środa, 14 września 2005

brak życia w życiu

Wmawiam sobie, że jest mi dobrze. Że mi go nie brakuje, że sama radzę sobie świetnie i w ogóle nie odczuwam potrzeby przytulić czy porozmawiać. Bo nie chcę wciąż być jak ten stary zepsuty kapeć, rozpaczliwie błagać i czekać na przygarnięcie. A później polec gdzieś w kącie i błagać, i czekać znów. Tym razem ja potrzebuję świadomości tego, że jestem potrzebna, że zależy, że to nie na siłę, że ma sens. Bo na razie mam miliony powodów, aby być przekonaną o tym, że jest właśnie na odwrót. Poczekam na odezwę milcząc. Być może nie doczekam się wcale, ale trudno. Przecierpię, przeżyję. Chyba wolę to niż kolejne upokorzenie.

Dnie są monotonne bardzo. Wloką się jeden po drugim, coraz dłuższe i dłuższe. Noce nieprzespane. Wcale niespecjalnie. Co dzień park i deszcz spadających liści, wieczne symfonie natury wygrywane między drzewami, wiatr i niepokój. Nie czuję się dobrze. Nie czuję się źle. Tragicznie, to chyba najodpowiedniejsze słowo. Zapału brak i motywacji. Zwyczajny brak życia w życiu.

I one coś kombinują, widziałam to dziś. Ślepa nie jestem, 3 lat też nie mam. Kombinują i oszukują. Oszukują i siebie nawzajem, i nas. Nas, bo nie mówią wszystkiego. A siebie, bo uważają, że oszukać nas udaje im się precyzyjnie. Ale widać. Nie lubię takich konspiracji, zwłaszcza wśród osób, które uważam za sprzymierzeńców. Ale nic nie szkodzi, przynajmniej teraz wiem, kto, w jakiej lidze gra.


♪♪ Ray Charles - Georgia on my mind.mp3


15. września - 15:06
Jestem potwornie głupia. Głupszej osoby od siebie nie znam. Naiwna też. Szlak jasny teraz mnie trafia. I wzruszam się byle czym. Wciąż tonę w tych własnych piwnych jeziorach porośniętych rzęsą. I oddałabym wszystko za adres apteki, w które sprzedali by mi wodę letejską.