piątek, 11 listopada 2005

ku udręce opadły jej ręce

Po przeczytaniu pewnego tekstu ręcę opadły i do samej ziemi. A, że mieszkam na czwartym piętrze to i ręce zwis mają dość długi i dyndają sobie uroczo, i sfawolnie. Ja tłumacze to sobie tak, że... Ok, wcale sobie nie tłumaczę. Odcinam się od tego. ot zajmuję się sobą (w szerokim znaczeniu tego słowa), tym jak je wcześniej nazwałam "samookreślaniem". Przykro, fakt. Ale najwyrażniej tak musi być. (Pamiętaj Marika: pojmowanie wszystkiego, w tym rzeczywistości jest względne. Punkt widzenia zależy od punku siedzienia. Ale też od ilości batów dostanych i czujności oczu, które je wypatrzyły oraz od ewentualnych przejawów sadomasochostycznych ofiary. uff.)

A dziś to naprawdę simpaticznie było. Naprawdę naprawdę. Tak na pięć-+, a może i sześć. :)