czwartek, 30 czerwca 2005

komplikacje

Obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Nie jest. Historia znów się powtarza, a ja nie mam siły ani ochoty przechodzić przez to ponownie. Dalej umawia się i nie przychodzi, dalej zachowuję się jak duże dziecko. Naprawdę nie opowiada mi taki plan taryfowy. Niestety nie dorósł przez ten rok wcale. Kompletnie nie wiem, co robić i mam nadzieje, że czas sam przyniesie odpowiednie rozwiązanie. Słowem, łudzę się, że wszystko samo się jakoś załatwi.

We wtorek wieczorem znów poszłam bylegdzie. Byle najdalej od domu. Od ludzi, od wścibskich pytań "co, jak, kiedy i dlaczego?", od podejrzliwych spojrzeń, a może nawet i od siebie. Sen jakoś ukojenie nie przynosi, zwłaszcza, gdy się nie sypia. A się nie sypia za dobrze, się przewraca z boku na bok, się miota w te i z powrotem. A teraz ręce szczypią. Zawsze szczypią i zawsze szczypać przestają.

Poszłyśmy z G. na to ognisko do skansenu. Drętwo jakoś strasznie było. Ale zanim tam dotarłyśmy los nieszczęśliwy chciał, że trafiłyśmy na pannę N. jeszcze z czasów liceum. Normalnie trauma na cały dzień. Długo będę pamiętała jej wdzięczenie po moim pytaniu, jaką średnią miałaś. Jej odpowiedź pełną dumy i nadętości "no wysoką, no... cztery, cztery" i później jej minę po moim skromnym cztery, siedem w semestrze I, bo II wciąż się wlecze. A niech ją gęś kopnie, do tej pory nikt mnie tak ani wcześniej ani później nie wykorzystywał do swoich celów jedynie. No, ale do ogniska wracając. Jak już wspomniałam drętwo było. Babuleczki dorwały się do gitary i piały jak w kościele na mszy. A ja mądra bardzo poszłam cichaczem sfotografować co nieco, za co z resztą później dostałam opieprz. Ale zdjęcia są! ha.

Coś ze mną nie tak. Fakt niezaprzeczalny to jest. Zbyt dużo nie po mojej myśli. Może dlatego, że zamiast od razu czytać książki wolę je wpierw powąchać. Albo dlatego, że zaczynam dzień od 20 brzuszków, a nie jak Doda Elektroda od 200. Swoją drogą jakoś nie wierzę żeby ona kończyła go też na kolejnych 200, a ja jakoś żegnam się z dniem kolejnymi 20. Czy może dlatego, że nałogowo myje zęby a moim ulubionym bohaterem dnia codziennego jest miś pluszowy, mimo moich nie-nastu już lat? Doprawdy nie wiem, w czym tkwi szczegół, więc chyba z przezorności czepiam się wszystkiego po kolei.


♪♪ Hey - Cudzoziemka w raju kobiet.mp3


1 lipca 2005, 14.11
Jeszcze nie zdążyłyśmy ochłonąć po wczorajszej traumie związanej ze spotkaniem z panną N., a tu dziś znów ją spotkałyśmy. Jak się zapytowywyje czy to może swego rozdzaju nowoczesna pokuta? Bo jak to inaczej wytłumaczyć...?

wtorek, 28 czerwca 2005

aż strach się bać

Nie mam już siły przeżywać tego wszystkiego w sobie. Takie moje małe tsunami. Nawracająca fala złudzeń i żalu. Czuję się jak guma do żucia. Przeżuta i wypluta. Wciąż się boję. Myśleć i nie myśleć, kochać i nie kochać, żyć i umierać. Nawet bać się boję. Uciekłabym stąd, ale... ale się boję. Z resztą tak samo jak i jak zostać.

Nie wiem, co mi wczoraj odbiło po tym piwie, że poszłam tego fryzjera. Nie, że w ogóle poszłam, ale, że akurat do tego. Można określić to jednym słowem: masakra. W życiu nie miałam takiej tragedii na głowie. Wyglądam jak przez lufcik. I jeszcze ta szkoła. Robią nas gówno i gówno robią sobie z tego. Nie przyjeżdża na wykłady i później jeszcze wielkie pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. W tym roku słowo wakacje mogę z pewnością wymazać ze swojego słownika. Myślałam, że będę miała spokój i chociaż w lipcu wypocznę a tu kupa. Nadal trzeba kuć. Fakt, że nic nie mogę zrobić z tą sytacją. Że cokolwiek zrobię zostanie wykorzystane przeciwko mnie, ta jak to dziś doświadczyliśmy. Że jedyne, co można zrobić to podporządkować się sprawia, że biję się i ich /tę całą uczelnie. szlak by ich wszystkich trafił./ w myślach. No nic, idę ryć.


--
zbyszek, zbyszek... idzie do wojska!

niedziela, 26 czerwca 2005

jestem wyznawcą iglastego czasu

Po raz milionowy powtarzam psychologię i udaję, że wszystko jest w porządku. Od tygodnia wałkuję Freuda, behawioryzm, procesy poznawcze i całą resztę. Haftuję już tym wszystkim. Z lekka trzęsą mi się dłonie, ale to nie przeszkadza w udawaniu. Meczę Lipską Ewę swoim ciężkim wzrokiem, tak jakby ona była w stanie mi pomóc i wcale nie myślę o życiu osobistym. Myślę o jutrzejszym egzaminie, o kolejnym wierszu rodzącym się w moje głowie, o powietrzu i o tym, że znów nie wiem, co na siebie włożę. Gdyby tak można było iść w piżamie. Żadna muzyka nie gra mi teraz idealnie. Słucham ptaków, wiatru i ciszy.

piątek, 24 czerwca 2005

ta cholerna niepewność...

No cholera, no. Gryzie nie coś od środka, gad jakiś wstrętny. Jak jest zastój to na całej linii, jak rusza to wszystko na raz. Mogłoby wręcz staranować człowieka, jego poczucie bezpieczeństwa i pewności. Dzwonił Spawuch. Miło, że się martwi. Tydzień temu skakałabym z radości gdybym dostała taki telefon, taką propozycję. Nie, żeby on coś, ale on ma kolegów... A sam jest kolęgą wdechowych, że tak to slangiem określę. Martwi się, myśli, daje misie, no jednego misia itp. Tym razem też chciał dobrze. Baa, nawet bardzo dobrze. Szkoda, że o tydzień za późno. Dziwna jestem, ale teraz mam wielki wyrzut, bo jak mi tam nie wyjdzie, to tam tam sprawa przegrana, bo mi głupio było na dwa fronty jechać. Nosz jasna cholera, teraz to ja się dygam, że w konsekwencji to będę miała NIC. Że to jedno rozejdzie się po kościach i zostanę na lodzie. To brzmi jak jakaś transakcja. Okropność! Nie, że mnie źle. Dobrze i w tym problem. /taaa. wiem, źle to źle i dobrze też źle. gupia jestem./ No jak się skończy to dopiero będzie rozpacz. W ogóle mam dość tej nieokreśloności. Aby wszystko jasne było i się z daleka dobrem mieniło. Jak najprędzej. /nawet nie czuję jak rymuję./

Cholera, coś czuję, że kręcę. Nawet w tej notce. I zdecydowanie przepraszam, za nadużywanie słowa cholera, które miało tylko i wyłącznie podkreślić mój nieokreślony i pełen obaw stan emocjonalny. A bujaniu w obłokach powinnam powiedzieć wielkie STOP. Żeby później nie upaść zbyt mocno i drastycznie.

Wieczorny spacer może nie wprowadził w moje życie jakiegoś uniwersalnego rozwiązania, ale oderwał moje myśli na czas pewien od tego wszystkiego.

czwartek, 23 czerwca 2005

to się nigdy nie zdarzy, nie ma takiej opcji, że przestanę kiedyś marzyć

Jest karta egzaminacyjna i to niepożyczona, ale własna. Jest też siła. Naprawdę silna. Wszystko takie magicznie nieokreślone. Jak letni wiatr. Jak sen. I dzieci w parku też to widzą. I dzieci w parku mają siłę to krzyczeć.


♪♪ Pidżama Porno - Taka miłość.mp3

środa, 22 czerwca 2005

babuleczki

Ćwiczenia są głupie. Męczysz się i meczysz, a efektów żadnych. Albo raczej odwrotne do zamierzonych. /a nie mówiłam.../ Strata czasu i energii, ale jak już się wciągnęłam to pociągnę to dalej. Choć właściwie nie wiem po co. Może tylko mój organizm jest taki lewy?

Ja nawet nie wiem kiedy, matka wyrzuciła mi moje wszystkie ususzone róże. I te białe - urodzinowe, i te od dzieci z gimnazjum. Zbulwersiłam się wydając z siebie wielkie ahhh, ale powiedzieć nic jej nie mogę, no. Bo przecież ja nie mam prawa głosu ani racji. Choć w sumie wole już wyrzucanie róż, niż grzebanie po portfelu i oczyszczanie jego wnętrz z różnych drobiazgów.

Poszłam dziś na koło literackie, po dwutygodniowej nieobecności. Bo mi się przyśniło, że oni wymyślili jakąś beznadziejną nazwę Babuleczki i stwierdziłam, że muszę iść, być może trzeba będzie interweniować. Te, co były to się zaśmiały i powiedziała, że to, że podchodzą po 50-tke to nie znaczy, że tak mają się nazwać. Ale przecież ja nie odpowiadam za swoje sny. A nazwy nie wymyślili wcale. Rzuciłam parę tekstów, ale to się okaże. Później dostałam lizaka i powiedziano mi, że jestem lepsza od Poświatowskiej. /łał/ A antologia "młodych" jest już w druku. Opłaciło się przychodzenie swego czasu do MDK'u. I za tydzień w czwartek jest ognisko w skansenie. Jak się zdążę naumieć to pójdę.


♪♪ Fisz - Dworzec.mp3

niedziela, 19 czerwca 2005

no dziwnie, no

Jest postęp! Co prawda nadal zauważa moje istnienie tylko wtedy kiedy czegoś potrzebuje, ale na większym zainteresowaniu jakoś mi szczególnie nie zależy. Żeby nie było. Chodzi tylko o to, że czuję się z deczka wykorzystywana. Ale, ale kiedyś wpadał z zaskoczenia, bez zapowiedzi, bo chce natychmiast, bo potrzebuje. I nie ma, że boli. I naprawdę jest postęp, bo w sobotę z rana normalnie zadzwonił wcześniej! Budząc mnie telefonem, ale to już się wytnie.

A dzisiaj idąc tam zastanawiałam się czy jestem bardziej głupia czy bardziej brzydka. Stwierdziłam, że nie mogę narzekać na braki w przypadku oby tych cech. Wręcz na nadmiar. Później próbowałam dojść do tego czy moja głupota jest wrodzona czy może nabyta. Chyba i jedno i drugie, bo taka ilość w jednej osobie nie może pochodzić tylko i wyłącznie z jednego źródła. No bo nikt normalny nie pchałby się w sprawę, która już tyle razy była przegrana. Ale tym razem nie zostałam wystawiona. Normalnie cud! I nawet było fajnie... niestety. Że tak powiem niestety, bo jakoś wrodzone czy nabyte instynkty nie przepowiadają mi w głowie jakiegoś ciągu dalszego dla tej sprawy. No dziwnie, no.

czwartek, 16 czerwca 2005

bym w końcu

Niefajnie jest czuć się niezrozumianym. Coś w stylu ja o chlebie, tamta o niebie. Może faktycznie jestem ZŁA, ale chyba dobrze mi z tym. Bycie naiwną i ufną nie popłaca. Się o tym nie raz przekonałam. Zbyt długo dałam robić z siebie ofiarę i wierną służebnicę innych. Kto co chciał to miał, no bo przecież nie mogę odmówić, bo lubić nie będą, bo odwrócą się. Jak się odwrócić mają to i tak się odwrócą. Ale co się obronię to się obronię. I wkurzają się ludzie, który wciąż na coś narzekają lub na brak tego cosia, a jak już im się to daje na tacy to spieprzają gdzie pieprz rośnie. A jakby tego było mało to wielce wkurzeni, że jak w ogóle mogliśmy im to zaproproponować. Że to wszystko to niby nie ich wina, że oni to tacy biedni i nieszczęśliwi i w chwili, kiedy mogą skorzystać z owego cosia to tak naprawdę nie mogą. A ty to masz ich biedność zauważyć i poużalać się nad nimi, tak samo jak robią to oni sami. Ale nie ważne, na tym skończę te przemyślenia. Tak żeby zbyt dużo nie napisać.

Ostatnio często myślę o tym co będzie. Może za często. Ale nie o świetnej pracy, karierze czy wielkiej kasie. Ale o braku bliskich osób wokół mnie, który prędzej czy później mnie czeka. Nie wyobrażam sobie mojego życia, zwyczajnie nie.

Naprawdę lubię spacerować po cmentarzach, zwłaszcza takich w parkach. Cicho tam, tak spokojnie. A później znów popełniłam grzech. Spojrzałam Ci w okno. Głupiam. Tyle lat. Bym w końcu znieczuła, raz na zawsze. Od tak, po prostu znieczuła na wczoraj, na dziś i jutro. Bym w końcu...


♪♪ Kamienne Ogrody - Odchodzę sam.mp3

środa, 15 czerwca 2005

czyżby przegrzanie?

Że nic mi się nie chce! Najchętniej położyłabym się brzuchem do góry i przespała te upały. Zwykle w taki skwar jestem śnięta i swędzi mnie podniebienie. A w nocy ktoś mnie męczył dzwonkami. Nie pamiętam, w jaki sposób zwlekłam się z łóżka, wzięłam telefon i sprawdziłam rozmowę nieodebraną, ani jak poturlałam znów do łóżka. W mojej głowie widzę jedyny moment, a mianowicie obraz imienia i nazwiska osoby dzwoniącej na wyświetlaczu i to też tylko w formie snu. Z resztą rano byłam święcie przekonana, że to sen. Być może lunatykowałam. No cóż od czasu do czasu zdarzają mi się takie odpały.

Dzisiejsze zaliczenie poszło jak najbardziej w porządku. Nie podam oceny, bo jeszcze zostanę osądzona o przechwalanie się. Dyplom z Rybnika przyszedł pocztą, książka - prezent też. /dziekuję :*/ I niestety znów zostałam wystawiona do wiatru. Mam pretensje, ale tylko do siebie, że znów na to pozwoliłam. Byłoby mi z sobą lepiej gdybym następnym razem nie dała się namówić na coś podobnego. Uniknęłabym takiej sytuacji, ale i ewentualnej szansy.

Za sukces wielki uważam uporządkowanie mp3 na dysku. 1,50 GB masażu dla uszu. A myślałam, że mam tego więcej. Tak w ogóle od tego upału bije mi totalnie. Zaczęłam słuchać takiej piosenki, że aż wstyd pisać wykonawcy i tytułu. I myślę o dziwnych rzeczach w dziwny sposób. Jem drugie tegoroczne truskawki i czereśnie, pirsze czereśnie z wyobraźnią moją bujną.

poniedziałek, 13 czerwca 2005

między ciszą a cisza

Jestem zmutowanym dzieckiem moich rodziców, ale jakoś nie chce mi się wyjaśniać korzeni tych przemyśleń. Może, kiedy indziej. W sobotę to raczej nie była zwykła wizyta towarzystwa u A. Tak naprawdę, to ja uciekłam do niej z domu. Bo tam wciąż trzęsą się mury od samego świtu po ciemną noc. Czasami jedynym i najlepszym wyjściem z sytuacji jest ucieczka. Uciekam czasem, nie tylko do A. Ale zawsze tam gdzie jest cicho. Gdzie spokój.

Teraz marzę o spokoju w głowie. Niektórym trudno jest zrozumieć, dlaczego tak bardzo tak bardzo przejmuje się niektórymi sprawami, ale kiedy pomyślę o tym, co będzie niekoniecznie widzę wśród siebie tłumny bliskich. "Uroki" bycia jedynaczką. Kiedyś jak już będę musiała spędzać święta sama, albo jak zachoruję to kupię kota. Wtedy będę miała towarzystwo i na co dzień i od święta, a w czasie cięższej choroby wierna kotka skoczy mi na tętnice by szybko i bezboleśnie pomóc. Iście zabójczy pomył! /pomysły, które raz na jakiś czas rodzą się w mojej głowie potrafią przerazić nawet mnie samą./



--
ze stron ostatnich:
Każda znacząca cywilizacja przechodzi przez trzy wyraźnie od siebie oddzielone etapy. Są to walka o życie, dążenie do wiedzy i parcie ku wyrafinowaniu, znane jako fazy: "Co?", "Dlaczego?" i "Gdzie?"

Faza pierwsza charakteryzuje się pytaniem: "Co by tu zjeść?", druga pytaniem: "Dlaczego jemy?", a trzecia: "Gdzie jest najlepsza kuchnia?".



A Państwo, co na to? Bo ja właśnie na śniadanie. Moja opinia jest taka: jak sobie nie zrobisz to sobie nie zjesz. Albo lepiej, jak sobie nie zarobisz to nawet nie zrobisz!

I tak a propos, jest ktoś chętny żeby zabrać mnie do kina?

piątek, 10 czerwca 2005

"...i że wszyscy umrzemy, wszyscy"

Myślę nad tym wszystkim co się dowiedziałam. Nad sobą, nad życiem własnym i czym więcej myślę tym mniej wiem. I beczę. Jak bóbr. Dawno tak nie beczałam. W ogóle dawno nie beczałam. Ja wiem, że Pe chce dobrze. Ja wszystko wiem. Kiedy ja zawsze uważałam, że beznadziejny ze mnie przypadek. Teraz już nie jest bezpłciowo. Już nie.

Nie mogę darować sobie tego, że nie potrafię sama sobie pomóc.


♪♪ Kasia Nosowska - Znów płakałam.mp3



20:32
Dajcie mi wszyscy święty spokój! Wole pomilczeć, słowa mi nie pomogą. Wca-le. I znalazłam dwie czterolistne koniczynki. Że jedną pod blokiem B., a drugą pod własnym to już nieistotne. Taki mały niuans. Właściwie to nic nie ważne, nic. Tylko cisza. Albo i nawet nie...

czwartek, 9 czerwca 2005

bezpłciowo

A ja wciąż nie wiem jak stoi sprawa z A., to znaczy, czego dowiedział się Pe, co wyciągnąć zdołał. Oczywiście przewiduję, albo powiedzmy to sobie szczerzę czarnowidzę. Niecierpię czekać.

Środowa nauka z A. zrobiła mi rozgotowany kalafior z mózgu. Teraz nie ma, co się rozczulać nad tym ważne, że się nauczyłam... chyba. I złapałam się na tym, że całkiem nieświadomie tłumaczę historię mojego życia, albo raczej bohatera jej. Zupełnie nie wiem, czemu, ale powinnam przestać to robić w jakikolwiek sposób. Powinnam przestać, co dzień myśleć o tym, bo nie ważne, bo dawno i nieprawda, powinnam zapomnieć. Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie. Raz na zawsze.

Dali mi wyróżnienie i dwie książki, ale wcześniej musiałam być na mszy. /masakra./ Wzięłam, co moje, a później zniknęłam co by uniknąć dostania się w ręce pewnego redaktora z "Nad wartą". Właściwie cały czas mam wrażenie, że to wyróżnienie to tak na odczepne, że wcale nie zasłużyłam na nie. Popaprana jestem. Nawet cieszyć się nie umiem. Z resztą ze smuceniem się też ciężko mi idzie. Ostatnio, od miesięcy iluś bezpłciowa jakaś jestem. Całkiem dziwne uczucie.

Idę oglądać zakodowane HBO. Właśnie tak, zakodowanie HBO. Bo w tym nowym telewizorze to dźwięk jak marzenie idzie, a i obraz całkiem wyraźny i naprawdę da się oglądać.


♪♪ Dave Matthews Band - You might die trying.mp3



21:40
Pierdole to wszystko w sam łeb! Z A. jest tak jak myśłałam. Żyć sie odechciewa. Idę się kompać... może w końcu się utopię?!

poniedziałek, 6 czerwca 2005

ze skromnością jej do twarzy

Wzięłam sprawy tak jakby w swoje ręce. Na początku było coś jakby wewnętrzna euforia, a później spadek emocji, bo pewnie znów będzie inaczej niż ma być. Z resztą sam fakt, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego jak by było gdyby było po mojemu daje już sporo do myślenia. Cała nadzieja w panu Pe i jego umiejętnościach śledczych. Niegdyś darczyńcy sławnego i niebywale miękkiego misia. Szczerze wątpię w dodatni wynik zeznań osoby poddanej tym "torturom" przez P. No kurcze, no naprawdę chciałam mocno żeby się udało, no tak, że ja cie kręcę. Jasny gwint! /i takie tam./

Próbuję się uczyć, ale potrzebuję kompana jakiegoś. Nauka we dwoje znacznie lepiej mi idzie. Motywacje mam wtedy, chęci a i stukanie samo w sobie nie jest takie monotonne i przytłaczające. Trzeba będzie kogoś "przysposobić" sobie.

Teraz to ja jestem jedyna niezorientowana, co sprawia, że czuję się jak piąte koło u wozu. Zupełnie zbędny fafrocel. /kurdę balans./

A przed chwilą zadzwoniła Pani i powiedziała, że zostałam laureatką konkursu, a w czwartek rozdanie nagród jest. /no baa. no kto mógł inny jak nie ja? i niech żyje skromność po raz pierwszy!/ Ale powiedzieć nie chciała, które dokładnie miejsce zajęłam. Tym razem przejadę się na tę galę, w końcu nie mam daleko. I dziś dzień jest mój debiut ogólnopolski, a może i nie tylko. Bo w "Angorze" mnie druknęli, a gazeta to nie tylko w Polsce wychodzi. /no baa. no kto mógł inny jak nie ja? i niech żyje skromność po raz drugi!/




--
wciąż oczekuję na zmianę loginu. żeby nie było.


♪♪ Pidżama Porno - Egzystencjalny paw.mp3



2005-06-07; 21:12
Bo Spawuch już wie a ja nie. Bo pisał, że powie jak będe na gg. Że KIEDYŚ, a ja nie chcę KIEDYŚ. Ja chcę JUŻ, JUŻ, JUŻ...! /czuję jak chodza mi wszystkie mięście łydek i serce też wali. też. jak oszalałe. wali... jak złom. jasna cholera./

piątek, 3 czerwca 2005

kulturalnie

Po pierwsze to zaczął wkurzać mnie mój blogin i zapragnęło mi się zmienić go. Już napisałam do adminów w tej sprawie i mam nadzieję, że mi nie odmówią. Tak, więc jak pewnego pięknego dnia na tej stronie ukaże się napis "błąd 404: strona nie istnieje" to bez zdziwienia proszę to przyjąć. Ale ale żeby nie było, że zostawiam wszystkich na lodzie. Jakby tu nic nie było to będzie pod bloginem "to-nie-moze-byc-jogurt" /na razie nic tam nie ma, ale wkrótce mam nadzieje będzie. / Tak jakoś w ten tekst w głowie ugrzązł i nawet spodobał się. Jak widać reklama ma swoją moc sprawczą.

W środę niepotrzebnie zawędrowałam do SDK'u, cotygodniowych zajęć nie było. W trasie do domu odbiło mi coś i w ramach akcji "kobito nie żryj tyle słodyczy to schudniesz" kupiłam dwa tomiki, Poświatowskiej i Lipskiej. Bo lepiej wydać kasę na coś produktywniejszego niż żarcie. A swoją drogą, że też ja nie zauważyłam w LO, że Lipska to takie mądre wiersze pisze. Minie stres, zakopię się pod kocem z kubkiem kawy, wszystkimi tomikami świata i zapasem chusteczek hi. Później biblioteka i magnetyzm ks. Twardowskiego. W 90. urodziny poety spotkanie z Waldemarem Smaszczem. Trochę do śmiechu i do łez, bo zawsze jak słucham... to szklą mi się oczy. Idiotyzm jakiś we mnie siedzi, ale jak mogę staram się go ukryć. Co by inni nie podpatrzyli. A poza tym lubię takie ukulturalnianie się. Ostatni rząd i magnetyzm, który trudno opisać. Dobrze mi się siedziało i słuchało ze świadomością posiadania Poświatowskiej i Lipskiej w torbie. Nawet teraz duma mnie rozpiera, że byłam, słuchałam, że jestem posiadaczką. /głupie to trochę./

Z dnia na dzień coraz wyraźniej widzę zakłamanie wokół mnie. To potwornie przeraża. Bombardowana jestem różnymi sprzecznymi informacjami. Dociekliwość moja zażarcie próbuje wszystko dokładnie przeanalizować i zrozumieć. Kiedy tego zwyczajnie się nie da. Nie znoszę ponosić klęsk.

A nawet wzięłam się za naukę. A jutro jest koncert Elektrycznych Gitar. Nie idę, pewnie na pewno raczej nie idę. Nie mam z kim.