czwartek, 1 września 2005

między ciszą a ciszą

Dla odmiany niedobrze mi się robi, kiedy myślę o tym wszystkim. Nie rozdrabniając się na poszczególne fakty i sytuacje z mojego życia, o ogólnej egzystencji mówiąc. A, że ostatnio rzadko myślę, więc... W ogóle nie czuję potrzeby ani braku, a jeśli już mnie nachodzi od razu uwalniam się od niej pod wpływem tych wszystkich sytuacji, które miały miejsce. Czuję zupełną pustkę. Jakby ktoś nagle wyprał mój umysł ze wszystkich informacji. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Czasem myślę też cieplej. I to dość rzadko. Ale nie o sobie, co to, to nie. Bo nie pozwalam sobie tak myśleć. Zwyczajnie nie wolno mi, oj nie. Najgorsze są popołudnia, kiedy nie ma się, co zrobić z palcami i z głową. Układa się ją wtedy na poduszce, ręce lądują na kocu i w ten sposób ten czas znika we śnie. A wtedy noce to już zarwane, kiedy za dnia wyrobi się normę. Czyta się też denne książki, haftuje dla odmiany. Z rana w formie hardcore, z wieczora bardziej lajtowo.

Został mi miesiąc "wakacji" i niecały miesiąc praktyk, czyli na jedno wyjdzie. Sądzę, że zaczynam mieć już dość wstawania o świcie, chociaż to wcale nie jest jeszcze takie najgorsze. A co niby jest? Rutyna, monotonia i Wielka Nuuuda, ot co! (noo może ewentualnie jeżdżenie windą z góry na dół można zaliczyć jeszcze do atrakcji tego lata)


--
że co, proszę? że blog ma rok, cudem jakimś.


♪♪ COMA - Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków.mp3