niedziela, 26 czerwca 2005

jestem wyznawcą iglastego czasu

Po raz milionowy powtarzam psychologię i udaję, że wszystko jest w porządku. Od tygodnia wałkuję Freuda, behawioryzm, procesy poznawcze i całą resztę. Haftuję już tym wszystkim. Z lekka trzęsą mi się dłonie, ale to nie przeszkadza w udawaniu. Meczę Lipską Ewę swoim ciężkim wzrokiem, tak jakby ona była w stanie mi pomóc i wcale nie myślę o życiu osobistym. Myślę o jutrzejszym egzaminie, o kolejnym wierszu rodzącym się w moje głowie, o powietrzu i o tym, że znów nie wiem, co na siebie włożę. Gdyby tak można było iść w piżamie. Żadna muzyka nie gra mi teraz idealnie. Słucham ptaków, wiatru i ciszy.