Zobrazować to wszystko. Przestać chcieć i pragnąć. Realizować tylko wizję jedynie właściwą i godną. Zostawić te wszystkie wyimaginowane obrazki, te wszystkie fantazje życia.
Tak jak pakowałam walizki przez tygodniem, tak spakuję je i dziś, i za tydzień kolejny. Tak gdzieś między jestem, w zupełnie osobliwym stanie. W przestrzeni obcej i nieoswojonej. Na kółkach, między pokojami, w ubraniach poskładanych w kosteczkę, ciasno upchanych, suwakiem zamkniętych. Ciągnie gdzieś, ciągle nigdzie. Nie tam gdzie trzeba, nie tam gdzie ciśnienie może zwolnić. Nie u siebie, nigdzie u siebie.
*
W przedsennych marzeniach była moc świata Innego. Teraz zaciskam oczy bez mróżenia powiek. Zupełnie beznamiętnie śnię o owłosionym języku. Nie jestem w tym. Moje dorosłe życie jest bardzo sterylne i jałowe. I niby planuję kolejne etapy dorastania, to jednak pomimo wszystko, nerwowo obracam pierścionek, który przez te pare miesięcy zdąrzył już odbić się wgłębieniem w palcu. Nie jestem gotowa na wszystko. Na razie marzę o smukłej figurze, szczęściu we dwoje i własnej przestrzeni materialnej. To chyba za mało pełną gotowość. Nie czuję przez to winy, ani wstydu. Częściej brak zrozumienia czy odmienność.
Nie czuję w tym roku ducha. Duch w moim domu zawsze straszył. W tym roku go opuszczam. Bezpańska jestem, bez rodowodu.
Między nami tyle śniegu, tyle lodu.