czwartek, 27 października 2005

motanie się

Niby zdecydowałam, że zaryzykuję. Że pójdę i zobaczę, co czas pokaże. Ale, ale to mi tam w środku nie wystarcza. Boje się jak diabli. Już po przebudzeniu czuło się jakiś nacisk na klatce piersiowej. Teoretycznie bez powodów, ale jak się głębiej zastanowić to powód sam się znalazł, a i myśląc o nim nacisk stał się większy. No, więc boję się. Boję się jak diabli. A jakby tego było mało ostatnio zanikła moja umiejętność ryzykowania, czasowej (choćby) odwagi. Co widać było we wtorek jak krzątając się w kółko nie można było zdecydować czy iść na kółko. I energię odbierają wszystkie niepowodzenia związane z szukaniem wariata, który dałby kasę na/wydałby mi tomik wierszy. Coraz częściej mam ochotę pierdzielnąć to wszystko w diabły, bo już pomysłów brak na ewentualne dalsze kroki.

Staram się żyć w zgodzie z tymi obrazami, które odwiedzają mnie często i częściej. I nawet je lubię. I one lubią mnie, bo za żadne skarby nie chcą mnie opuści. Obie wiemy, że nigdy się nie urealnią. Ale też obie wiemy, że ja ich potrzebuję, bo to taka namiastka życia. Potrzebuję jak tlenu do oddychania. One o tym wiedzą. Wiedzą, że mają nade mną przewagę i chcą ją wykorzystać uzależniając mnie od siebie. A ja się im oddaję bez reszty. Nawet nie próbuję z tym walczyć, bo i po co. Jeśli nie szkodzą to możemy jakoś wspólnie egzystować. O ile nie szkodzą... Bo przecież marzenie w kółko o tym samym może w końcu odbić się czkawką... Może, ale nie musi.


--
kiedy patrzę na swoje dawne błędy ortograficzne to aż mnie trzęsie. przesiew moich wypocin przez łorda był jednak dobrym pomysłem. (to tak trochę od czapy). i dobrze, żeś powrócił. :)


♪♪ Pidżama Porno - Do nieba wzięci.mp3