Błogo jest. Ze wszystkich sił staram się ogarnąć to rozumem. Odragniam nieodgadnione. Przynajmniej próbuję. Rezultaty są różne. Być może nie o to tu chodzi. Może nie trzeba rozumieć, być może wystarczy czuć. Ale pomimo wszystko analizuję każdy najdrobniejszy fragment całości. Każdy szczegół poddaję przeróbce wtórnej. Tak jakoś automatycznie. Jakby nie było wiem jedno, jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Milion dwieście razy próbowałam wyobrazić sobie jak to będzie i jak być powinno. I nic co było w moich wyobrażeniach nie jest takie jak w rzeczywistości. Jest stokroć lepsze. Tak, lepsze. Przynajmniej na razie. A dalej, dalej niech się dzieje co chce. Co dziać się ma.
A teraz? Teraz siedzę na praktykach, grzeję tyłkiem stołek i zbijam bąki. Jeszcze ten tydzień. W następnym mamy ponoć wybrać się na warsztaty. Swoją drogą nie wiem co gorsze. Siedzenie tu z naszą przyjaciółką nudą czy zajmowanie się niepełnosprawnymi na warsztatach. Nie żebym coś, ale zwyczajnie jestem przerażona takim zajęciem. No cóż... i w tym wypadku muszę powiedzieć niech się dzieje co chce!
Mam adoratora! Bardzo specyficznego, ale przecież człowiek uczy się przez całe życie. Mój Romeo ma cztery łapy i dziś już drugi dzień z rzędu zaczepił mnie na ulicy w trakcie drogi na praktyki. Wczoraj pokładał mi się na bucie i wkładał łapki pod spodnie. Dziś nie był już taki bezpośredni. Może się zdradził po tym jak wczoraj nie odwzajemniłam jego amorów? No cóż... W każdym razie kumpel bury - fajny pies!
--
sieradz miastem akcji i atrakcji! (nawet nie czuję jak rymuję) W nocy dzisiejszej świr jakiś latał po ulicach z nożem i na golasa. chciał ludzi pozarzynać i wymachiwał nożem rysując nim samochody. generalnie genialnie! dostał od policji razy cztery z broni a i tak w karetce rzucał się na lekarzy. ponoć upity i naćpany był. yhh. gdyby głupota miała skrzydła niektórzy ludzie nigdy nie dotykaliby stopami ziemi... [info]