Zamerykańszczone pojedyńcze ławeczki. Rodem wyjęte z amerykanskich seriali o szkołach. Poniedziałkowe zajęcia, czyli informtyka i w-f przeszły bezstresowo wrecz sympatycznie.
W 19-osobowej grupie jest jeden chlopiec, ktorego w dodatku znam z liceum.
Na zajeciach wf-u Zaniepokojony T. spytał:
"Ale ja bede mial oddzielną szatnie i prysznic?"
"No pewnie. Az tak dobrze nie bedziesz miał!" - oznajmił wf-ista
Zajęcia w-fu w jednostce wojskowej podnoszą cheć chodzenia na nie. Ja napisalam chodzenia, nie uczestniczenia. Z reszta zawsze mozna poćwiczyc oko... obserwując zołnierzy! ;P Kiedy dotarlismy sale zajeli nam juz zołnierze. Grali w pilke nozna i w miedzy czasie ich koszulki fruwały tylko w powietrzu. Tak sie zachwycili widzac 18 dziewczat na raz, ze zafundowali nam darmowy striptiz. Gdybysmy posiedzialy tam dluzej moze polecialyby tez spodnie... i to wie co jeszcze. ;)
Wtorek nudny i potwornie dłuuuugi. Zajecia od rana i decyzja, ze jednak bede chodzila na angielskim. Na niemiecki niestety musialabym dochodzic w weekendy do zaocznych, bo za malo chetnych jest na dziennych. A ja len jestem i pomyslalam, ze skoro jestem na dziennych to nie bede szwedala sie tam w soboty. I tak jezyk obcy jest tylko przez pierwszy rok. Pozniej odwiedzilam kuzyna w pracy, posiedzialam tam troche, zrobilam mu zakupy i poszlam do mdk'u. Ogolnie dosc meczacy dzien.
Dziś z kolei mozna bylo pasc... ze śmiechu, wycienczenia i przerażenia jednoczesnie. Wyklad z przedmiotu pt. "przedmiot do wyboru" byl nawet ciekawy. A dotyczyl roznych sposob oceniania, z reszta prawdopodobnie wlasnie tego bedziemy sie tak uczyli, czyli jak oceniac dobrze i sprawiedliwie oraz niekrzywdzaco... i takie tam duperele. Ale "biomedyczne podstawy rozwoju" to nie jest to co niedzwiadki lubia najbardziej. A wlasciwie to jest wszystko to czego ja nienawidze i chyba z wzajemnoscia, bo nigdy tego pojac nie moglam. Dzis była genetyka. To co zrobilismy przez jeden semestr na fakultetach z biologii on przerobil najednym 3,5 godzinnym wykladzie. Uroczo, nie? A w dodatku koles wszystko pokracznie tłumaczy. W kazdym razie w tym wykładzie najbardziej podobały mi sie 5-10 minutowe przerwy miedzy nim. Po tym jak facet stwierdził, że jestesmy jednym wielkim białkiem i nawet to czy cierpi, smieje sie czy nawet jest mordercą albo wiernym katolikiem zalezy od białka mieliśmy gotową odpowiedź na pytanie, ktore od lat dręczy ludzkość, a mianowicie: "co bylo pierwsze: jajko czy kura?". Teraz juz wiemy, ze odpowiedź brzmi: "Białko!" :D
Zastanawialismy sie tylko po co nam to wszystko, kolezanka z tyłu dodala zgrabne zdanie:
"Bede chciala przyznac komus zapomoge to mu powiem: Panie, brakuje panu białka wiec przyznam ją panu. Ale trzeba pana odbiałkować... tępo, 150, zmiana ręki i ma pan białko."
A dziewczyna jest niesamowita. Jej ulubionym tematem jest jedzienie, a zajeciem... no oczywiście zgadliście: jedzienie! Jak pan od 'bpr' zaczał tłumaczyc powstawanie wolnych nukleotydów na przykładzie zjedzonej bulki z szynką, to z radościa wykrzyknęła:
"No wreszcie temat dla mnie!"
Na kolejnej 5-minutowej przerwie mylismy juz wystarczajaco przerazeni materialem, wiec ta sama osoba wyskoczyła z ideą zwiania z sali przez okno po uprzednio zostawionej karteczce z informacją: "Jestesmy w salonie Peugot."
Inna równie ciekawa osobowość wyjęła z torby puszke i zajeła pociągac browca.
"R. wypiej i powiedz facetowi: Panie doktorze no teraz to wresznie zrozumialam o co chodzi w tym wszystkim!" - stwierdzil T., jedyny mezczyzna w grupie.
Zaniepokoily nas troszkę te 5-minutówki wiec padlo podejrzenie:
"Ejj... A moze on sie brandzluje?... no bo w koncu jak przychodzi to zawsze ma takie białe rece..."
Facet musial podsluchiwac nam, bo od razu jak tylko wchodził odpowiadal na wszystkie pytania, ktore stawiane byly w przerwach. No na prawie wszystkie, bo temat "brandzlowania" zostawił dla siebie. Wyjasnil "po co nam ten przedmiot?", ale jego tłumaczenie jakos mnie nie przekonuje. W koncu nawet jego wygląd nie jest przekonujący, a wygląda jak stary, schlany alkoholik.
***
Za tydzien K. odlatuje do Stanów. Rozmawialam z nim krotko na gg. Jestem wlasciwie pewna, ze juz nigdy nie zobaczymy sie. Jak cie szuje? Lepiej... nie pytać.
On chyba tak samo. Stwierszil, ze ostatnio przezywa gorsze dni, bo zamknął sie w domu i nigdzie nie wychodził. Ponoc to dlatego sprawial wrazenie jakby nie chcial mnie widziec, rozmawiac ze mna i nawet znac mnie. pytanie tylko: 'dlaczego ma takie samopoczucie?'. Powinnam wiedziec? Nie, ja tylko moge sie domyslac. I domyslalam sie, ale tak cicho zebym przypadkiem sama nie uslyszala tych domyslow...
Już tesknie. Źle mi. Smutno. I tyle.