niedziela, 31 października 2004

IjustwantyoutoknowwhoIam

Kresek nowych na ręce w liczbie: pięć. I jakoś nie moge wciąż przestać.

Bo wiesz... ja chciałabym żeby niebo było zielone, chciałabym mieć własny tramwaj i umrzeć na raka też bym chciała. Tak, to też. Bo może w tedy ktoś zauważyłby, że byłam.

Nie lubie tego jutrzejszego święta. Tej nadętnej pomapatyczności. Wymuszonych szlochów i ganianiny za niczym. Naprawde trudno jest tęsknić za kimś kogo się w ogole nie znało. Że jestem bez serca i że nie czuje skoro tak myśle? Dziękuję za komplementy.

Rozbebeszam gruszki, bo coś robić musze. Żebyniebyłożejestembezużyteczna.


♪♪ Goo Goo Dolls - Iris.mp3
can't stop...

sobota, 30 października 2004

hulajduszapiekłaniema

Bo one mówią odpuść go sobie. I mają racje. Los jednak nie był dla mnie taki łaskawy. Był na nie. Bo przyszły miesiąc to za dużo czekania. Przyszły miesiąc to może być za 3 dni, ale i za 3 tygodnie... i tyle i tyle i jeszcze tyle... .bokiedyciebieniemamojepiórkojestemwielkiciężkisłoń.

Jego nie osłodziła mi A. autobusowymi szaleństwami. Bo siedznienakoleanie i robieniekonika i hihranie i macanienakolanie i wariacjewtłumie. Bo ludzie się dziwnie patrzyli. Acomitam. Bo hulajduszapiekłaniema.

No po co mi ta godzina dłużej. Jakby 24 mi nie wystarczały. Starczają i to aż nadto. Godzina myślenia dłużej, godzina marzeń dłużej, godzina rozterek więcej, o godzine dłużej zmrużone oczy. Nic więcej. Tylko godzina.

Pani już została zbuntowana. Pani już wie swoje. I może ma Pani racje. Może i ją Pani ma. Tak, Pani ma racje, a ja mam blizny. To chyba sprawiedliwy podział, prawda?



IjustwantyoutoknowwhoIam.


♪♪ Goo Goo Dolls - Iris.mp3

środa, 27 października 2004

troje w łóżku

Bo A. przegina z tym zasypianiem. Jak dla mnie to ona w ogóle nie musi kłaść sie spac. Ale w dzien referatu mogłaby nie przysparzac mi dodatkowych stresow. Pomine fakt, ze musialam do niej dzwonic z komorki, budzić ją i uświadamiać, która to już godzina i że ma sie pospieczyc, zeby tylko angielski opuscic a na pozostałe zajęcia dotrzeć. Bo referat! Gdyby nie ten referat to jak dla mnie mogłaby spac caly dzien. Co prawda i tak nie zdąrzyła przeczytac swojej czesci, ale skad ja, biedna M. mogłam wiedziec o tym z rana....

Wywiad miałam. A raczej coś co udawało wywiad. Bo ja zdecydowanie wolałabym żeby ten redaktor pominął te pytania i moje nieudolne niby-odpowiedzi. Wystarczy te kilka pytań, które przygotowałam wcześniej. Przemyslane, konkretne a nie jakieśtakiebylejakie. I znów było zdjęcie robione. I głupie, i brzydkie i w ogóle lepiej nie patrzeć. Jak już bedzie ta gazeta mną (przypuszczam, że za tydzień) to mam taki mały apel: LUDZIE SPALCIE TO DZIADOSTWO! :P

Bo przyjechała znajoma z Warszawy. Bo przyjechała z Walecznym Jamnikiem u boku. Bo jamnik płci żeńskiej, czarny na brązowo podpalany i tłuściutki. Bo było troje w łóżku. Ja, miś i Xenia. Bo chodziłam z nią na spacerki, albo raczej ona ze mną [biegła przede mną]. Bo nie moge tego zrozumieć jakim cudem ten przeducnej urody piesek może tak szybko zasówać na tych swoich krótkich, słodkich i uroczych krzywych nóżkach.

Oto dowody rzeczowe:





.dopisek - 14.50.
Waleczny Jamnik wyjechał zostawiając po sobie... gówno na dywanie w salonie! Otco. [rzygi]
I kto jeszcze chce mieć psa? [lol]

poniedziałek, 25 października 2004

szczypaj pan, szczypaj... byle moćno!

A dziś rano poszłyśmy z G. po A. Dzwonimy, walimy w drzwi, puszczamy dzwonki, znów walimy w drzwi... Wreszcie po wielu próbach w drzwiach staje rozespana i rozmemłana A. faaaajnie... Ubrac, umyc i najesc sie musiala. A ja pobawilam sie z Koronką i z wielkim niedowierzaniem stwierdziłam: to żyje!

Miałam dziwne wrażenie, że facet od informatyki gapił mi się dziś w dekold. Być może to tylko moje wrażenie. A dziś nie miał do czego się doczepić, bo pomimo to, że korzystałam z netu to i tak wszystkie zadania wykonywałam przed czasem. A kij mu w... oko!

No brzuszek mnie boli, i główka też. Ale nie ważne. Bo cud się zdarzył. Cud na ziemi. Bo szczypaj pan, szyczypaj... byle moćno! Bo był mail i oczyjakpięćzłoty i skakaniedogóry i chodzeniezkątawkątbezcelu. Bo K. napisał, bo K. pozdrawiał, bo stąd pozdrawiał. Bo nogą USA nie dotknął, bo do samolotu nie wsiadł. Bo został. Bo jest. Jest przynajmniej do końca roku. Bo los podarował mi dwa miesiące marzeń więcej. Łaskawy ten los, łaskawy. A losie czy bardzo byłabym zachłanna prosząc o wieczność? Bardzo, bardzo...?

Bo teraz piątku czekam. Bo obiecałam, bo słowa dotrzymam. Bo sms będzie i propozycja też. Bo trzeba mi tylko czekać na odpowiedź. O losie jeśliś taki łaskawy spraw żeby był na tak... spraw... no spraw...


♪♪ 2+1 - Chodź Pomaluj Mój Świat.mp3

sobota, 23 października 2004

dzika Afryka

Czwartek wstaje rano. Myk, myk... i do szkoły. Na szczesnie nie na zajecia, nie tym razem. Tym razem wyjazd do Łodzi. W planach było zwiedzanie łódzkiej WSHE i inne atrakcje wiążace sie z obchotami "dni Afryki" organizowanymi przez władze uczelni. Co prawda liczyłam, ze dzieki temu poznam w koncu po 1,5 rocznej niby-znajomosci [bo internetowej] Rafałka. Ale trudno, nie udało się. Trzeba bedzie czekac dalej.

Jechało tylko czesc osob z mojej grupy, a wraz z nami troche ludzi z 2-giego i 3-ciego roku. Warto wspomnieć, że bez opiekuna. Widać, że nam ufają. W autobusie było wszystko. Tańce, hulańce, swawola i naprawde różne używki. Ale mnie w to prosze nie mieszać! /lol/

Patio mają tam naprawde ładne. Siedziałyśmy we trzy słuchając zespołu bembniarzy cośtam bum bum przysypiając przy stolikach. Dużo krecenia sie bez celu, w celu organizacji czasu i zajęć. Później zwiedzanie tego i tamtego. Zrezygnowałyśmy [bo pojechały same babki z naszej grupy] ze spotkania z Marcinem Kydryńskim i Marcinem Mellerem na rzecz spaceru po Pierynie. Albo raczej na rzecz zarobku... Bo ludzi kiedy się ich przyciśnie to można z nich nieźle wycisnąć. Zwłaszcza na kartke z napisem: "JEZDEMY ZDROWI. ZBIERAMY NA PIWO!!!" cząchając przy tym brązową mycką A. Śpiwanie na cały głos przebojów disco-polo czasem pomaga... a czasem nie. A wniosek jaki można wysnuć z takiego zajęcia jest jednoznaczny: to lepsze niż normalna praca, a ci obcokrajowcy są naprawdę chojni!

Później posiliłyśmy się troche i wróciłysm na uczelnie. Siedząc na korytarzu rozpoczęłam dyskusje z G.:

- No widzisz, nie udało Ci się spotkać Mellera i spytać czy nie skusiłby się na sesję [bo jak wiadomo M. Meller to redaktor naczelny Playboy'a]
- ehh... trudno musze to jakos przezyc - wzdycha cieżko G.

[w tym momencie patrze a korytarzem jak tornado przechodzi wspomniany Marcin Meller...]

- G. biegnij, biegnij. Taka szansa już Ci się nie powtorzy. - zachęcam kolezanke
- Co, gdzie, jak? - zanim sie spotrzegła koles juz sobie poszedl

[chwila czasu i wraca z telefonem przy uchu]

- No teraz mozesz go złapac. - zartuje

[G. tylko smieje sie]

A Pan Meller stoi sobie na zewnątrz budynku i rozmawia przez telefon. Tymczasem doszły inne koleżanki, po tymjak powiedziałąm im kto tam stoi i kim on jest jedna z nich zareagowała ochoczo: To jak bedzie przechodził powiem mu, że mam owłosione sutki. Może się nadam?. Niestety nie było juz okazji do tej propozycji.

Ogólnie źle nie było, ale dobrze też nie. No w kazdym razie nie na tyle dobrze zebym spokojnie myslala o tym, ze ktoregoś dnia bede musiala dwa razy dłuzej siedziec w szkole zeby odrobić czwartkowe zajęcia.


Piątkowe przedpołudnie spędziłam u A. Koffana dziewcynka wyłumaczyła mi biomedyke. Później było trochę rozmów, sesja zdjęciowa z jej kocicą Koroną. Głos jej brata i nawet sekundowy obraz. Bo jej brat jest niczego sobie, a przy tym wiem na co sie porywam, bo przy naszym pierwszym "spotkaniu" był w samych gaciach. Otprzypadkiem. W kazdym razie połuchać, popatrzeć mi wolno. Póki nikt nie wie, ze on mnie się tenteges to jestem zupełnie bezpieczna.


Ja wiem. To nic nie da. Wiem tez, że moje myśli i czyn nieuchronnie dążą do autodestrukcji. Wiem też, ze ni da sie inaczej, ze jesli ona cały czas powtarza mi uparcie: "jesteś zła, głupia, niedorozwinięta, pryszczata, gruba, debilka..." etc., to ja jestem przesiąknięta tym myśleniem do szpiku kości. I ani ta Pani, ani inna raczej nie jest w stanie wyłowic ze mnie człowieka.


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Na krawędzi.mp3

środa, 20 października 2004

bo ziemia się trzęsie

A mówiłam, że na tym przedmiocie to nie będzie głaskania po jajkach. No mówiłam. Mówiłam, że bedzie ciezko. I jest tak, że ziemia robi się gorąca i trzesie sie odbijając od innych planet.

Referat sie pisze przez me palce zleniwione i mózg zgoła niepełnowartościowy. Ale sie pisze. Książkę tez się zdobyło i się powoli czyta na zmianę z pisaniem referatu.

Ja nic nie powiem, ale milczeć też nie będę. Właściwie to mimo wszystkich wyjaśniej Ty i tak wiesz swoje M. Wiesz i nikt Cię nie przekona, że jest inaczej. Bo znasz, bo masz doświadczenie, bo to widać gołym okiem. Bo nieznosisz ludzi niestałych w uczuciach i gardzisz nimi niczym wątróbką. Wiesz, że pisząc to wcale nie poprawisz swojej sytuacji, wrecz przeciwnie. Ale milczeć też nie możesz, bo by Ci to mózg, serce i dusze zatruło jak jad złej gąsiennicy, o ile takie istnieją. Poczekasz, jak to było dawniej. Bo przecież już dwa razy już sprawdził się Twój scenariusz, no jakby policzyć Twój przypadek to nawet trzy. Poczekasz i na czwarty i na piąty i na jeszcze kolejny. Bo znasz, bo wiesz, bo czujesz. A jeśli rzeczywiście nie doczekasz się to może wtedy zmienisz zdanie i zaczenisz szanować, a przestaniesz gardzić. Póki co powykszywiasz swoją gębę na myśl o tej, tamtej i owamtej i o...

Jutro Łódź i rozrywka, tańce, hulańce, swawola. Miałam wreszcie poznać Rafała ale bidok pochorował się. Jakoś przez to mi połowę sił i chęci na ten wyjazd ubyło... bo w koncu tak na to liczyłam.

Olaboga! Tego to ja sie nie spodziewalam w najgorszym koszmarze! M. napisala mi sesemesa. O tym jak to ona ma tam cięzko i w ogole. Moze myslala, ze ja tez ponarzekam? A ja w gruncie rzeczy po za tym tym jednym przedmiotem nie moge narzekać. Co prawna ten jeden nadrabia za wszystkie, bo zawiera wszystkie te zagadnienia, ktorych ja nigdy nie rozumialam, a co za tym idzie nie potrafiłam. Ale co ja ją bede uświadamiała i zagłębiala w szczegoly... Jak dla niej wiadomości to jest GUT i to wszystko.

Wczoraj tradycyjnie poszłam do MDK'u, na kółko. To jest ta część tygodnia, którą naprawdę lubie i mimo zmęczenia staram sie nie opuszczac spotkan. Wczoraj to w pewie sposob zaowocowało. Choc nie obyło się bez szoku. Siedze sobie jal gdyby nigdy nic aż tu nagle niejaka Pani nasza opiekunka vel poetka oznajmuje mi, że zaraz wparuje tu Pan, ktory ma przeprowadzić ze mną wywiad. W tym momencie szczęka mi opadła, czyli kasa fiskalna jak to okreslala pewna osoba. I faktycznie wszedl starszy Pan, zrobił mi kilka zdjęć [olaboga!], podał szcześć pytań, na ktore musze odpowiedziec a odpowiedzi dostarczyc za tydzien. I faktycznie w regionalnym tygodniku zwanym "Nad Wartą" będzie opublikowany wywiad ze mną, moim zdjęciem i dwa lub trzy moje wiersze. A te ytania to są zgoła inteligentne inaczej. Brzmią raczej jak na miss "nad wartą", a nie jak na artykuł w kolumnie kulturalnej...

♪♪ Brodka - Dziewczyna mojego chłopaka.mp3

sobota, 16 października 2004

co gryzie i zjada m.?

Bo ja nie lubie moich pryszczy, tłuszczu mojego, szkaradnej gęby, mglistych i deszczowych piątków. Tych ostatnich nie lubie od ubiegłego tygodnia. Bo kapuczino tiramizu z miodem w tej samej kawiarni nie miało takiego samego smaku jak wtedy, a i towarzystwo inne, no i klimat nie ten sam. W mojej głowie wciąż tkwi towarzysz sprzed tygodnia, nie ujmując niczego A. i G.

Głupia M.! Głupia, głupia, głupia! I jeszcze raz głu-pia! Oj za dużo powiedziałaś o tym co w środku, za dużo i niewłaściwej osobie. Bo ty szukasz zrozumienia tam gdzie i tak go nie znajdziesz. Doskonale o tym wiesz, ale i tak się pchasz. No właśnie... jak głupia. Twoja reakcja zwyczajowa, którą doskonale mogłaś przewidzeć, ale i tak się ryjesz. Noipococitobyło? Po-co?

A dziś kontynujacja wczorajszych stanów depresyjnych połączona z referatem z historii wychowania. Nic mi tu nie pomogło ani nawet bananowe mleko. Na jutro trzeba Ci będzie M. wdziać kolejną sztuczną maskę dobrodnia, bo będzie pisanie referatu w kupie.

czwartek, 14 października 2004

delfin też człowiek

Pan od filozofii fajnie prowadzi zajęcia. Właściwie najciekawiej spośród do tej pory poznanych wykładowców.

B. mimo, że Cię szanuje i nadal lubię to i tak twierdzę, że to co robisz jest po prostu żałosne... naprawde szkoda mi Ciebie... Na siłe nic nie znajdziesz. Gdybym ja chciała mieć chłopaka to dawno bym go już miała i to nie jednego. Za przeproszeniem co jakiś czas nowe "byle gówno" znalazłoby się. Tyle, że mnie nie zależy na ilości, a ja jakości... Widocznie z Tobą jest na odwrót...(?)

Bo ewidentnie widzę, że A. ma mnie gdzies i olewa mnie, a K. już pewnie w tej chwili jest gdzieś nad Atlantykiem albo nawet na "Nowym Lądzie". Bo nie moge juz słuchać wywodów koleżanki A. o jej podbojach miłosnych. Nie, ze ją nie lubie. Lubie, a jakże, ale to co mowi po prostu sprawia mi przykrość.

I nic mi dzis chyba nie pomogło. Nawet to, ze mam fajnych ludzi na roku. W sumie to jedyna szkola do tej pory, do ktorej chce mi sie chodzic. Ani robienie tzw. zwyczajowej i tradycyjnej popeliny w autobusie miejskim, w postaci siedzenia na kolenach A., robienia konika i rżenia jak wyżej wymienione zwierze. Ani winozniewiadomegoźródła przyniesione przez R. na uczelnie i popijane przed zajeciami. Ani baton z serii "mordoklejka". Ani Kult, ani napisanie nowego niby-wiersza. Ani nawet niedawno zakupiona książka na merlinie.

Weź mnie za łapę, pociągnij mocno i przytul... tak bardzo proszę...


***
"(...) żadne słowa tego nie opiszą co poczuć może człowiek ciemną jesienną nocą."
[Kult - Lewe lewe lof]




♪♪ Monika Brodka - On.mp3
can't stop...

poniedziałek, 11 października 2004

masujemy się, czyli zły dotyk boli przez całe życie

Aaaaa dziś z rana pojechałyśmy we trójke taxówką na uczelnie, jak zwykle w poniedzialki. Podzniej trele morele... paplanina z resztą grupy a to o referatach, a to o jedzeniu, a to o tym, że wypadałoby pewnego dnia wybrac sie na wino... Aż tu nagle dochodzi do naszej grupki jakiś nieznajomy (i nawet piękny! :P ) pyta o to i o tamto i okazuje sie, ze dopiero teraz dochodzi do naszej grupy. A my dziołchy szwarne, wielce uradowane, bo okazalo sie, ze mamy drugiego faceta w grupie oblazłysmy go jak gdybyśmy pierwszy nas na oczy widzialy chłopa.

Później na wf-ie okazało się, że polowa grupy ma zwolnienia lekarskie. A tajemniczy - nowy chlopak - R. jest naprawde przystojny. ale to tym cicho szaaa... :P

Dziś byłam na lekcji masażu u A. [Tylko bez komentarzy prosze. :P] Fakt - niewiele sie nauczylam. A wlasciwie to nic. Ale przyjemnie mi bylo i poleżałam sobie troche "do góry dupą"! Ajak! Bo masaż łydek był fajny i A. też. Oczywiscie A. zostal ostrzezony, zeby uwazac, bo 'zly dotyk boli przez cale zycie'. Później było troche pogaduchów i stresującej ciszy na przemian. Poznalam przy okazji 'Siedem' [jego kot], ktory to poprzechadzal sie po mnie troche, a pogryzl i podrapal wlasciciela.

NO I TO NIE BYŁA RANDKA, Z TEGO NIC NIE BĘDZIE. Ja to wiem...

♪♪ Brodka - On.mp3

piątek, 8 października 2004

pożegnań czas, czyli deszcz nam świadkiem

Dziś będzie wyjątkowo krótko. Bo choć na studiach wesoło to mnie dziś nie do śmiechu. Nie tym razem.

Bo dziś było deszczowo i mgliście. Bo dziś była kawiarnia, slodka kawa z miodem, moj zapach, jego zapach, moj wzrok, jego wzrok, moje oczy, jego oczy, moj glos, jego glos. Bo dziś był cudowny uścisk... jedyny... ostatni. I był jego sweter, miękki. Bo dziś wszystko było po raz ostatni. Bo dziś był pożegnań czas. Był czas. I już nigdy, nigdy nie będzie Cie. I już nigdy, nigdy nie będzie mnie. Nie bę-dzie.

Tak, to chodzi o K. i nasze ostatnie spotkanie. Pożegnanie. W czwartek wraca do USA. Nie chce mi sie myslec, mowic... zyc. Był sobie sen. Był.

Ja już tęsknie... już... [chyba sie powtarzam...?]

♪♪ Incubus - I Miss You.mp3


środa, 6 października 2004

studiowanie[?]

Zamerykańszczone pojedyńcze ławeczki. Rodem wyjęte z amerykanskich seriali o szkołach. Poniedziałkowe zajęcia, czyli informtyka i w-f przeszły bezstresowo wrecz sympatycznie.

W 19-osobowej grupie jest jeden chlopiec, ktorego w dodatku znam z liceum.
Na zajeciach wf-u Zaniepokojony T. spytał:
"Ale ja bede mial oddzielną szatnie i prysznic?"
"No pewnie. Az tak dobrze nie bedziesz miał!" - oznajmił wf-ista

Zajęcia w-fu w jednostce wojskowej podnoszą cheć chodzenia na nie. Ja napisalam chodzenia, nie uczestniczenia. Z reszta zawsze mozna poćwiczyc oko... obserwując zołnierzy! ;P Kiedy dotarlismy sale zajeli nam juz zołnierze. Grali w pilke nozna i w miedzy czasie ich koszulki fruwały tylko w powietrzu. Tak sie zachwycili widzac 18 dziewczat na raz, ze zafundowali nam darmowy striptiz. Gdybysmy posiedzialy tam dluzej moze polecialyby tez spodnie... i to wie co jeszcze. ;)

Wtorek nudny i potwornie dłuuuugi. Zajecia od rana i decyzja, ze jednak bede chodzila na angielskim. Na niemiecki niestety musialabym dochodzic w weekendy do zaocznych, bo za malo chetnych jest na dziennych. A ja len jestem i pomyslalam, ze skoro jestem na dziennych to nie bede szwedala sie tam w soboty. I tak jezyk obcy jest tylko przez pierwszy rok. Pozniej odwiedzilam kuzyna w pracy, posiedzialam tam troche, zrobilam mu zakupy i poszlam do mdk'u. Ogolnie dosc meczacy dzien.

Dziś z kolei mozna bylo pasc... ze śmiechu, wycienczenia i przerażenia jednoczesnie. Wyklad z przedmiotu pt. "przedmiot do wyboru" byl nawet ciekawy. A dotyczyl roznych sposob oceniania, z reszta prawdopodobnie wlasnie tego bedziemy sie tak uczyli, czyli jak oceniac dobrze i sprawiedliwie oraz niekrzywdzaco... i takie tam duperele. Ale "biomedyczne podstawy rozwoju" to nie jest to co niedzwiadki lubia najbardziej. A wlasciwie to jest wszystko to czego ja nienawidze i chyba z wzajemnoscia, bo nigdy tego pojac nie moglam. Dzis była genetyka. To co zrobilismy przez jeden semestr na fakultetach z biologii on przerobil najednym 3,5 godzinnym wykladzie. Uroczo, nie? A w dodatku koles wszystko pokracznie tłumaczy. W kazdym razie w tym wykładzie najbardziej podobały mi sie 5-10 minutowe przerwy miedzy nim. Po tym jak facet stwierdził, że jestesmy jednym wielkim białkiem i nawet to czy cierpi, smieje sie czy nawet jest mordercą albo wiernym katolikiem zalezy od białka mieliśmy gotową odpowiedź na pytanie, ktore od lat dręczy ludzkość, a mianowicie: "co bylo pierwsze: jajko czy kura?". Teraz juz wiemy, ze odpowiedź brzmi: "Białko!" :D

Zastanawialismy sie tylko po co nam to wszystko, kolezanka z tyłu dodala zgrabne zdanie:
"Bede chciala przyznac komus zapomoge to mu powiem: Panie, brakuje panu białka wiec przyznam ją panu. Ale trzeba pana odbiałkować... tępo, 150, zmiana ręki i ma pan białko."

A dziewczyna jest niesamowita. Jej ulubionym tematem jest jedzienie, a zajeciem... no oczywiście zgadliście: jedzienie! Jak pan od 'bpr' zaczał tłumaczyc powstawanie wolnych nukleotydów na przykładzie zjedzonej bulki z szynką, to z radościa wykrzyknęła:
"No wreszcie temat dla mnie!"

Na kolejnej 5-minutowej przerwie mylismy juz wystarczajaco przerazeni materialem, wiec ta sama osoba wyskoczyła z ideą zwiania z sali przez okno po uprzednio zostawionej karteczce z informacją: "Jestesmy w salonie Peugot."

Inna równie ciekawa osobowość wyjęła z torby puszke i zajeła pociągac browca.
"R. wypiej i powiedz facetowi: Panie doktorze no teraz to wresznie zrozumialam o co chodzi w tym wszystkim!" - stwierdzil T., jedyny mezczyzna w grupie.

Zaniepokoily nas troszkę te 5-minutówki wiec padlo podejrzenie:
"Ejj... A moze on sie brandzluje?... no bo w koncu jak przychodzi to zawsze ma takie białe rece..."

Facet musial podsluchiwac nam, bo od razu jak tylko wchodził odpowiadal na wszystkie pytania, ktore stawiane byly w przerwach. No na prawie wszystkie, bo temat "brandzlowania" zostawił dla siebie. Wyjasnil "po co nam ten przedmiot?", ale jego tłumaczenie jakos mnie nie przekonuje. W koncu nawet jego wygląd nie jest przekonujący, a wygląda jak stary, schlany alkoholik.


***
Za tydzien K. odlatuje do Stanów. Rozmawialam z nim krotko na gg. Jestem wlasciwie pewna, ze juz nigdy nie zobaczymy sie. Jak cie szuje? Lepiej... nie pytać.
On chyba tak samo. Stwierszil, ze ostatnio przezywa gorsze dni, bo zamknął sie w domu i nigdzie nie wychodził. Ponoc to dlatego sprawial wrazenie jakby nie chcial mnie widziec, rozmawiac ze mna i nawet znac mnie. pytanie tylko: 'dlaczego ma takie samopoczucie?'. Powinnam wiedziec? Nie, ja tylko moge sie domyslac. I domyslalam sie, ale tak cicho zebym przypadkiem sama nie uslyszala tych domyslow...

Już tesknie. Źle mi. Smutno. I tyle.

niedziela, 3 października 2004

spotkanie po latach

Najsampierw powiem, że ta szkoła jest normalnie nienormalna! W piątek o 8.20 pojechałyśmy w trójkę [ja A. i G.] do szkoły autobusem, linią nr 1. [Stwierdzam z żalem, że G. naprawde jest ślamazarna i nierozgarnięta. No bo to nie jest normalne żebyśmy we dwie przypominały jej o jej włąsnych sprawach i mówiły co i jak ma sie spytac w dziekanacie? Ja o tym wiedzialam juz wczesniej, ze ona jest brzydko powiedziawczy niedorobiona. Wiem, ze to zle tak mowic na kolezanke, ale jeszcze gorzej wyglada to jesli wszystko robi za nia mamusia a ona sama nie potrafi wejsc i spytac sie o cokolwiek, czy czegokolwiek zalatwic, ze nie wspomne o tym, ze dla siebie. A o swoje interesy powinno sie dbac!] Miał byc jeden 3-godzinny wykład. Nie bylo zadnego - zajecia odwołali! Nie zebym sie nie cieszyła, a i owszem takie studiowanie to mnie sie zaczyna podobac. Ale [bo zawsze jest jakies ale] po co ja do jasnej cholery wstawalam tak wczesnie? Alecotam. Przynajmniej wziełam sobie plan zajęć, ktore z reszta poustawiane sa kosmicznie. Sa dni kiedy zaczynam o 13.30, albo jest jeden kiedy koncze ajecia o 19.30. [olaboga] W ten sposob tam rozpiepszony caly dzien to z kolei juz mi sie nie podoba. Na całe szczescie, we wtorki [no przynajmniej w I semstrze.. z reszta nie wiadomo czy do II dotrwam..] koncze o 15.50 wiec moje wtorkowe spotkania z sektą literacką rozpoczynajace sie o 17.30 są natenczas uratowane. ufff...

Wróciłysmy do domu. Zaprosiłam A. i G. do siebie. Acotam. Bo w koncu u A. juz bylam, a nie wypada zaprosic tylko jej kiedy G. obok. G. oczywiscie odmowiła, to bylo do przewidzenia. Onajestdziwna. Za to A. przyszła do mnie. Była herbatka grapefruitowa, czekolada, film na kompie ["Chłopaki nie płaczą"], rozmowy, lessbijskie zdjęcia, śmichy hihy i wariactwa w Paint'cie. Siedziala u mnie cały boży dzień.

Sobota - duzy krok na przod. Nie wiem czy w to gorsze czy w to lepsze. Na razie wiem, ze na przod. To juz COS. Pojechalam z tata do dziadkow [chodzi o tych ze strony taty], do Łodzi. Warto wspomniec, ze pojechalam tam pierwszy raz od 10-ciu lat. Bo matka jak zwykle sie pochlala z nimi, bo przez lata wpajała mi swoje zdanie na ten temat i swoj punt widzenia, no i zabraniala mi tam jezdzic. [Kazdy chyba zrozumie. Jeden rodzic mowi tak a drugi zupelnie na odwrot. I nie wiadomo gdzie lezy prawda?] Odwazylam sie pojechac, bo chyba mnie nie zabija. Nie zabili tylko milo przywitali, szczegolnie babcia. Ale nie moglam czuc sie tak dobrze, bo to trudne po tylu latach. No jest wujek... chory na zespół Down'a. Jego stan jest dosc ciezki a sam widok przyprawia o mdłości. Ale przeciez nikt nie jest temu winien, ani on sam, a ni dziadkowie nie chcieli miec takiego dziecka. Urodzil sie taki i juz. Przeciez nie wyrzuca go na smietnik. Jak na razie nie bylo zle. Swietnie tez nie, ale mam na dzieje, że z wizyty na wizyte bedzie coraz lepiej.

Wracajac zrobilismy zakupy [mam nowy mikrofon do komputera!] i wstąpilismy do mojej chrzestnej. Los chcial, ze trafilismy akurat na jedna z moich wielu ciotek. Jej rowniez nie widzialam juz pare ładnych lat. Ale do niej to jakos mi nie teskno. Zawsze byłam zdania, że to najbardziej popaprana osoba z rodziny od strony matki. Od wiekow uwazalam ja za niespełna rozumu, a jej głupota doprowadzała mnie do obłedu. Kobita ok. 70 lat, wdowa, nie ma dzieci wiec jeździ do gacha do Norwegii. Wydaje kupe kasy na autokary i prom, tam u niego [starego dziada z resztą i jeszcze starszego od niej] zasówa jak mały samochodzik za darmo! Że nie wspomne o tych jej głupio-mądrych poglądach. Ja sie tylko zastanawiam jak oni sie dogadują. On nawija swoje po norwesku, a ona swoje po polsku... Niczym rozmowa głuchego z niemową... Głupota ludzka nie zna granic...