Rozciąga mi się ten dzień w godzinach, minutach i w sekundach niesamowicie. Żonkili w wazonie ubywa. Bo gniją z wolna. Pogoda bliżej nieokreślona tak jak i mój humor. Teraz czuję już zmęczenie. "Emocje opadły jak po wielkiej bitwie kurz." Wszystkie moje dzisiejsze dolegliwości żołądkowo-gastralne minęły jak ręką odjął. A więc poszłam tam. Dobrze, że nie sama. /dzięki. dzięki. dzięki./ Choć pojęcia nie mam, która z nas bała się bardziej. W biurze spodobała mi się klawiatura, monitor i system "Macintosh", który jak dla mnie wygląda kosmicznie. Na punkcie komputerów, sprzętu i oprogramowania mam jakieś zboczenie. Naczelna zupełnie nie taka jak ją sobie wyobrażałam. Miała to być młoda, zgrabna biznes łumen, a wyszła posiwiała, ale konkretna kobitka. Dwie wersje tego samego tekstu. Jakbym miała dwie osobowości. To, co podobało się mnie nie podobało się jej i na odwrót. Ja osobiście wolę takie teksy z jajem w skrajnych przypadkach z dwoma jajami. A ona przyjęła mi, a i owszem, ale ten, który tak naprawę napisać można w 20 minut w przerwie między kotletem a telewizorem. No cóż, widocznie nie znam się na tym aż tak dobrze. Teraz muszę poskracać felieton /bo ciut za długi do gazety/ i na maila wysłać. Ciężka sprawa z tym, nie wiadomo, co wywalić, bo wszystko ważne. Oby tylko te cięcia nie wyszły mi bokiem. A tak na marginesie. Naczelna pamiętała ten artykuł o mnie sprzed ponad trzech miesięcy, od razu powiedziała, że redaktorek spieprzył zdjęcie. To trzeba mieć łeb! A tak z innej beczki to teraz zobaczę jak ten dziennikarski światek wygląda od drugiej strony medalu.
Swoją drogą nie wiem jak ja się teraz wyrobię: szkoła, gazeta, koło poetyckie, praktyki /czas najwyższy poszukać i rozpocząć odrabiać/, że nie wspomnę o psycholożce. A i czas na lenistwo też znaleźć się musi!
Ot wybrali nam papieża. Tłumy wiwatują. Smutne to doprawdy. Minęło zaledwie dwa tygodnie od śmierci Jana Pawła II, a ludzie już zapomnieli. Życie w takich momentach pokazuje jak bardzo jest brutalne. Umarł król, niech żyje król!