Z czwartku na piątek śniłam 3 sny. To już jest produkcja taśmowa. Dziś jeden, ale to jaki! /ten sen zawstydza mnie.../ Tym razem poszłam już sama do redakcji. Guma w zęby, co by raźniej mi było i żebym mogła na czymś konkretnym odstresować się. Zdjęcie mi zrobiono. Wielką mam nadzieję, że nie wyjdę na nim jak zwykle, czyli jak świnka morska.
Dobry Pudels nie jest zły. Ale od początku. Siedzenie pod dżewkiem /błąd celowy. żeby nie było./ i rzucanie kijów do rzeki rozwija mięśnie ręki. I tej wersji się trzymajmy. Błogo tak jakoś w sobotę. Mój grzech w liczbie jeden - lód duży, słodki, że aż kusi. No nie mogłam się powstrzymać. No żadna z nas nie mogła! Piwo miarowe w liczbie jeden, bo więcej nie zdzierżyłabym. A konkurs, że śmiech na sali. Było trzeba losować i siebie wylosować. Baa. Panie z AVONU zrobiły z mnie tapeciarę. Poprawiły siakimiś feromonami z flakonika. Alecotam. Raz w życiu można zaszaleć. Ale nigdy, nigdy więcej, co bym na własny widok torsji nie dostała. Później z braku kibla ley na mur ze trzy razy, a potem patrzaj, kto leje za tobą. Tak ściekawości. A Pudels stary, ale jary. /no nie no, to już jest jakieś popapranie./ A muzyka tętniła mi krew do żył, napełniała płuca i mózg. Byłam muzyką, byłam rytmem. /no nie mogę. normalnie posikam się z wrażenia!/
A dziś dzień na działce z G. Jadłyśmy cake ze szprajtem. Męczyłyśmy dronkę i ja zapolowałam na kota! I w końcu dowiedziałam się czym tak naprawdę jest woda z bjedrąki! ;) ...głupia uczyła się pływać. W drodze powrotnej ten koleś, no podobny jak nie wiem co. Tak w czasie jazdy to z każdym metrem zdawało się coraz bardziej, że to przeszłość do mnie puka. Ale nie, nie. Jednak nie. Jak wysiadł to widać było, brzidal jakiś - nie B. A autobus trząsł niemiłosiernie. Na końcu specjalnie się stanęło. Normalnie myślałam, że macica mi przez gardło wyskoczy. To lepsze niż kolejka górska, a za jedyne 1,20 zł. Prawdziwy odjazd!