariatów. Ale później to już było ładnie i składnie. Z rodziną, niestety z bzdurami mojej rodzicielki opowiadanymi niezorientowanej w niczym ciotce. Przemilczane to przeze mnie zostało. Nie będę niczego prostowała, po co mi zamęt siać. No i z resztą, co to, kogo...? A tak poza tym to całkiem przyjemnie.

Był też kolejny dzień w sądzie. I kolejna rozmowa nie-do-zniesienia. Nie wszystko jest łatwe i proste jak drut. Są przeszkody, których póki, co przeskoczyć nie jestem w stanie. Przeszkody fizyczne i psychiczne. Jedne tworzą drugie, nawzajem są tak kompatybilne, że doskonale się uzupełniają. Nic już, choć już by się chciało.

Już nigdy więcej nie będę upychała bilonu do świnki skarbonki, bo wstrętna nie chce później oddawać. Bo papier się marszczy i serce drży, że zaraz się podrze. I miś strasznie gniótł mnie w nocy i nawet nie przeprosił. Ot, pluszana kulturka. To taka dygresja była.


--
mój nowy, plasztikowy pieniądz pięknie się mieni w światłach wieczornych. poranek to już inna historia.

czwartek, 3 listopada 2005

w zaklętym kręgu

We wtorek z cmentarza wracałam stopem, choć wcale go nie zatrzymywałam. I nie pytać, co i jak, bo to samo w sobie, co najmniej dziwnie brzmi. A w środę się wymodliło i jaśnie pana KO szlak jasny trafił. Prawdopodobnie, że w przyszłym tygodniu uwolni się już od niego, ale przynajmniej ten tydzień spokoju jest. I co moje to se użyje. Bo ze wszystkich świętych, najbardziej cenię święty spokój. To, co się straciło przy okazji tej niebecności, to już pominę. Nie mam dziś ochoty na samobiczowanie.

A dziś rozpoczęły się wycieczki do sądu w ramach ciągu dalszego praktyk. Tam jest tak dostojnie, że aż strach! Tupanie butami o posadzkę, ślizganie się na niej zupełnie przypadkiem i wychwytywanie ortografów w aktach pisanych przez kuratorów - to będzie moje prioretytowe zajęcie. A tak całkiem poważnie to, to, co będzie i jak będzie to się w swoim czasie wyjaśni. Ot, co. Ale jak na pierwszy dzień źle nie było, nawet dobrze było. Daa, nawet dobrze.

Kręcą mną. I to bardzo. Czuje się osaczona przez te wszystkie kwoki. Zupełnie nie wiem, komu ufać. Bym tak chciała pogodzić to wszystko, ale nie da się trochę być w ciąży, a trochę nie. To jak zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. (no, ale ten zwrot, to tak "na czarno", bo o ciasteczkach miało nie być.) Nic, tylko usiąść i płakać. Powiedziałoby się: poczekamy, zobaczymy. No, ale no. Noo, to moje życie w końcu, nie? Niby wiem, komu wole wierzyć, ale to mi nie wystarcza. Wole wiedzieć, komu warto uwierzyć, bo prawdę mówi, a nie, komu mi wygodniej. No, ale noo... No to KLPOS.


♪♪ Maria Peszek - Moje miasto.mp

poniedziałek, 31 października 2005

od rzeczy

Pogubiłam się w tym wszystkim. Naprawdę ciężko rozsupłać ten pęk. Jestem jednym wielkim strzępkiem nerwów. Dzięki, a może przez to i owo nie myślę o tym, co będzie. Uśpiło to moje oczekiwania względem jutra. Wyjście najgorsze z możliwych, jedyne możliwe. Powinnam pograć trochę. Przynajmniej na potrzeby teatru rodzinnego, co by dano mi jedyną cenną świętość, czyli święty spokój.

Nie czuję się sobą w tych okolicznościach. W ogóle się nie czuję. Każdy nowy dzień jest po to żeby go znieść, przetrwać. A może to tylko głupi żart. I nie pijam już zimnych piw, ani ciepłych. Wszystkie kawy wylewam do zlewu. Teraz upijam się herbatą o słodkim smaku cynamonu. Nikt nie widzi różnicy. Wciąż czekam. Najwyraźniej jestem straszną gapą, bo wciąż przegapiam swoją kolejkę i czekam, i wciąż tylko czekam... A może stoję nie w tej kolejce. /tak, ja wiem, że biadolę od rzeczy./


♪♪ Grzegorz Turnau - W muszelkach twoich dłoni.mp3

czwartek, 27 października 2005

motanie się

Niby zdecydowałam, że zaryzykuję. Że pójdę i zobaczę, co czas pokaże. Ale, ale to mi tam w środku nie wystarcza. Boje się jak diabli. Już po przebudzeniu czuło się jakiś nacisk na klatce piersiowej. Teoretycznie bez powodów, ale jak się głębiej zastanowić to powód sam się znalazł, a i myśląc o nim nacisk stał się większy. No, więc boję się. Boję się jak diabli. A jakby tego było mało ostatnio zanikła moja umiejętność ryzykowania, czasowej (choćby) odwagi. Co widać było we wtorek jak krzątając się w kółko nie można było zdecydować czy iść na kółko. I energię odbierają wszystkie niepowodzenia związane z szukaniem wariata, który dałby kasę na/wydałby mi tomik wierszy. Coraz częściej mam ochotę pierdzielnąć to wszystko w diabły, bo już pomysłów brak na ewentualne dalsze kroki.

Staram się żyć w zgodzie z tymi obrazami, które odwiedzają mnie często i częściej. I nawet je lubię. I one lubią mnie, bo za żadne skarby nie chcą mnie opuści. Obie wiemy, że nigdy się nie urealnią. Ale też obie wiemy, że ja ich potrzebuję, bo to taka namiastka życia. Potrzebuję jak tlenu do oddychania. One o tym wiedzą. Wiedzą, że mają nade mną przewagę i chcą ją wykorzystać uzależniając mnie od siebie. A ja się im oddaję bez reszty. Nawet nie próbuję z tym walczyć, bo i po co. Jeśli nie szkodzą to możemy jakoś wspólnie egzystować. O ile nie szkodzą... Bo przecież marzenie w kółko o tym samym może w końcu odbić się czkawką... Może, ale nie musi.


--
kiedy patrzę na swoje dawne błędy ortograficzne to aż mnie trzęsie. przesiew moich wypocin przez łorda był jednak dobrym pomysłem. (to tak trochę od czapy). i dobrze, żeś powrócił. :)


♪♪ Pidżama Porno - Do nieba wzięci.mp3

poniedziałek, 24 października 2005

kurdę

Kwa kwa. (bo teraz to chyba ten zwrot będzie trendy. być może wyprze nawet zwyczajowe dzień dobry.) Bo znów coś nie tak, tym razem też. Ponoć, że dobrze to tylko pozory. I to zdanie jest już dużo bardziej wiarygodne niż wcześniejsze, bo zupełnie nie wtajemniczone w całą resztę. Kompletnie nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, co mam z tym wszystkim robić. Myślałam, że już. Że wreszcie trafiłam tam gdzie trafić powinnam od razu, ale nie. Znów klęska. To jest jakieś cholerne fatum, że nie mogę trafić w odpowiednie miejsce, do odpowiednich ludzi. Albo zwyczajnie wszyscy wymarli lub życią sobie spokojnie w ju-es-ej. KURDĘ.

A tak trochę z innej beczki. Doszłam do wniosku, że niektóre dzieci ładnie pachną. No np. moja kuzynka. Ale wole za bardzo nie wczuwać się w wąchanie, bo ubiorą mnie w szykowny biały kaftan. Po książkach zerkają już na mnie spode łba. Dzieci by mi nie wyabaczono. Ale ale czy to już jest zobaczenie?

piątek, 21 października 2005

neurotycznie

Nerwowo, neurotycznie jest. Zaczęło się już w środę, trwa po dziś dzień. Zniesmaczona jestem faktem pewnym. Tak, wiem, każdy układa się tak jak mu wygodnie. I po raz wtóry daa, nie moja sprawa, mieszać się nie powinnam... No, ale jakby nie było to w jakiś stopniu mnie dotyczy. Może TA sprawa bezpośrednio nie, ale inna czy tak w ogóle. Kręcę. Najważniejsze, że w tym temacie sama siebie rozumiem. Reszta jakoś obleci.

Przyznali mi stypendium naukowe. Kwota mizerna, ale dobre i te parę groszy. Wielce podekscytowana i jeszcze bardziej zestresowana założyłam konto, bardziej z przymusu niż z chęci.


--
no i czuję się przygłupia mocno. nadal, wciąż, jeszcze. na-o-krą-gło. bo ona straszy mnie, straszy. i wie wszystko. wie więcej niż sam pan bóg i jezus chrystus z nazaretu. wie i straszy, i zniechęchca, i straszy, i niszy, i straszy, i znęca się, i straszy...


23. października, 14:15
No to domyśliłam się, kto powiedział cenną informację pewnej osobie. Tak, tak mój portfel jest pojemny i można w nim znaleźć bardzo ciekawe informacje. Ona ma już w tym wprawę i wie, że warto spoglądać tam od czasu do czasu, by mieć na mnie odpowiedni haczyk.

wtorek, 18 października 2005

trupy w szafie

Tak, właśnie. W szafie mojej leżą trupy, leżą i śmierdzą. Szafa uchyliła się nagle, ale ja powinnam otworzyć ją całkowicie. Otworzyć i pozwolić im wyleźć. Przestać już udawać, że ich tam nie ma, że nie istnieją. To jest teoria. W praktyce to dużo trudniejsze. Na samą myśl o tym wzdrygam się.

Czuję się potwornie zmęczona, choć sama nie wiem, czym. Nie napiszę, że życiem, bo to brzmi zbyt banalnie. Ale bycie źródłem wszelkiego zła może być naprawdę wyczerpującym zajęciem. Nie wiem czy tylko moje dni mijają tak monotonnie. Są też chwile, kiedy chwila ma spore znaczenie, kiedy przyklejam nos do autobusowej szyby i obserwuję płynnie przemijające obrazy. Nic się wtedy nie liczy, tylko spokój. Naprawdę głodna jestem takich chwil.

Lubię jesień i ciężko jest patrzeć jak, i ona ściele się gnijącymi liśćmi. Lubię jesień żywą, z liśćmi śmiesznie tańczącymi flamenco na wietrze. Nie zmrożoną i dygocącą z zimna.


♪♪ Audioslave - Slide.mp3



17:36
Ja się urodziłam w złym miejscu i w złym czasie. Czas jeszcze jakoś ujdzie w tłoku, ale za to miejsce pokutuje całe życie.

środa, 12 października 2005

czysta-brudna karta

Pisać nie powinien, o nie. Ale jednak. Wymazać z pamięci, zapomnieć. Udawać, że to mmi się śniło. Bo i po co mi dodatkowe tunele, ten labirynt jest już wystarczająco zawiły.

Poszłam i nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Każdego tylko nie takiego. Czuję się jakbym znów przeżywała swoje życie. Kolejne części układanki są tak bardzo niedorzeczne, że trudno mi rozpoznawać je. Dopasowywanie boli podwójnie, za kiedyś i za teraz. Fragmenty życia wyjęte z kontekstu, jakieś obrazy, przedmioty, skrawki myśli. I do końca nie wiadomo czy to życie, czy moja wyobraźnia płata mi kolejnego figla. Powoli oswajam je, tak samo jak uporczywy ból głowy. Ale jest coś we mnie samej, co broni się przed tym zawzięcie. Myślałam, że szczyt strachu udało mi się już osiągnąć, ale okazało się, że jeszcze wszystko przede mną. Teraz boję się jak nigdy wcześniej. Boję się własnych myśli i wspomnień. Samej siebie.


♪♪ Dave Matthews Band - Dancing Nancies.mp3


14. października, 7:30
Trochę udomiwiłam tamte wspomnienia, które do mnie przyszły. Już tak bardzo nie boli mnie głowa, kiedy o nich myślę. Tamte, ale wciąż nie wiem co będzie ze wszystkimi innymi, które w każdej chwili mogą do mnie wrócić. Te, z którymi wciąż czeka mnie zderzenie czołowe.

sobota, 8 października 2005

i ty zostań prezydentem

Ekscytacja przeszła mi już. Jak ręką odjął. Obecnie zajmuje się... Albo nie, nie ważne. I tym razem chciałabym iść na wybory. Pomimo tego, że osoba, na którą chciałabym oddać swój głos w sondażach jest już z góry zdeklasowana, a może właśnie, dlatego. Wkurzają mnie te wszystkie sondaże, bo mącą ludziom w głowach. Nie dość, że taki jeden czy drugi od razu zrezygnuje z oddania głosu, bo spojrzy i stwierdzi, że skoro "mój kandydat" nie ma szans to, po co głosować. Wkurzają tak samo jak samo jak telewizyjny monopol na dwie postacie z kresówek, a mianowicie Kaczora i Donalda. I właśnie takim sposobem wygrywają ci, których popierający nie zrażają się wynikami sondaży. Że nie wspomnę o Disneylandzie rodzącym się w Polsce. Kaczor, Donald, myszka Mikke... A to, to ostatnie to już prawdziwy kosmita, prosto z Marsa. No, ale nie godząc w czyjeś poglądy zamilknę. Z polityką nie jestem na ty, ale jestem wystarczająco świadoma żeby stwierdzić, że kampania wyborcza to nie ring walki w kisielu. A właśnie coś w tym stylu można ostatnio zaobserwować. Zarzuca się Polakom, że niedojrzali, bo na wybory nie idą. Przykłady dojrzałości mamy naprawdę porywające...

wtorek, 4 października 2005

coś jak błysk

Rzadko zdarza mi się żebym się czymś ekscytowała, ale jeśli już to pełną gębą! A jak! Tak, więc obietnica à la Monika Olejnik poszła na półkę z resztą mniej ważnych rzeczy. Może i lepiej. To już jest bardziej popaprane od mojej zakładki do książki w postaci ulotki Wojtka Olejniczaka. Ale chyba lubię to popapranie. Ale było warto! yyy... Nie, nie, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I normalnie zaraz posikam się z wrażenia!

Nie lubię opowiadać o sobie. Zwłaszcza obcym. A pomysł z karteczką był trafiony w dziesiątkę, tak, więc zamierzam kontynuować go.

Bo mnie nie można puszczać na wypas w okolicach księgarni. Niebezpieczeństwo murowane. Znów nie mogłam ulec pokusie. Weszłam, zobaczyłam, powąchałam (tak, tak powąchałam. i nikt źle nie przeczytał, że chodzi o księgarnię.), przeczytałam i kupiłam kolejny "grzech".



--
a teraz ciii... kontempluję...


♪♪ Marek Grechuta - Dni, których nie znamy.mp3

niedziela, 2 października 2005

hilfe, hilfe

Całe życie kłody pod nogi. No do mnie to jeszcze nie dociera panie batman. Ani to, to ani też i to, że z chodzenia na kółko literackie nici. To drugie jakoś się podtrzyma przez ten semestr. Czasem odwiedzi się panią z biblioteki w bibliotece. Jeszcze nie wiem, jak, ale jakoś się to zrobi. Ale to, to jest raczej nie do przeskoczenia. Kolejne miesiące oczekiwania. Może gdybym dodała coś o podcinaniu sobie żył albo o skakaniu z mostu na płytką wodę. A tak, żeby dodać powagi sytuacji. Tylko, kto mi w to uwierzy? Baa. Jak na razie sama sobie nie wierzę. Jakaś absurdalna sytuacja. Patologiczna wręcz. Wiem, wiem. Dramatyzuję znów. Ale, ale... moje życie nie jest takie barwne i w ogóle, i noo... Szajse! Nie czuję tegorocznego blues'a.

Zadzwonię tam, zadzwonię. Umówię się i już. A jak przyjdzie moja kolej to pójdę i stanę jak wryta. Nie, nie tak być nie może. Muszę zrobić sobie jakąś listę przebojów żeby w stresie móc, chociaż odtwarzać to, co wcześniej w przypływie emocji wyprodukuję. A swoją drogą dziwne to, że pomimo tylu rażących przykładów dnia codziennego tak ciężko mi je wyłuskać z życia.



--
/a tak od czapy, albo od bereta: i łeb pęka, i łeb staje od tego wiecznego trajkotu./


♪♪ Marek Grechuta - Ocalić od zapomnienia.mp3


3. października - 20:57
Już miałam przyznać prosto w oczy (zabrzmiało jak wyznanie Moniki Olejnik), że TOTO MI LOTO. Aż tu nagle taki psikus los mi sprawił. Opatrzność czuwa! Choć i tak uważam, że będę musiała unieszkodliwić w sobie te wszystkie myśli, uczucia i potrzeby. Nie to, że jakieś złe, ale destrukcyjne, bo zawiłe i ciepłe. Nie powinnam tak czuć do nikogo, tak dobrze czuć. Dobre uczucia do kogokolwiek w końcu przynoszą mi same straty. Więc powiem, że jednak TOTO MI LOTO. Może nie już teraz, ale wkrótce tak będzie. Już ja się o to postaram.

wtorek, 27 września 2005

siła autosugestii

Bezpowrotnie mija czas. To już prawie pusty miesiąc. A ja wolę nie myśleć, że to wszystko, dlatego, że wrażliwy bardzo, a trauma duża, ani to, że ja nie w typie. Staram się tłumaczyć, że to tylko zwykły męski szowinizm. Że ten typ tak ma, że jedyna rozrywka, którą uznaje to "oszukać, wykorzystać i zostawić". Nie ważne czy to prawda czy nie. Tak łatwiej zapominać. Łatwiej, ale nie łatwo.

Wiedziałam, że humor z czwartkowego wieczora podupadnie trochę w piątek. Trochę jednak nie w smak się robi, kiedy myślę, że one tam naprawdę żyją i spełniają moje marzenia tyle tylko, że w swoim życiu. I niedługo pojadą na studia i ja powrócę na swoją prawie-jak-uczelnię...

W niedziele zagłosowałam na ciepłe kapcie, herbatkę z malin i stosy chusteczek. Tak, tak jestem chora. Lepiej często niż częściej.

piątek, 23 września 2005

życie mi sie zdaje

Ok. Czasem napiszę, bo nie wytrzymam. Po pierwsze: nie mam internetu. Po drugie: mam go tylko pod nieobecność rodziców (po kryjomu). Po trzecie: wreszcie skończyłam praktykować.

Tak, więc żyjemy sobie we dwie. Ja i moja przyjaciółka - silna depresja. To znaczy ona żyje, ja oddycham jeszcze. Jest na tyle silna, że silniejsza ode mnie. I naprawdę moje nastroje są nie do okiełznania. Czasem zastanawiam się cóż takiego zrobiłam, że zostałam pokarana taką rodziną. Odpowiedzi nie znajduję. Szkoda słów.

Wczoraj było się na promocji świeżutkiej antologii. Pierwsze niezdrowe podniecenie, pierwsze autografy i blask reflektorów. pff.

poniedziałek, 19 września 2005

ogłoszenia parafialne

zawieszam.

"(...) bo chce, bo życie jest złe"

piątek, 16 września 2005

jak to jest, gdy wchodzisz w moją głowę

Haftuję już codzienną moją trasą. Zwłaszcza, że zmuszona jestem przebywać ją kilka razy dziennie. Tylko głębokie niebieskie oczy Wojtka Olejniczaka rekompensują mi nieco widoki i hamują odruchy wymiotne. Ale już niedługo. Niedługo zaprzestanę zmierzać tą trasą. Co za tym idzie Pana Olejniczaka widywała będę rzadziej, ale myślę, że w tej sprawie możliwości mam sporo i myślę, że jakoś sobie z tym poradzę.

Jestem niekonsekwentna zwłaszcza w kwestiach uczuć. Zakładam sobie coś, obiecuję i nie wytrzymuję wytrwania w tej przysiędze. Chciałabym powiedzieć, że nic na to nie poradzę, ale wiem, że to gówno prawda. Tylko sęk w tym, że chyba nie chcę coś poradzić. Nie żeby taki stan rzeczy odpowiadał mi, tylko... sama już nie wiem. Teraz, chociaż wiem, że nawet, jeśli nadarzyłaby się okazja ku temu to są zdania i pytania, których nie będę miała odwagi wypowiedzieć. Ze strachu przed odpowiedzią. Chyba wolę głupio czekać niż rozczarować się. Choć pewnie efekt i tak będzie taki sam tyle tylko, że bardziej się odwlecze.

Podsumowanie tygodnia i tak w ogóle na podsumowanie mi się wzięło: mam dość głupich ludzi. (co wcale nie znaczy, że ja jestem wielce mądra. tyle tylko, że głupota niektórych powala na nogi i ostro daje po oczach. zwłaszcza jakoś ostatnio.)



--
"jak to jest, gdy wchodzisz w moją głowę? co tutaj jest typowe, z tobą jest od nowa. porównaj to z nami, czarnych słońc milionami. czy warto jest, czy warte to wszystko by czynić upadek? porównaj to z resztą, wybierz drogę najlepszą."


♪♪ Kult - Czarne słońca.mp3


18. września - 12:07
Myślałam, że już mi nie zależy, że spływa to po mnie jak woda po kaczce. Myliłam się. Kolejny raz. Najchętniej rozszarpałabym to wszystko po kolei. Skończyłabym na sobie. Nie mogę znieść tego co dzieje się we mnie. Mam ochotę krzyczeć na całe gardło, drzeć się z całych sił. Uciec gdzieś na koniec świata i zapomnieć o tym wszystkim dookoła. Umrzeć i urodzić się na nowo. Byle jako ktoś inny.

Kurczowo ściskam udo me. Szczypie. Szczypie, bo powinno. Jeszcze nawet za słabo.

środa, 14 września 2005

brak życia w życiu

Wmawiam sobie, że jest mi dobrze. Że mi go nie brakuje, że sama radzę sobie świetnie i w ogóle nie odczuwam potrzeby przytulić czy porozmawiać. Bo nie chcę wciąż być jak ten stary zepsuty kapeć, rozpaczliwie błagać i czekać na przygarnięcie. A później polec gdzieś w kącie i błagać, i czekać znów. Tym razem ja potrzebuję świadomości tego, że jestem potrzebna, że zależy, że to nie na siłę, że ma sens. Bo na razie mam miliony powodów, aby być przekonaną o tym, że jest właśnie na odwrót. Poczekam na odezwę milcząc. Być może nie doczekam się wcale, ale trudno. Przecierpię, przeżyję. Chyba wolę to niż kolejne upokorzenie.

Dnie są monotonne bardzo. Wloką się jeden po drugim, coraz dłuższe i dłuższe. Noce nieprzespane. Wcale niespecjalnie. Co dzień park i deszcz spadających liści, wieczne symfonie natury wygrywane między drzewami, wiatr i niepokój. Nie czuję się dobrze. Nie czuję się źle. Tragicznie, to chyba najodpowiedniejsze słowo. Zapału brak i motywacji. Zwyczajny brak życia w życiu.

I one coś kombinują, widziałam to dziś. Ślepa nie jestem, 3 lat też nie mam. Kombinują i oszukują. Oszukują i siebie nawzajem, i nas. Nas, bo nie mówią wszystkiego. A siebie, bo uważają, że oszukać nas udaje im się precyzyjnie. Ale widać. Nie lubię takich konspiracji, zwłaszcza wśród osób, które uważam za sprzymierzeńców. Ale nic nie szkodzi, przynajmniej teraz wiem, kto, w jakiej lidze gra.


♪♪ Ray Charles - Georgia on my mind.mp3


15. września - 15:06
Jestem potwornie głupia. Głupszej osoby od siebie nie znam. Naiwna też. Szlak jasny teraz mnie trafia. I wzruszam się byle czym. Wciąż tonę w tych własnych piwnych jeziorach porośniętych rzęsą. I oddałabym wszystko za adres apteki, w które sprzedali by mi wodę letejską.

wtorek, 6 września 2005

z bajki innej

"stawałam się
wszystkimi rzeczami
otaczającymi mnie
z których każda
była silniejsza ode mnie..."

Małgorzata Hillar



Brak mnie tu i brak mnie tam. Nie pasuję. Nastroje zmienne. Siedzę na karuzeli i kręcę się. Robię kółka i kółek kółka. Wieczny bal. War-iu-ję. Ni jak zwolnić ani zmienić kolejki. Żadnej pomocy z zewnątrz. Wysiąść? A przecież ta karuzela to moje życie, wysiądę - przerwę je. Zupełnie nie pasuję do tego świata. To nie jest moja bajka. Nie moja rola, ani nie mój świat.

Trochę inaczej wyobrażałam sobie sobotę. Ale nie ważne. Nie po raz pierwszy i pewnie nieostatni rzeczywistość nie sprostała wyobrażeniom. Źle nie było, ale od ideału też daleko. Nie lubię pań w kioskach, które tłumaczą zasady korzystania z łódzkich biletów tak żeby kompletnie nic nie można było zrozumieć. A tramwaje wole te stare, z klimatem, finezją i polotem. Nowoczesność zostawię innym. Nie lubię też plastikowych ławek w pociągach. Położysz się na takiej to później umarł w butach, wszystko poobijane. Tylko nowy nabytek cieszy. I żadnych innych książek z kawiarni nie ukradli, nasze antologie tylko. To jest dopiero desperacja ludzi rządnych kultury.


♪♪ Szymon Wydra - Życie jak poemat.mp3


12. września - 16:07
Bez zmian dodatnich. Za to na niedostatek ujemnych narzekać nie mogę. Napisałam do adminów prośbę (znów) o zmianę bloginu. Bo za długi, bo nie pasi. Jeśli dobrze pójdzie za parę dni znaleźć mnie będzie można tam.

czwartek, 1 września 2005

między ciszą a ciszą

Dla odmiany niedobrze mi się robi, kiedy myślę o tym wszystkim. Nie rozdrabniając się na poszczególne fakty i sytuacje z mojego życia, o ogólnej egzystencji mówiąc. A, że ostatnio rzadko myślę, więc... W ogóle nie czuję potrzeby ani braku, a jeśli już mnie nachodzi od razu uwalniam się od niej pod wpływem tych wszystkich sytuacji, które miały miejsce. Czuję zupełną pustkę. Jakby ktoś nagle wyprał mój umysł ze wszystkich informacji. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Czasem myślę też cieplej. I to dość rzadko. Ale nie o sobie, co to, to nie. Bo nie pozwalam sobie tak myśleć. Zwyczajnie nie wolno mi, oj nie. Najgorsze są popołudnia, kiedy nie ma się, co zrobić z palcami i z głową. Układa się ją wtedy na poduszce, ręce lądują na kocu i w ten sposób ten czas znika we śnie. A wtedy noce to już zarwane, kiedy za dnia wyrobi się normę. Czyta się też denne książki, haftuje dla odmiany. Z rana w formie hardcore, z wieczora bardziej lajtowo.

Został mi miesiąc "wakacji" i niecały miesiąc praktyk, czyli na jedno wyjdzie. Sądzę, że zaczynam mieć już dość wstawania o świcie, chociaż to wcale nie jest jeszcze takie najgorsze. A co niby jest? Rutyna, monotonia i Wielka Nuuuda, ot co! (noo może ewentualnie jeżdżenie windą z góry na dół można zaliczyć jeszcze do atrakcji tego lata)


--
że co, proszę? że blog ma rok, cudem jakimś.


♪♪ COMA - Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków.mp3

niedziela, 28 sierpnia 2005

obłędy

Jestem wariatką. Odczuwam wszystko ze zdwojoną siłą. Ociekam uczuciami i emocjami jak dojrzały owoc sokiem. Chciałabym raz na zawsze wycisnąć z siebie wszystko. Nie przeżywać tego wszystkiego w koło macieju. Wziąć głęboki oddech. Taki żeby wystarczył, żeby nie trzeba odczuwać potrzeby posiadania drugiego na szyi i karku... Uwolnić się. Bo ból mnie przerasta. Bo ból mnie osacza.


---
a w najbliższą sobotę przedłożę chyba "Turniej jednego wiersza" w Łodzi nad sieradzki koncert myslovitz. chociaż ciężko zrezygnować z jakiejkolwiek z tych rzeczy. no nic.


§ Pia Mellody - "Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić."


29. sierpnia - 14:15
Rozłożona jestem na czynniki pierwsze. Rozładowana. Plątam się z kąta w kąt. Miejsca ani czasu nie odnajduję. Na myśli, uczucia i siebie. Skupić uwagi nie potrafię na niczym. Uciekłabym najchętniej. Uciekła od siebie hen. Siedzę. Siedzę i myślę jakby tu myśleć najmniej.

czwartek, 25 sierpnia 2005

obok gdzieś

Rano myślę i w południe, z wieczora czekam na nie wiadomo, co. Na znak. I na czekaniu zwykle się kończy. Parę słów i pocałunków, i tak na przemian. Huśtawka uczuć i sytuacji. Jestem piłeczką pingpongową. Kręci mi się w głowie. Siadam. Stoję. Leżę. Miejsca ani słów nie odnajduję. Podupadam. I choć naprawdę tętni we mnie życie to nie tu. To tam tam. Tam gdzie... Bo tu brak.

Kubki. Masa kubków. Mocna herbata. Powidła śliwkowe i strzelanie ludziom w autobusie fleszem z aparatu po oczach. Nieprzespane noce. Mnóstwo nieprzespanych nocy. Zapłakane dnie. Litry zapłakanych dni. Wiele niewiadomych. Głupia cisza i jeszcze głupsza nadzieja. Miliony pytań kłębiące się w głowie i brak odpowiedzi. Marzeń się boję i swych uczuć głębszych też. Nie lubię sierpnia. Nie lubię od lat dwóch i rosołem gardzę też. I że jestem z MOPS'u - to widać. Jestem z MOPS'u - to słychać. Jestem z MOPS'u - to widać, słychać i czuć.



--
"w zagubionej przestrzeni trwam cały świat płynie obok gdzieś."

wtorek, 23 sierpnia 2005

"a my... z wiecznego niepokoju"

Wczoraj myślałam, że leję zupełnie na wszystko. Dziś kurtyna opadła. Spektakl się skończył i przyszła rzeczywistość. Nie umiem okłamywać siebie samej a najtrudniej jest mi kontrolować swoje emocje. Tabliczkę czekolady żeby nie zjeść mogę nie kupić lub wyrzucić jak już ją mam, mogę też zwymiotować już zjedzoną. Z uczuciami tak się nie da. Czuję się zupełnie nieswojo. Nie mogę tego ogarnąć. Czasem się uśmiecham, bo jest we mnie pełno wiary i nadziei. Czasem siedzę i tak po prostu zaczynam płakać, że ciężko mi przestać. Bo jest we mnie pełno bezsilności i żalu. Czuje jakby mnie nie było. Czasem tylko sprawdzam czy w moich żyłach nadal krąży krew. Za każdym razem z żalem uznaję, że ona wciąż tam jest. Że uparcie drążą korytarze w środku tego, co ze mnie zostało.

Staram się nie myśleć. Opatulam się w koce i przypominam sobie o wszystkich nieprzeczytanych książkach. Namiętnie ściągam filmy na eMule. Nie oglądam ich. Nie umiem skupić na nich uwagi. Obserwuję. Walę stemplami w papiery.

Jest trochę drobiazgów, które mi się nie kleją. Niuansów niezrozumianych przez mnie. Może to tylko różnice w odbieraniu wszystkiego i moja podejrzliwość płata mi figle. A może nie. Analizowanie wszystkiego ma też sporo zalet. Jedną z nich jest zdrowy rozsądek, który czasem budzi się, ziewa mi w głowie i podpowiada, co nieco. Tak czy siak trzeba nastawić szeroko oczy i uszy.

niedziela, 21 sierpnia 2005

no reason to get excited

Czasami zastanawiam się czy to wszystko ma sens. Z reguły odpowiedzi brak. Dekoncetruje to bardzo mój stan umysłu.

I wcale nie jest dobrze. Czuję, że już ostanimi siłami trzymam się swojego toru, albo nawet, że ktoś już wypchnął mnie z mojego maratonu. Zupełnie nie wiem co zrobić. Opuścić sobie ten bieg czy próbować znów? Boję się, że szanse na wygraną są coraz mniejsze, a energia, którą włożę w to aby osiągnąć cel już nigdy nie zostanie zregenerowana. Boje się, że umrę za życia.

Nie potrafię pojąć, dlaczego to takie trudne. Pierwszy raz od dwóch lat czuję, że naprawdę żyję, umierając jednocześnie. To wszystko dzieje się poza mną. Gdzieś z boku. Każda próba wpłynięcia na sytuacje przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Chyba porwałam się z motyką na słońce. Za bardzo chciałam, za bardzo chcę. Teraz bardzo, ale to bardzo chciałabym przestać być. Od tak, po prostu.


♪♪ zupełne nieopisanie
- bo jest tyle piosenek, które chciałabym zagrać. żadna nie opisze tego co czuję.

sobota, 20 sierpnia 2005

maraton życia

Czasami odnoszę wrażenie, że ze strachu przed porażką gotowa byłabym uciec przed rozpoczęciem się sztafety. W niektórych sytuacjach takie wyjście nie jest złe. Gdy masz na sobie szpilki zamiast butów sportowych lepiej zrezygnować z takiego biegu niż ryzykować życie. Ale jeśli ryzyko odnosi się tylko (albo aż) do utraconej szansy i stosu wylanych żali. Czy warto ryzykować? Z pełną świadomością dwóch rozwiązań sytuacji. A może lepiej uniknąć porażki, ale tym samym jednocześnie rezygnując z szansy wygranej? Tak, wiem. Strasznie bredzę. Ale na razie chyba zacznę swój bieg. W końcu w każdej chwili można zwolnić, cofnąć się lub całkowicie wycofać. Nieprawdaż?

Sprawa z praktykami się chyba wyjaśniła. Ale naprawdę nie mogę niczego wiedzieć do końca. Matka moja nieźle zagrabiła i to nie tylko mnie. W piątek dygałyśmy po mieście i innych pipidówkach roznosząc decyzje. Po powrocie do domu nie bolały mnie tylko te części ciała, których nie miałam. A godzina spędzona w wannie pozwoliła urodzić się na nowo.

Teraz jakoś inaczej to traktuję. Osobiście bardziej. Prywatnie i mojo. Puchaty zeszyt w kratkę chłodnie wszystko, co pomyślę lub poczuję. Nie klawiatura. Obowiązuje pełna paleta emocji i odczuć.


♪♪ Piotr Rogucki - A my.mp3

środa, 17 sierpnia 2005

ehe ehe

Ehe. Ehe. Bo wciąż niezdrowa. Myślałam, że gorzej już nie trafimy niż do siedzenia bezczynnie i gapienia się w ściany. Jakże się myliłam! Tym razem przydzielono nas do mycia okien! Tak właśnie, do my-cia o-kien. W takim oto kontekście nasuwa mi się pytanie, po jaką cholerę ja studiuje, i po jaką cholerę są te praktyki... No i co ja niby mam wpisać w dzienniczek? Przed dwa pierwsze tygodnie umierałam z nudów przed komputerem, później nauczono mnie myć okna. Skakałam po parapetach, po drabinie, która lewo, co trzymała się kupy, telepiąc się na lewo i prawo. Przy tych jakże pożytecznych pracach dusiłam się od zapachu świeżej farby olejnej. Bo astma moja i alergia protestować z letka zaczęły. A i zapomniałabym o rozdartych spodniach, które również widocznie wpisały się w plan praktyk. Naprawdę pożytecznie spędziłam ten czas.

A tak z innej beczki. Płaci się za neostradę 128 ma się 512. Burdel w tepsie. Dobra nasza.

Czuję dziwne w piersiach kłucie. Nie wspomnę o wszystkich moich lękach. Bo przecież ile można? Przed snem już nie marzę. Czasami tylko o zimie, nie wiedzieć, czemu. Przykładam głowę do poduszki i bronię się przed własną wyobraźnią. Żeby nie zapeszyć. Żeby nie zapeszyć. Staram się nie przeżywać, nie ekscytować, nie emocjonować. Bo jeszcze lepiej nie. Bo lepiej nie obiecywać sobie złotych gór. Staram się opamiętywać. Pośpiesznie robię cokolwiek. Udaję, że w sumie to nic się we mnie nie dzieje. Że jest po staremu. Bezpłciowo i głucho. Nie zawsze się udaje.


--
Dawno już nie chodziłam tak nerwowo po domu. Dawno już żołądek nie podchodził mi do gardła. Widok uda lewego zrekompensował nerwy na minut pięć. Nie więcej. Teraz drżę. Teraz naprawdę pragnę uciec. Tylko gdzie...?


♪♪ Coma - Piosenka pisana nocą.mp3

poniedziałek, 15 sierpnia 2005

a niebo znów na głowę spada mi

Mam w sobie dziwny strach. Być może bezpodstawny, być może nie. Tak jakby każda minuta milcząca miałaby oznaczać, że ciągu dalszego nie będzie. To bardzo męczy. Zwłaszcza mnie samą. W głowie mam jedną wielką gonitwę myśli i nikt mi nie powie, że wystarczy uwierzyć. Z tym u mnie też trochę na bakier. Nie, że nie chcę. Chcę, nawet może za bardzo. Tylko ten paraliżująco – miażdżący strach powala mnie. Cha-os.

Wciąż wydostające się ze mnie dźwięki znacznie odbiegają od normy. Ja już nawet nie zwracam na nie uwagi. Zadręczam się czymś zupełnie innym. Katuję myśli. Albo to raczej one katują mnie. A do kosmetyczki w życiu nie pójdę. Twarz moja po takiej wizycie wygląda sto razy gorzej niż wcześniej! o.

Już teraz spokojniej w głowie. Już dziś natenczas sztorm ustał. Na razie. Póki, co.


♪♪ Hey - List.mp3


16. sierpnia 2005 - 18:50
Odmawiam sobie odmawiania czekania. Czas pokaże na ile czasu.

sobota, 13 sierpnia 2005

nic dodać, nic ująć

A wpadła dyrekcja do pokoiku praktyk i spytała, czego my się tu uczymy. A my miały im odpowiedzieć? Że niczego, bo do niczego dopuścić nas nie chcą. No nie bardzo. Wiec my milczały jak takie dwie kutwy. To jest potworne, bo w końcu nie po to tak przychodzę żeby gapić się przed siebie. Dopiero w piątek pokazano nam co nieco. (lepij późno niż wcale) Bo jak to określiła kierowniczka: "spędziłybyście 2 tygodnie w jednym dziale i nie wiedziały co się w nim robi". Ano nie wiedziały, a przepraszam czyja to byłaby wina? Tak, więc opowiedziała, co nieco w skrócie, po czym dodała, że robota jest nudna, męcząca i ogólnie do dupy. No może trochę inaczej to sformułowała. To zachęta miała być dla nas? Naprawdę całkiem specyficzna, nie ma, co! A informatyk jest strasznie dziwny. Nachalny bardzo. Mam dość wszystkich jego seksistowskich uwag, spojrzeń i podtekstów. Dla wszystkich praktykantów, bez wyjątku. Nawet dla tych płci męskiej. I jak się wypachni to czuć na kilometr, że w gardło gryzie. O, i w piątek przytrzasnęli mi tam paluszek i gage mam teraz.

Może to rekompensata od losu. Jakaś forma prezentu. Sama nie wiem, ale zbieżność dat i rozbieżność przeżywanych przeze mnie emocji zadziwia mnie. Nie chcę tak tego stawiać na ostrzu noża. Zbyt duży obowiązek na czymś, na co mój wpływ jest ograniczony. (W życiu nigdy nie chcę nic cofać. To taka refleksja po obejrzeniu jednego z seriali na telewizyjnej dwójce.)

Kolejna trauma na całe życie. A przynajmniej na kilka następnych dni. U kosmetyczki spotkałam babkę od angielskiego. Rok cały zajęło nam zastanawianie się nad odpowiedzią na pytanie, czy ona jest aż taka głupia czy tylko udaje? A po wyjściu z gabinetu miałam twarz jakbym przeżyła bliskie spotkanie trzeciego stopnia... ze ścianą. pff.

No i niech mi ktoś odpowie na pytanie, skąd u mnie ta pijacka chrypka, no skąd...?



--
jestem prostym pytaniem. jesteś na nie odpowiedzią.

wtorek, 9 sierpnia 2005

odragniam nieodgadnione

Błogo jest. Ze wszystkich sił staram się ogarnąć to rozumem. Odragniam nieodgadnione. Przynajmniej próbuję. Rezultaty są różne. Być może nie o to tu chodzi. Może nie trzeba rozumieć, być może wystarczy czuć. Ale pomimo wszystko analizuję każdy najdrobniejszy fragment całości. Każdy szczegół poddaję przeróbce wtórnej. Tak jakoś automatycznie. Jakby nie było wiem jedno, jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Milion dwieście razy próbowałam wyobrazić sobie jak to będzie i jak być powinno. I nic co było w moich wyobrażeniach nie jest takie jak w rzeczywistości. Jest stokroć lepsze. Tak, lepsze. Przynajmniej na razie. A dalej, dalej niech się dzieje co chce. Co dziać się ma.

A teraz? Teraz siedzę na praktykach, grzeję tyłkiem stołek i zbijam bąki. Jeszcze ten tydzień. W następnym mamy ponoć wybrać się na warsztaty. Swoją drogą nie wiem co gorsze. Siedzenie tu z naszą przyjaciółką nudą czy zajmowanie się niepełnosprawnymi na warsztatach. Nie żebym coś, ale zwyczajnie jestem przerażona takim zajęciem. No cóż... i w tym wypadku muszę powiedzieć niech się dzieje co chce!

Mam adoratora! Bardzo specyficznego, ale przecież człowiek uczy się przez całe życie. Mój Romeo ma cztery łapy i dziś już drugi dzień z rzędu zaczepił mnie na ulicy w trakcie drogi na praktyki. Wczoraj pokładał mi się na bucie i wkładał łapki pod spodnie. Dziś nie był już taki bezpośredni. Może się zdradził po tym jak wczoraj nie odwzajemniłam jego amorów? No cóż... W każdym razie kumpel bury - fajny pies!


--
sieradz miastem akcji i atrakcji! (nawet nie czuję jak rymuję) W nocy dzisiejszej świr jakiś latał po ulicach z nożem i na golasa. chciał ludzi pozarzynać i wymachiwał nożem rysując nim samochody. generalnie genialnie! dostał od policji razy cztery z broni a i tak w karetce rzucał się na lekarzy. ponoć upity i naćpany był. yhh. gdyby głupota miała skrzydła niektórzy ludzie nigdy nie dotykaliby stopami ziemi... [info]

sobota, 6 sierpnia 2005

n-ie

Środa była ciągiem dalszym przepisywania z pustego w próżne, czwartek dniem żenady całkowitej. Piątek z resztą tak samo. No przepraszam, może jestem kopnięta, ale jeśli już pofatygowałam się na praktyki to naprawdę chciałabym je odbyć. A tymczasem czuję, że dla nich wszystkich to, że my musimy tak przychodzić to tysiąc razy większego zło konieczne niż dla nas. Najchętniej pozamykaliby nas w jakiś dziurach byleby tylko nie wadzić otoczeniu. A już na pewno nie pozwolą nam zająć się czymś. Przecież nuda w robocie jest taka trendy!

Wcale nie myślę o tym tak dużo. Mniej więcej sześćdziesiąt razy na minutę. Tworzę niestworzone historię. Opamiętuję się tylko w chwilach zapomnienia. Na przykład w piątek. Momentami, na letnim kinie w amfiteatrze. Ale tylko czasem. Bo czasem przydałby się podmiot myśli moich. A nawet czasem trochę częściej niż czasem. Zdecydowanie trochę bardzo. Za dużo myślę, zdecydowanie za dużo.


--
jestem z siebie niezmiernie duma. w czwartek wieczorem, po ciężkim boju trwającym niespełna godziny 4 pokonałam wirusów ponad 40. w komputerze ma się rozumieć, nie w organizmie. po tej przygodzie prawdę powiem jedną NIE, czyli NIE dla IE. pff.

wtorek, 2 sierpnia 2005

dzień drugi

Praktyki - dzień drugi. Wciąż czuję ten okropny zapach kapusty ze stołówki na dole. Przepisywanie z pustego w próżne w warunkach kiepskich raczej nie jest tym, o czym marzę na wakacje. Dostałam zeszyt służbowy (łał), ale długopis mam prywatny. Nie pogadasz. A chadzam tam na piechotę, co by na biletach zaoszczędzić. Ale cicho.

Tak na siłę odcinam się od tego. Wszystkimi nożyczkami, które mi dostępne w głowie. Nie lubię tej operacji, bo nie tego pragnę. Chciałabym wsiąknąć w to jak woda w gąbkę. Może jeszcze nie czas. Może muszę się upewnić. Może.


♪♪ Coma - Leszek Żukowski.mp3

poniedziałek, 1 sierpnia 2005

imagination

Pierwszy dzień praktyk minął bezboleśnie. Jeszcze do końca nie wiem ja to wszystko będzie wyglądało, ale mam nadzieję, że nie taki diabeł straszny... Chociaż ruda z dziekanatu jak zwykle namieszała i teraz trzeba szukać rozwiązania. Tak czy siak kierowca autobusu z daleka wyglądał na nowego. A "Szalone życie Rudolfa" powala ze śmiechu.

Teraz już nie nastawiam się na happy end. Wieczorami wymyślam sobie chłopców z plasteliny, tak na własne potrzeby. Są bardzo wygodni. Mieszczą się w przestrzeni mojej głowy, nie wychodzą poza wszelkie ramy czy normy społeczno-kulturalne. Mają wyuczone przeze mnie nawyki i nigdy nie odmówią zaklejenia kolejnej pustej przestrzeni. Jakie to proste. Wystarczy tylko stworzyć sobie sztuczny świat w wyobraźni.


♪♪ Dave Matthews Band - Everyday.mp3

sobota, 30 lipca 2005

bez

Liczę bąble na skórze po komarach i uczę się wytrzymywać bez. Uczę się obywać. Bez myślenia i bez powietrza, bez jedzenia, i bez... To taka modlitwa.

Ciężko ciężko mi. Głowa opada na lewo, na lewo głowa ta. Już nie zależy i na kształcie włosów ułożonych po umyciu, ani na wszystkich kurzących się wokół literach. Bo ja tak kocham litery. I już nie czekam, pośpiesznie robię cokolwiek. Patrzę w niebo, na deszcze. Bo lubię deszczem być - mam nieskończenie wiele rąk.

Się bo-ję. Stach mnie przeszywa. Że jutro będzie ponure, jak dziś. Że jutro będzie samotne, ja dziś. Że jutra nie bę-dzię... A dziś. Dziś dzień jakiś wypluty. Z wolna zatapia się powoli w kałużach...



---
miałam dziś wywiad. nie lubię takich akcji. nie jestem medialna. tym razem to tylko do pracy magisterskiej. jest dziewczyna, która na temat pracy wybrała sobie poetów. jak to dumnie brzmi po-e-tów. szkoda tylko, że za poetkę się nie uważam. za artystkę tym bardziej niet.


♪♪ Hey - Tak czy inaczej.mp3

czwartek, 28 lipca 2005

"(...) a ja za dużo widzę zbyt mocno czuję"

Wczoraj w nocy, przed snem miałam więcej energii. Teraz jakoś ulotniła się. Pomimo wszystko śmieję się, na złość wszystkiemu. Wcale nie dlatego, że jestem szczęśliwa. Zwyczajnie boję się zacząć płakać. Nie mogę zacząć płakać. Zdaje mi się, że zobaczyłam wczoraj więcej niż przez całe moje życie. Jakby wyjść z siebie i popatrzeć na własny obraz z boku. Zobaczyć, jakie to żałosne, jaka ja byłam i jestem żałosna. Ja mam marzenia, mam zainteresowania... nie wszyscy je mają. Znów dostałam od życia z laćka. Prosto w gębę. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Tylko tym razem chce oddać! Nie wiem, po co ani dlaczego. Po prostu chcę. Może tylko, dlatego, że nie znoszę przegrywać, a w tej grze mam tylko jedno życie. Napis GAME OVER odstrasza. Ja naprawdę chciałabym zrobić coś jeszcze w tym życiu. Poczuć, że jestem coś warta, potrzebna... Chciałabym wydać ten cholerny tomik, a może i milion tomików. Chciałabym nauczyć się jeździć konno, chcę polatać balonem (...) chcę uwierzyć... w cokolwiek. Chciałabym chcieć. Tylko cholernie się boję. Bo ta potworna samotność też żyje, razem ze mną.

Jest tylko jeden mały drobiazg. Żałuję tego, że nie mam wśród sobie ludzi. Że nie mam przyjaciół. Że całe moje towarzystwo to dwie, trzy osoby. Że w takiej chwili nie mogę liczyć na dodatkowy "zastrzyk" energii od otoczenia. Naprawdę bardzo chciałabym pogadać z kimś. Niekoniecznie o tym, jakie to życie jest okrutne i beznadziejne, i że wszyscy doskonale rozumiem, co ja czuję. Gówno prawda, nic nie wiedzą i nie wymagam tego, żeby wiedzieli. Po prostu chciałabym tylko znaleźć siłę... chciałabym ją znajdować. Sama nie wiem, po co. Może zwyczajnie pomimo wszystko i na złość wszystkiemu.


--
+bonus


♪♪ E. Bartosiewicz - Jenny.mp3


13:26
Czuję jak moja cała siła, która urodziła się tak nagle obumiera po trochu. Nie wiem jaka jest tego przyczyna. Pojęcia nie mam co robić dalej. Tak strasznie się boję. Potworem jestem, potworem.

poniedziałek, 25 lipca 2005

że zmiennie

Nie mogło być cudownie. Nie było takiej opcji w ogóle. Już w czwartek wieczorem złapało mnie coś mocno i wyciskało łzy z oczu przed snem. W pewnym stopniu sama jestem sobie winna. Nie powinnam się interesować, pytać. Nie powinnam też wyobrażać sobie nie wiadomo, czego. Znów. Trzymało mnie przez noc całą. Turlało po łóżku, nie pozwoliło zasnąć i ochłonąć. Rano zamieniło się w stan permanentnego zdenerwowania i wciąż sączyło się z łzami oczu. Zdenerwowanie minęło, ucisk na gałki oczne pozostał. Trzymał aż do wczoraj. Ale wczoraj. Tak, dobra niedziela potrafi całkowicie odmienić bieg wydarzeń. Tylko, że po każdej dobrej niedzieli nadchodzi poniedziałek, który niekoniecznie jest mile widziany. Teraz pozostaje mi czekać. Czekać, tęsknić i bać się jak nigdy życiu. To strasznie niewygodne uczucie, ale chyba nieuniknione. Zupełnie zdezorientowana jestem i naprawdę nie wiem jak przeczekam najbliższy tydzień. Tak, właśnie prze-cze-kam. Ten tydzień i każdy następny. Bo tylko one wyjaśnią mi wszystko. Dopiszą ciąg dalszy lub utną historię w zarodku. A mnie Proszę Państwa został tydzień wakacji. Czy to tydzień, czy tylko to już zostawiam do oceny własnej każdego z czytaczy.

Poszłam na "Madagaskar". Sama nie wiem dlaczego. Chyba tylko dlatego, że nie musiałam decydować. Ktoś zdecydował za mnie, a to bardzo wygodne. Jedna decyzja do podjęcia mniej. Film jak najbardziej zły nie był, ale przereklamowany na pewno.



--
"wiedz miły, że jest nas dwie (...) jedna, w nieśmiałości swej, rzęsami dotyka stóp, druga śmiało sięga do twych ust."


♪♪ Hey - Piękna pani z czółenkiem.mp3


18:30
To jest bardzo chyba głupie, idiotyczne wręcz może, jak uśmiecham się do monitora.

środa, 20 lipca 2005

i cóż, że ze szwecji

Uprawiam spacerologię szeroko pojętą. Leżenie na przystankowej ławce przypomina trochę plażę. Włosy tak samo rozwiewa wiatr, słychać też szum. Jak zamkniesz oczy można wmówić sobie, że to morze, a nie samochody. Tylko deski tak nienaturalnie kłują w plecy i głowę, a jak wstaniesz boli kręgosłup. I ludzie patrzą się nienaturalnie. Że niby na ławce leży a trzeźwa! Szok.

Przyzwyczaiłam się do nauki. Uczę się trudnych zwrotów. Powtarzam je bez ustanku żeby nie zapomnieć. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji. Myślę o łikendzie. Tym, co był i tym, co będzie. Jeśli będzie to mógłby być takie jak chcę. Nie lubię planów, bo zwykle życie układa je samo. Inaczej niż bym chciała. Pomimo wszystko - planuję. Później opamiętuję się, przychodzi mi na myśl, że to znów są tylko marzenia i robi mi się niedobrze. A może to po tej pizzy...?

A jednak jadę w piątek do łódzkiego kina. Wszystko byłby cacy gdyby nie to, że mam do wyboru dwa filmy ("Madagaskar" i "Grę wstępną") i pojęcia nie mam, który wybrać. Czytam opisy, recenzje i co się da, i czym więcej rozczytuje się w tym wszystkim, tym mniej wiem i czuje się coraz głupsza. Pomocy!


--
a wczoraj już dwa razy leciała mi krew z nosa, dziś już tylko raz! elegancko.


♪♪ Farben Lehre - Kwiaty świata.mp3


21 lipca 2005; 20:24
Moja ciekawość wpędzi mnie kiedyś na dno! Co ja gadam...? Ona już to robi. Sukcesywnie, cierpliwie i skutecznie pogrąża mnie. Nie powinnam zadawać ludziom pytań natury osobistej licząc na to, że im również świat pieprzy się jak mnie. Nie powinnam. Nie wszyscy są takimi beznadziejnymi przypadkami jak ja.

sobota, 16 lipca 2005

imieninowo

Żyję na tym świecie już lat 20 i nadal nie wiem, co świętuje się w imieniny. Ale co by to nie było to właśnie na dzisiaj przypadają moje. Imienia mego próżno szukać w kalendarzach, ale jak ktoś wyrwały to może gdzieś dorwie.

A tak poza tym to leżę na łóżku i wgapiam się w sufit z uwagą większą niż swego czasu, na co niektóre notatki. Czytam zaległe książki, pożyczam od kuzynów i oglądam filmy na DVD. Słowem mówiąc nudzę się jak mops. Wiatr rozwiewa mi firankę po całym pokoju, a ja mówię, że mam to gdzieś. Że lubię nawet przeciągi i może gwizdać mocniej, jeśli tylko chce. Komputera mam po dziurki w nosie, tylko wieczory są zarezerwowane na różne pogawędki na gg. Że mam wakacje, jeszcze przez całe dwa tygodnie. Poszaleje, nie? /sama nie wierze w to co piszę./

Obiecuję już nigdy więcej nie będę spacerowała po domu na bosaka w nocy i spoglądać pod nogi będę. Naprawdę naprawdę! Bo przypadkiem rozdeptałam stopą chrabąszcza. Jakaś dziwna maź na mojej stopie a w nią wkomponowane jajeczka w liczbie dużej. Na podłodze rozbabrany chrabąszcz. Obrzydlistwo. FUUUJ!

I pragnę zauważyć, że jeżdżę w pięciu autobusach na raz. Tak właśnie, na raz. I nie tyle, co ja, ale co dzieło moje w liczbie pięć wklejone na szyby zupełnie przypadkowych autobusów linii miejskich pod jakże charakterystycznym hasłem "Wakacje z wierszem". Przyjemnego podróżowania bez torsji i innych przygód z przewodem pokarmowym w roli głównej życzy MPK.

niedziela, 10 lipca 2005

finito

Kuniec i bomba! Co prawda został jeszcze jeden wpis, ale to tylko formalność. Zwyczajne przepisanie oceny z indeksu do karty, której jeszcze nie było podczas zaliczenia. No i co gorsze wpłynięcie na Wielce Szanowny Rektorat o wypisanie jakiegoś zaświadczenia anulującego tej jeden nieszczęsny punkt za przedmiot, z którego nie ma oceny. Ale tutaj już nie odpuszczę, jeśli trzeba będzie napiszę do samego prezydenta RP! W końcu od tego zależy moje być albo nie być. Albo raczej moja średnia i ewentualne stypendium naukowe.

Kuniec może być też mniej pozytywny w zależności od tego czego dotyczy. Tutaj bardziej o kuzynce, którą dziś odwiedziłam niż o mnie. Zupełnie nie wiedziałam co jej powiedzieć. Przypomniało mi się siebie sprzed dwóch lat. Jedyne, co mogłam zrobić to przytulić i otrzeć łzy. Minie, zawsze z czasem mija, ale zanim minie to wydrze z człowieka tyle siły ile się tylko da. Ja już to wiem, ona już też. Nie pierwszy z resztą raz.

Jeśli wszystko pójdzie jak trza to piątkowy wieczór spędzę w łódzkim kinie. I naprawdę nie ważne, na jakim filmie. Dla mnie wyjazd z mojego zapyziałego Sieradzewa to takiego przybytku jak kino i to jeszcze w dużym mieście Łódź jest niczym atrakcyjna wycieczka egzotyczna! No dobrze... może troszkę przesadziłam. Ale tak tyci tyci. I już jutro z rana zasuwamy do MOPS'u na umówienie sie na potwierdzenie. A zielona galaretka jest fajna. Naprawdę naprawdę!

11 lipca 2005; 20:11
No i kupa. Kina w piątek nie będzie. Być może w przyszłym tygodniu. Być może. Może, być może.

sobota, 9 lipca 2005

nic

Strasznie dziwny ten tydzień. Taki niczyj i pusty. Obijanie się z kąta w kąt. Ciągła nauka, która wbrew pozorom nie jest taka straszna pod warunkiem, że w pobliżu nie ma rodzicielki. Bo jeśli jest to już zupełnie inna historia. Myślenie o dziurze ozonowej, o potrzebie człowieka i o tym, że strasznie ciężko kłaść się spać ze świadomością, że nie ma się o kim pomyśleć ani nikt nie myśli w tej chwili o mnie. Tak, właśnie tak, to znaczy, że się nudzę. Pewnie nie po raz ostatni podczas tego lata.

Oficjalnie już został egzamin jeden. (jutro!!) I o jeden za dużo. Dziś nawet przyśnił mi się, więc dla dobra narodu i własnego postanowiłam powtórzyć materiał. Nie będzie to odkrywcze, jeśli powiem, że się boję. pff. A gdyby te paskudne chrabąszcze znały mój język, to zastosowałyby się do mojego zdenerwowanego aczkolwiek stanowczego "no spadaj, nooo...". Tak, to trochę z kontekstu wyjęte. A ta rozmowa to mogłaby się wcale nie odbyć. Bo jakaś taka wymuszona z letka. To też trochę nie w temacie.

Chwilo planuje swoją makabryczną przyszłość. W życiu nie miałam tak daleko idących planów. A to wcale nie wprawia mnie w sielankowy nastrój.


♪♪ Hey - Fotografia.mp3

niedziela, 3 lipca 2005

szklany człowiek

Kuję się, bo muszę, bo nawet tak lepiej gdy głowę mam zajętą. Skorzystałam z szansy i propozycji, którą dał mi P. i kolejna porażka. Nie wiem czego ja się spodziewałam, jak w ogóle mogłam czegokolwiek się podziewać. Raczej nie opowiem mu o szczegółach, nie ma się w czym rozgadywać. On chyba bardziej wierzy we mnie niż ja sama, bardziej niż warte są moje wszystkie możliwości. I kto tu jest naiwny. Phi.

Zupełnie nieświadomie uczę się na zabój. Ale to już było. Zupełnie nieświadomie ściągam dołujące piosenki, wsłuchuje się w szum wiatraka komputerowego nie zwracając uwagi na całą resztą, zasłaniam okna w pokoju, parzę wściekle mocną kawę. Chodzę spać grubo po północy i wstaje ze świtem. Czekam, choć sama nie wiem na co. I co dzień kiedy nic się nie dzieje, a moje zapotrzebowanie na zmiany na lepsze nie zostaje zaspokojone, więc w zamian za to przychodzi rozczarowanie.

Generalnie cały weekend spędzony na niczym. Na nauce, przytulaniu się do stosu zeszytów i zakreślaczy, czytaniu i przerabianiu z polskiego na nasze. Skracanie, spłycanie, zapamiętywanie. Słowem, prawem na lewo!



--
"bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart, a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart i zapominać chcę tak często jak się da, że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart"


♪♪ Renata Przemyk - Własny pokój.mp3

czwartek, 30 czerwca 2005

komplikacje

Obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Nie jest. Historia znów się powtarza, a ja nie mam siły ani ochoty przechodzić przez to ponownie. Dalej umawia się i nie przychodzi, dalej zachowuję się jak duże dziecko. Naprawdę nie opowiada mi taki plan taryfowy. Niestety nie dorósł przez ten rok wcale. Kompletnie nie wiem, co robić i mam nadzieje, że czas sam przyniesie odpowiednie rozwiązanie. Słowem, łudzę się, że wszystko samo się jakoś załatwi.

We wtorek wieczorem znów poszłam bylegdzie. Byle najdalej od domu. Od ludzi, od wścibskich pytań "co, jak, kiedy i dlaczego?", od podejrzliwych spojrzeń, a może nawet i od siebie. Sen jakoś ukojenie nie przynosi, zwłaszcza, gdy się nie sypia. A się nie sypia za dobrze, się przewraca z boku na bok, się miota w te i z powrotem. A teraz ręce szczypią. Zawsze szczypią i zawsze szczypać przestają.

Poszłyśmy z G. na to ognisko do skansenu. Drętwo jakoś strasznie było. Ale zanim tam dotarłyśmy los nieszczęśliwy chciał, że trafiłyśmy na pannę N. jeszcze z czasów liceum. Normalnie trauma na cały dzień. Długo będę pamiętała jej wdzięczenie po moim pytaniu, jaką średnią miałaś. Jej odpowiedź pełną dumy i nadętości "no wysoką, no... cztery, cztery" i później jej minę po moim skromnym cztery, siedem w semestrze I, bo II wciąż się wlecze. A niech ją gęś kopnie, do tej pory nikt mnie tak ani wcześniej ani później nie wykorzystywał do swoich celów jedynie. No, ale do ogniska wracając. Jak już wspomniałam drętwo było. Babuleczki dorwały się do gitary i piały jak w kościele na mszy. A ja mądra bardzo poszłam cichaczem sfotografować co nieco, za co z resztą później dostałam opieprz. Ale zdjęcia są! ha.

Coś ze mną nie tak. Fakt niezaprzeczalny to jest. Zbyt dużo nie po mojej myśli. Może dlatego, że zamiast od razu czytać książki wolę je wpierw powąchać. Albo dlatego, że zaczynam dzień od 20 brzuszków, a nie jak Doda Elektroda od 200. Swoją drogą jakoś nie wierzę żeby ona kończyła go też na kolejnych 200, a ja jakoś żegnam się z dniem kolejnymi 20. Czy może dlatego, że nałogowo myje zęby a moim ulubionym bohaterem dnia codziennego jest miś pluszowy, mimo moich nie-nastu już lat? Doprawdy nie wiem, w czym tkwi szczegół, więc chyba z przezorności czepiam się wszystkiego po kolei.


♪♪ Hey - Cudzoziemka w raju kobiet.mp3


1 lipca 2005, 14.11
Jeszcze nie zdążyłyśmy ochłonąć po wczorajszej traumie związanej ze spotkaniem z panną N., a tu dziś znów ją spotkałyśmy. Jak się zapytowywyje czy to może swego rozdzaju nowoczesna pokuta? Bo jak to inaczej wytłumaczyć...?

wtorek, 28 czerwca 2005

aż strach się bać

Nie mam już siły przeżywać tego wszystkiego w sobie. Takie moje małe tsunami. Nawracająca fala złudzeń i żalu. Czuję się jak guma do żucia. Przeżuta i wypluta. Wciąż się boję. Myśleć i nie myśleć, kochać i nie kochać, żyć i umierać. Nawet bać się boję. Uciekłabym stąd, ale... ale się boję. Z resztą tak samo jak i jak zostać.

Nie wiem, co mi wczoraj odbiło po tym piwie, że poszłam tego fryzjera. Nie, że w ogóle poszłam, ale, że akurat do tego. Można określić to jednym słowem: masakra. W życiu nie miałam takiej tragedii na głowie. Wyglądam jak przez lufcik. I jeszcze ta szkoła. Robią nas gówno i gówno robią sobie z tego. Nie przyjeżdża na wykłady i później jeszcze wielkie pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. W tym roku słowo wakacje mogę z pewnością wymazać ze swojego słownika. Myślałam, że będę miała spokój i chociaż w lipcu wypocznę a tu kupa. Nadal trzeba kuć. Fakt, że nic nie mogę zrobić z tą sytacją. Że cokolwiek zrobię zostanie wykorzystane przeciwko mnie, ta jak to dziś doświadczyliśmy. Że jedyne, co można zrobić to podporządkować się sprawia, że biję się i ich /tę całą uczelnie. szlak by ich wszystkich trafił./ w myślach. No nic, idę ryć.


--
zbyszek, zbyszek... idzie do wojska!

niedziela, 26 czerwca 2005

jestem wyznawcą iglastego czasu

Po raz milionowy powtarzam psychologię i udaję, że wszystko jest w porządku. Od tygodnia wałkuję Freuda, behawioryzm, procesy poznawcze i całą resztę. Haftuję już tym wszystkim. Z lekka trzęsą mi się dłonie, ale to nie przeszkadza w udawaniu. Meczę Lipską Ewę swoim ciężkim wzrokiem, tak jakby ona była w stanie mi pomóc i wcale nie myślę o życiu osobistym. Myślę o jutrzejszym egzaminie, o kolejnym wierszu rodzącym się w moje głowie, o powietrzu i o tym, że znów nie wiem, co na siebie włożę. Gdyby tak można było iść w piżamie. Żadna muzyka nie gra mi teraz idealnie. Słucham ptaków, wiatru i ciszy.

piątek, 24 czerwca 2005

ta cholerna niepewność...

No cholera, no. Gryzie nie coś od środka, gad jakiś wstrętny. Jak jest zastój to na całej linii, jak rusza to wszystko na raz. Mogłoby wręcz staranować człowieka, jego poczucie bezpieczeństwa i pewności. Dzwonił Spawuch. Miło, że się martwi. Tydzień temu skakałabym z radości gdybym dostała taki telefon, taką propozycję. Nie, żeby on coś, ale on ma kolegów... A sam jest kolęgą wdechowych, że tak to slangiem określę. Martwi się, myśli, daje misie, no jednego misia itp. Tym razem też chciał dobrze. Baa, nawet bardzo dobrze. Szkoda, że o tydzień za późno. Dziwna jestem, ale teraz mam wielki wyrzut, bo jak mi tam nie wyjdzie, to tam tam sprawa przegrana, bo mi głupio było na dwa fronty jechać. Nosz jasna cholera, teraz to ja się dygam, że w konsekwencji to będę miała NIC. Że to jedno rozejdzie się po kościach i zostanę na lodzie. To brzmi jak jakaś transakcja. Okropność! Nie, że mnie źle. Dobrze i w tym problem. /taaa. wiem, źle to źle i dobrze też źle. gupia jestem./ No jak się skończy to dopiero będzie rozpacz. W ogóle mam dość tej nieokreśloności. Aby wszystko jasne było i się z daleka dobrem mieniło. Jak najprędzej. /nawet nie czuję jak rymuję./

Cholera, coś czuję, że kręcę. Nawet w tej notce. I zdecydowanie przepraszam, za nadużywanie słowa cholera, które miało tylko i wyłącznie podkreślić mój nieokreślony i pełen obaw stan emocjonalny. A bujaniu w obłokach powinnam powiedzieć wielkie STOP. Żeby później nie upaść zbyt mocno i drastycznie.

Wieczorny spacer może nie wprowadził w moje życie jakiegoś uniwersalnego rozwiązania, ale oderwał moje myśli na czas pewien od tego wszystkiego.

czwartek, 23 czerwca 2005

to się nigdy nie zdarzy, nie ma takiej opcji, że przestanę kiedyś marzyć

Jest karta egzaminacyjna i to niepożyczona, ale własna. Jest też siła. Naprawdę silna. Wszystko takie magicznie nieokreślone. Jak letni wiatr. Jak sen. I dzieci w parku też to widzą. I dzieci w parku mają siłę to krzyczeć.


♪♪ Pidżama Porno - Taka miłość.mp3

środa, 22 czerwca 2005

babuleczki

Ćwiczenia są głupie. Męczysz się i meczysz, a efektów żadnych. Albo raczej odwrotne do zamierzonych. /a nie mówiłam.../ Strata czasu i energii, ale jak już się wciągnęłam to pociągnę to dalej. Choć właściwie nie wiem po co. Może tylko mój organizm jest taki lewy?

Ja nawet nie wiem kiedy, matka wyrzuciła mi moje wszystkie ususzone róże. I te białe - urodzinowe, i te od dzieci z gimnazjum. Zbulwersiłam się wydając z siebie wielkie ahhh, ale powiedzieć nic jej nie mogę, no. Bo przecież ja nie mam prawa głosu ani racji. Choć w sumie wole już wyrzucanie róż, niż grzebanie po portfelu i oczyszczanie jego wnętrz z różnych drobiazgów.

Poszłam dziś na koło literackie, po dwutygodniowej nieobecności. Bo mi się przyśniło, że oni wymyślili jakąś beznadziejną nazwę Babuleczki i stwierdziłam, że muszę iść, być może trzeba będzie interweniować. Te, co były to się zaśmiały i powiedziała, że to, że podchodzą po 50-tke to nie znaczy, że tak mają się nazwać. Ale przecież ja nie odpowiadam za swoje sny. A nazwy nie wymyślili wcale. Rzuciłam parę tekstów, ale to się okaże. Później dostałam lizaka i powiedziano mi, że jestem lepsza od Poświatowskiej. /łał/ A antologia "młodych" jest już w druku. Opłaciło się przychodzenie swego czasu do MDK'u. I za tydzień w czwartek jest ognisko w skansenie. Jak się zdążę naumieć to pójdę.


♪♪ Fisz - Dworzec.mp3

niedziela, 19 czerwca 2005

no dziwnie, no

Jest postęp! Co prawda nadal zauważa moje istnienie tylko wtedy kiedy czegoś potrzebuje, ale na większym zainteresowaniu jakoś mi szczególnie nie zależy. Żeby nie było. Chodzi tylko o to, że czuję się z deczka wykorzystywana. Ale, ale kiedyś wpadał z zaskoczenia, bez zapowiedzi, bo chce natychmiast, bo potrzebuje. I nie ma, że boli. I naprawdę jest postęp, bo w sobotę z rana normalnie zadzwonił wcześniej! Budząc mnie telefonem, ale to już się wytnie.

A dzisiaj idąc tam zastanawiałam się czy jestem bardziej głupia czy bardziej brzydka. Stwierdziłam, że nie mogę narzekać na braki w przypadku oby tych cech. Wręcz na nadmiar. Później próbowałam dojść do tego czy moja głupota jest wrodzona czy może nabyta. Chyba i jedno i drugie, bo taka ilość w jednej osobie nie może pochodzić tylko i wyłącznie z jednego źródła. No bo nikt normalny nie pchałby się w sprawę, która już tyle razy była przegrana. Ale tym razem nie zostałam wystawiona. Normalnie cud! I nawet było fajnie... niestety. Że tak powiem niestety, bo jakoś wrodzone czy nabyte instynkty nie przepowiadają mi w głowie jakiegoś ciągu dalszego dla tej sprawy. No dziwnie, no.

czwartek, 16 czerwca 2005

bym w końcu

Niefajnie jest czuć się niezrozumianym. Coś w stylu ja o chlebie, tamta o niebie. Może faktycznie jestem ZŁA, ale chyba dobrze mi z tym. Bycie naiwną i ufną nie popłaca. Się o tym nie raz przekonałam. Zbyt długo dałam robić z siebie ofiarę i wierną służebnicę innych. Kto co chciał to miał, no bo przecież nie mogę odmówić, bo lubić nie będą, bo odwrócą się. Jak się odwrócić mają to i tak się odwrócą. Ale co się obronię to się obronię. I wkurzają się ludzie, który wciąż na coś narzekają lub na brak tego cosia, a jak już im się to daje na tacy to spieprzają gdzie pieprz rośnie. A jakby tego było mało to wielce wkurzeni, że jak w ogóle mogliśmy im to zaproproponować. Że to wszystko to niby nie ich wina, że oni to tacy biedni i nieszczęśliwi i w chwili, kiedy mogą skorzystać z owego cosia to tak naprawdę nie mogą. A ty to masz ich biedność zauważyć i poużalać się nad nimi, tak samo jak robią to oni sami. Ale nie ważne, na tym skończę te przemyślenia. Tak żeby zbyt dużo nie napisać.

Ostatnio często myślę o tym co będzie. Może za często. Ale nie o świetnej pracy, karierze czy wielkiej kasie. Ale o braku bliskich osób wokół mnie, który prędzej czy później mnie czeka. Nie wyobrażam sobie mojego życia, zwyczajnie nie.

Naprawdę lubię spacerować po cmentarzach, zwłaszcza takich w parkach. Cicho tam, tak spokojnie. A później znów popełniłam grzech. Spojrzałam Ci w okno. Głupiam. Tyle lat. Bym w końcu znieczuła, raz na zawsze. Od tak, po prostu znieczuła na wczoraj, na dziś i jutro. Bym w końcu...


♪♪ Kamienne Ogrody - Odchodzę sam.mp3

środa, 15 czerwca 2005

czyżby przegrzanie?

Że nic mi się nie chce! Najchętniej położyłabym się brzuchem do góry i przespała te upały. Zwykle w taki skwar jestem śnięta i swędzi mnie podniebienie. A w nocy ktoś mnie męczył dzwonkami. Nie pamiętam, w jaki sposób zwlekłam się z łóżka, wzięłam telefon i sprawdziłam rozmowę nieodebraną, ani jak poturlałam znów do łóżka. W mojej głowie widzę jedyny moment, a mianowicie obraz imienia i nazwiska osoby dzwoniącej na wyświetlaczu i to też tylko w formie snu. Z resztą rano byłam święcie przekonana, że to sen. Być może lunatykowałam. No cóż od czasu do czasu zdarzają mi się takie odpały.

Dzisiejsze zaliczenie poszło jak najbardziej w porządku. Nie podam oceny, bo jeszcze zostanę osądzona o przechwalanie się. Dyplom z Rybnika przyszedł pocztą, książka - prezent też. /dziekuję :*/ I niestety znów zostałam wystawiona do wiatru. Mam pretensje, ale tylko do siebie, że znów na to pozwoliłam. Byłoby mi z sobą lepiej gdybym następnym razem nie dała się namówić na coś podobnego. Uniknęłabym takiej sytuacji, ale i ewentualnej szansy.

Za sukces wielki uważam uporządkowanie mp3 na dysku. 1,50 GB masażu dla uszu. A myślałam, że mam tego więcej. Tak w ogóle od tego upału bije mi totalnie. Zaczęłam słuchać takiej piosenki, że aż wstyd pisać wykonawcy i tytułu. I myślę o dziwnych rzeczach w dziwny sposób. Jem drugie tegoroczne truskawki i czereśnie, pirsze czereśnie z wyobraźnią moją bujną.

poniedziałek, 13 czerwca 2005

między ciszą a cisza

Jestem zmutowanym dzieckiem moich rodziców, ale jakoś nie chce mi się wyjaśniać korzeni tych przemyśleń. Może, kiedy indziej. W sobotę to raczej nie była zwykła wizyta towarzystwa u A. Tak naprawdę, to ja uciekłam do niej z domu. Bo tam wciąż trzęsą się mury od samego świtu po ciemną noc. Czasami jedynym i najlepszym wyjściem z sytuacji jest ucieczka. Uciekam czasem, nie tylko do A. Ale zawsze tam gdzie jest cicho. Gdzie spokój.

Teraz marzę o spokoju w głowie. Niektórym trudno jest zrozumieć, dlaczego tak bardzo tak bardzo przejmuje się niektórymi sprawami, ale kiedy pomyślę o tym, co będzie niekoniecznie widzę wśród siebie tłumny bliskich. "Uroki" bycia jedynaczką. Kiedyś jak już będę musiała spędzać święta sama, albo jak zachoruję to kupię kota. Wtedy będę miała towarzystwo i na co dzień i od święta, a w czasie cięższej choroby wierna kotka skoczy mi na tętnice by szybko i bezboleśnie pomóc. Iście zabójczy pomył! /pomysły, które raz na jakiś czas rodzą się w mojej głowie potrafią przerazić nawet mnie samą./



--
ze stron ostatnich:
Każda znacząca cywilizacja przechodzi przez trzy wyraźnie od siebie oddzielone etapy. Są to walka o życie, dążenie do wiedzy i parcie ku wyrafinowaniu, znane jako fazy: "Co?", "Dlaczego?" i "Gdzie?"

Faza pierwsza charakteryzuje się pytaniem: "Co by tu zjeść?", druga pytaniem: "Dlaczego jemy?", a trzecia: "Gdzie jest najlepsza kuchnia?".



A Państwo, co na to? Bo ja właśnie na śniadanie. Moja opinia jest taka: jak sobie nie zrobisz to sobie nie zjesz. Albo lepiej, jak sobie nie zarobisz to nawet nie zrobisz!

I tak a propos, jest ktoś chętny żeby zabrać mnie do kina?

piątek, 10 czerwca 2005

"...i że wszyscy umrzemy, wszyscy"

Myślę nad tym wszystkim co się dowiedziałam. Nad sobą, nad życiem własnym i czym więcej myślę tym mniej wiem. I beczę. Jak bóbr. Dawno tak nie beczałam. W ogóle dawno nie beczałam. Ja wiem, że Pe chce dobrze. Ja wszystko wiem. Kiedy ja zawsze uważałam, że beznadziejny ze mnie przypadek. Teraz już nie jest bezpłciowo. Już nie.

Nie mogę darować sobie tego, że nie potrafię sama sobie pomóc.


♪♪ Kasia Nosowska - Znów płakałam.mp3



20:32
Dajcie mi wszyscy święty spokój! Wole pomilczeć, słowa mi nie pomogą. Wca-le. I znalazłam dwie czterolistne koniczynki. Że jedną pod blokiem B., a drugą pod własnym to już nieistotne. Taki mały niuans. Właściwie to nic nie ważne, nic. Tylko cisza. Albo i nawet nie...

czwartek, 9 czerwca 2005

bezpłciowo

A ja wciąż nie wiem jak stoi sprawa z A., to znaczy, czego dowiedział się Pe, co wyciągnąć zdołał. Oczywiście przewiduję, albo powiedzmy to sobie szczerzę czarnowidzę. Niecierpię czekać.

Środowa nauka z A. zrobiła mi rozgotowany kalafior z mózgu. Teraz nie ma, co się rozczulać nad tym ważne, że się nauczyłam... chyba. I złapałam się na tym, że całkiem nieświadomie tłumaczę historię mojego życia, albo raczej bohatera jej. Zupełnie nie wiem, czemu, ale powinnam przestać to robić w jakikolwiek sposób. Powinnam przestać, co dzień myśleć o tym, bo nie ważne, bo dawno i nieprawda, powinnam zapomnieć. Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie. Raz na zawsze.

Dali mi wyróżnienie i dwie książki, ale wcześniej musiałam być na mszy. /masakra./ Wzięłam, co moje, a później zniknęłam co by uniknąć dostania się w ręce pewnego redaktora z "Nad wartą". Właściwie cały czas mam wrażenie, że to wyróżnienie to tak na odczepne, że wcale nie zasłużyłam na nie. Popaprana jestem. Nawet cieszyć się nie umiem. Z resztą ze smuceniem się też ciężko mi idzie. Ostatnio, od miesięcy iluś bezpłciowa jakaś jestem. Całkiem dziwne uczucie.

Idę oglądać zakodowane HBO. Właśnie tak, zakodowanie HBO. Bo w tym nowym telewizorze to dźwięk jak marzenie idzie, a i obraz całkiem wyraźny i naprawdę da się oglądać.


♪♪ Dave Matthews Band - You might die trying.mp3



21:40
Pierdole to wszystko w sam łeb! Z A. jest tak jak myśłałam. Żyć sie odechciewa. Idę się kompać... może w końcu się utopię?!

poniedziałek, 6 czerwca 2005

ze skromnością jej do twarzy

Wzięłam sprawy tak jakby w swoje ręce. Na początku było coś jakby wewnętrzna euforia, a później spadek emocji, bo pewnie znów będzie inaczej niż ma być. Z resztą sam fakt, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego jak by było gdyby było po mojemu daje już sporo do myślenia. Cała nadzieja w panu Pe i jego umiejętnościach śledczych. Niegdyś darczyńcy sławnego i niebywale miękkiego misia. Szczerze wątpię w dodatni wynik zeznań osoby poddanej tym "torturom" przez P. No kurcze, no naprawdę chciałam mocno żeby się udało, no tak, że ja cie kręcę. Jasny gwint! /i takie tam./

Próbuję się uczyć, ale potrzebuję kompana jakiegoś. Nauka we dwoje znacznie lepiej mi idzie. Motywacje mam wtedy, chęci a i stukanie samo w sobie nie jest takie monotonne i przytłaczające. Trzeba będzie kogoś "przysposobić" sobie.

Teraz to ja jestem jedyna niezorientowana, co sprawia, że czuję się jak piąte koło u wozu. Zupełnie zbędny fafrocel. /kurdę balans./

A przed chwilą zadzwoniła Pani i powiedziała, że zostałam laureatką konkursu, a w czwartek rozdanie nagród jest. /no baa. no kto mógł inny jak nie ja? i niech żyje skromność po raz pierwszy!/ Ale powiedzieć nie chciała, które dokładnie miejsce zajęłam. Tym razem przejadę się na tę galę, w końcu nie mam daleko. I dziś dzień jest mój debiut ogólnopolski, a może i nie tylko. Bo w "Angorze" mnie druknęli, a gazeta to nie tylko w Polsce wychodzi. /no baa. no kto mógł inny jak nie ja? i niech żyje skromność po raz drugi!/




--
wciąż oczekuję na zmianę loginu. żeby nie było.


♪♪ Pidżama Porno - Egzystencjalny paw.mp3



2005-06-07; 21:12
Bo Spawuch już wie a ja nie. Bo pisał, że powie jak będe na gg. Że KIEDYŚ, a ja nie chcę KIEDYŚ. Ja chcę JUŻ, JUŻ, JUŻ...! /czuję jak chodza mi wszystkie mięście łydek i serce też wali. też. jak oszalałe. wali... jak złom. jasna cholera./

piątek, 3 czerwca 2005

kulturalnie

Po pierwsze to zaczął wkurzać mnie mój blogin i zapragnęło mi się zmienić go. Już napisałam do adminów w tej sprawie i mam nadzieję, że mi nie odmówią. Tak, więc jak pewnego pięknego dnia na tej stronie ukaże się napis "błąd 404: strona nie istnieje" to bez zdziwienia proszę to przyjąć. Ale ale żeby nie było, że zostawiam wszystkich na lodzie. Jakby tu nic nie było to będzie pod bloginem "to-nie-moze-byc-jogurt" /na razie nic tam nie ma, ale wkrótce mam nadzieje będzie. / Tak jakoś w ten tekst w głowie ugrzązł i nawet spodobał się. Jak widać reklama ma swoją moc sprawczą.

W środę niepotrzebnie zawędrowałam do SDK'u, cotygodniowych zajęć nie było. W trasie do domu odbiło mi coś i w ramach akcji "kobito nie żryj tyle słodyczy to schudniesz" kupiłam dwa tomiki, Poświatowskiej i Lipskiej. Bo lepiej wydać kasę na coś produktywniejszego niż żarcie. A swoją drogą, że też ja nie zauważyłam w LO, że Lipska to takie mądre wiersze pisze. Minie stres, zakopię się pod kocem z kubkiem kawy, wszystkimi tomikami świata i zapasem chusteczek hi. Później biblioteka i magnetyzm ks. Twardowskiego. W 90. urodziny poety spotkanie z Waldemarem Smaszczem. Trochę do śmiechu i do łez, bo zawsze jak słucham... to szklą mi się oczy. Idiotyzm jakiś we mnie siedzi, ale jak mogę staram się go ukryć. Co by inni nie podpatrzyli. A poza tym lubię takie ukulturalnianie się. Ostatni rząd i magnetyzm, który trudno opisać. Dobrze mi się siedziało i słuchało ze świadomością posiadania Poświatowskiej i Lipskiej w torbie. Nawet teraz duma mnie rozpiera, że byłam, słuchałam, że jestem posiadaczką. /głupie to trochę./

Z dnia na dzień coraz wyraźniej widzę zakłamanie wokół mnie. To potwornie przeraża. Bombardowana jestem różnymi sprzecznymi informacjami. Dociekliwość moja zażarcie próbuje wszystko dokładnie przeanalizować i zrozumieć. Kiedy tego zwyczajnie się nie da. Nie znoszę ponosić klęsk.

A nawet wzięłam się za naukę. A jutro jest koncert Elektrycznych Gitar. Nie idę, pewnie na pewno raczej nie idę. Nie mam z kim.

wtorek, 31 maja 2005

update

Nie rozumiem rozwoju sytuacji. Dobrzy bohaterowie mojego życia, którym sądziłam, że mogę zaufać, nagle pokazują rogi i to całkiem okazałych rozmiarów. A ci źli zmieniają się nie do poznania, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, a przynajmniej wykazują jakieś ludzkie instynkty. Normalnie jak w jakiejś bajce dla grzecznych dzieci. Zbyt szybko i zbyt nagle. Dobrze, że choć w domu nie ma takich przewrotów. Tam wiem, na czym stoję, albo raczej leżę. I to niekiedy na całej linii. Ale nie o tym miało być.

Deszczowa pogoda sprzyja odradzaniu się mnie we mnie. Zimnokrwista jestem i potwierdza się to po raz wtóry.

poniedziałek, 30 maja 2005

"tak pusto we mnie, nic nie zostało mi"

Niedzielne juwenalia były jeszcze gorsze niż sobotnie. Jeszcze mniej ludzi. Jeszcze więcej komarów. Totalny niewypał. Paranoja.

A ja jakoś cicho i spokojnie znów wpatruje się w szybę a to w pokoju, a to w autobusie. Milczę. Bo tak łatwiej. Bo mówić nie umiem już o tym. Zresztą słowa nie zmienią mi życia. Już wiem, że nie. Pusta się czuję. Tylko echo. Przez chwilę coś myślałam, że coś, ale nie, nie. Nieistotne jak cała reszta. Pustostan w środku na dłuższą metę męczy. I coraz bardziej wkurzają mnie te moje "koleżanki". Obłęd z zewnątrz burzy konstrukcje mojego "ja".



---
i nie byłam nigdy spokojna tak, pewna swoich słów dziś pewność mam, że skończyło się. skończyło się coś na dobre. i nie wiem czy naprawdę tego chcę. niech targa mną, niech boli mnie. może wcale nie chcę żyć spokojnie...


♪♪ E. Bartosiewicz - Coś zmieniło się.mp3