środa, 15 czerwca 2005

czyżby przegrzanie?

Że nic mi się nie chce! Najchętniej położyłabym się brzuchem do góry i przespała te upały. Zwykle w taki skwar jestem śnięta i swędzi mnie podniebienie. A w nocy ktoś mnie męczył dzwonkami. Nie pamiętam, w jaki sposób zwlekłam się z łóżka, wzięłam telefon i sprawdziłam rozmowę nieodebraną, ani jak poturlałam znów do łóżka. W mojej głowie widzę jedyny moment, a mianowicie obraz imienia i nazwiska osoby dzwoniącej na wyświetlaczu i to też tylko w formie snu. Z resztą rano byłam święcie przekonana, że to sen. Być może lunatykowałam. No cóż od czasu do czasu zdarzają mi się takie odpały.

Dzisiejsze zaliczenie poszło jak najbardziej w porządku. Nie podam oceny, bo jeszcze zostanę osądzona o przechwalanie się. Dyplom z Rybnika przyszedł pocztą, książka - prezent też. /dziekuję :*/ I niestety znów zostałam wystawiona do wiatru. Mam pretensje, ale tylko do siebie, że znów na to pozwoliłam. Byłoby mi z sobą lepiej gdybym następnym razem nie dała się namówić na coś podobnego. Uniknęłabym takiej sytuacji, ale i ewentualnej szansy.

Za sukces wielki uważam uporządkowanie mp3 na dysku. 1,50 GB masażu dla uszu. A myślałam, że mam tego więcej. Tak w ogóle od tego upału bije mi totalnie. Zaczęłam słuchać takiej piosenki, że aż wstyd pisać wykonawcy i tytułu. I myślę o dziwnych rzeczach w dziwny sposób. Jem drugie tegoroczne truskawki i czereśnie, pirsze czereśnie z wyobraźnią moją bujną.