niedziela, 27 grudnia 2009

Pomarańcze, mandarynki, czekoladki i rodzynki

Taki okres, że pożeram kilogramy mandarynek zakąszając mleczną czekoladą z bakaliami. Oglądam naiwne komedie romantyczne przy świetle choinkowych lampek. Owijam się w miękką kołdrę siedząc w piżamie w grochy. Czasami jeszcze drżę. I niezmiennie celebruję ciszę, chwile samotności, wyczekiwania na zamknięcie drzwi z drugiej strony.

Zdecydowanie nie jest to radosny czas, leniwy raczej, przygnębiający wręcz. Nie lubię go. Zatrzymuję się wtedy i po raz kolejny, dosadniej uświadamiam jak połamany jest mój świat. Jak przykra i nie ważna jest każda chwila. Jak bardzo moje marzenia powykręcały się w tej niecodziennej rzeczywistości, w tej rodzinie-nic.

wtorek, 22 grudnia 2009

Nic ważnego

Nie dzieje się zupełnie nic ważnego, ani nie. Budzę się, idę do pracy. Próbuję sprostać wymaganiom, staram się, a potem zawsze idzie nie tak jak iść powinno i zawsze wina leży po mojej stronie. Potem wracam i jestem mistrzynią w marnowaniu czasu. Zasypiam. Albo wszystko w odwrotnej kolejności.

Kartki z kalendarza wyrywam niezapisane. Kurzem nawet nietknięte. Co dzień ścieram tylko białe ślady soli na butach, prostuje włosy, maluje paznokcie na bardzo dziwne kolory, wklepuje krem w wysuszone dłonie. Lekki niepokój w sobie noszę, jak wyrostek robaczkowy jest trochę. Mój, a jednak obcy.