czwartek, 30 czerwca 2005

komplikacje

Obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Nie jest. Historia znów się powtarza, a ja nie mam siły ani ochoty przechodzić przez to ponownie. Dalej umawia się i nie przychodzi, dalej zachowuję się jak duże dziecko. Naprawdę nie opowiada mi taki plan taryfowy. Niestety nie dorósł przez ten rok wcale. Kompletnie nie wiem, co robić i mam nadzieje, że czas sam przyniesie odpowiednie rozwiązanie. Słowem, łudzę się, że wszystko samo się jakoś załatwi.

We wtorek wieczorem znów poszłam bylegdzie. Byle najdalej od domu. Od ludzi, od wścibskich pytań "co, jak, kiedy i dlaczego?", od podejrzliwych spojrzeń, a może nawet i od siebie. Sen jakoś ukojenie nie przynosi, zwłaszcza, gdy się nie sypia. A się nie sypia za dobrze, się przewraca z boku na bok, się miota w te i z powrotem. A teraz ręce szczypią. Zawsze szczypią i zawsze szczypać przestają.

Poszłyśmy z G. na to ognisko do skansenu. Drętwo jakoś strasznie było. Ale zanim tam dotarłyśmy los nieszczęśliwy chciał, że trafiłyśmy na pannę N. jeszcze z czasów liceum. Normalnie trauma na cały dzień. Długo będę pamiętała jej wdzięczenie po moim pytaniu, jaką średnią miałaś. Jej odpowiedź pełną dumy i nadętości "no wysoką, no... cztery, cztery" i później jej minę po moim skromnym cztery, siedem w semestrze I, bo II wciąż się wlecze. A niech ją gęś kopnie, do tej pory nikt mnie tak ani wcześniej ani później nie wykorzystywał do swoich celów jedynie. No, ale do ogniska wracając. Jak już wspomniałam drętwo było. Babuleczki dorwały się do gitary i piały jak w kościele na mszy. A ja mądra bardzo poszłam cichaczem sfotografować co nieco, za co z resztą później dostałam opieprz. Ale zdjęcia są! ha.

Coś ze mną nie tak. Fakt niezaprzeczalny to jest. Zbyt dużo nie po mojej myśli. Może dlatego, że zamiast od razu czytać książki wolę je wpierw powąchać. Albo dlatego, że zaczynam dzień od 20 brzuszków, a nie jak Doda Elektroda od 200. Swoją drogą jakoś nie wierzę żeby ona kończyła go też na kolejnych 200, a ja jakoś żegnam się z dniem kolejnymi 20. Czy może dlatego, że nałogowo myje zęby a moim ulubionym bohaterem dnia codziennego jest miś pluszowy, mimo moich nie-nastu już lat? Doprawdy nie wiem, w czym tkwi szczegół, więc chyba z przezorności czepiam się wszystkiego po kolei.


♪♪ Hey - Cudzoziemka w raju kobiet.mp3


1 lipca 2005, 14.11
Jeszcze nie zdążyłyśmy ochłonąć po wczorajszej traumie związanej ze spotkaniem z panną N., a tu dziś znów ją spotkałyśmy. Jak się zapytowywyje czy to może swego rozdzaju nowoczesna pokuta? Bo jak to inaczej wytłumaczyć...?