Mój głos brzmi jak skrzypiące drzwi. Albo jak głos starego alkoholika. W środę poszłam do gimnazjum na swoje pierwsze spotkanie autorskie, pierwszy raz czytałam swoje niby-wiersze. Właściwie nie było tak źle, gdyby nie chrypka byłoby jeszcze lepiej. Dostałam ładnego kwiatka, który już wisi łepkiem do dołu. (no suszy się, nie!)
Później jakiś dziwny mail. Że zaproszenie na na galę konkursową do Domu Kultury w Rybniku. Zadzwoniłam, napisałam. Odpowiedź przyszła taka niesprecyzowana. Dyplom mają wysłać pocztą, zobaczymy. Doprawdy ciekawe jest dla mnie to, co napiszą na tym dyplomie, bo przecież raczej nie to, że "prace zostały pozytywnie odebrane". Napisaliby coś konkretnie, wyróżnienie czy coś. Bo w końcu z reguły dyplomy sa albo na jedną z trzech miejsc, albo za wyróżnienie, a oni tak jakoś nijak.
Wczoraj w akcie desperacji zerwałam plakat Stachursky'ego ze słupa. Bo pozaklejali nimi całe miasto przykrywając tym samym wszystkie plakaty dotyczące naszych juwenalii. A później rzeka, ławka i dyskusje na wysokim szczeblu. Siadanie plecami to wszystkich par w okolicy, co by w oczy nie kuły. Właściwie żałosne to.
17:52
Dziś latali po mieście i zaklejali Stachursky'ego. pff.