czwartek, 28 kwietnia 2005

dużo, więcej, najwięcej

Jak mi braknie czasu na oddychanie to proszę się nie zdziwić. Tym razem szukam szczęścia w kole fotograficznym czy jak to się tam nazywa. Nie wiem na ile szuka ta sprawdzi mi się, bo dzień nagle nie rozciągnie mi się do 48 godzin. Praktyki najprawdopodobniej dopiero od sierpnia i raczej wszystkie za jednym zamachem. Żeby później nie zawracać sobie tym głowy drugi raz.

Niedawno zauważyłam, że czuję jakiś wielki nacisk od wewnątrz, który uparcie mówi mi, że muszę być KIMŚ. Cały mój człowiek przemawia do mnie chorymi ambicjami, że SUKCES musi być mój. Dziwna sytuacja, trochę abstrakcyjna. Tak jakbym chciała zrekompensować sobie kompletnie spieprzone życie rodzinne, nie wspominając o osobistym, bo takiego nawet nie zauważyłam. To też angażuje się, w co się da. Skutki są różne, jak to w życiu. Ale wybujałe ambicje, które krzyczą wciąż więcej i więcej nie pozwalają, choć chwilę cieszyć się tym, co jest, bo w końcu to, co jest to wciąż za mało albo, co gorsza źle. Wtedy zapał mój ginie śmiercią tragiczną, wtedy jest bezsens i brak perspektyw. Bo wiary w siebie to u mnie za grosz nie ma.


♪♪ Kazik - Dziewczyna bez zęba na przedzie.mp3