mobilizacja mojej grupy w ilości nie zatrważającej, ale zawsze. czeski film, piwosączenie, dziury w ścianach, brak okien i generalnie zawierucha. w kontaktach towarzyskich również. wszystko to, z wyraźnym wskazaniem na ostatnie punkty wyliczanki skłaniają mnie do stawania się bezstronnym obserwatorem, zdystansowanym, wolnym od wszelkich przytłaczających poglądów, stereotypów, uzależnień emocjonalnych i innych.
choć bardzo ciężko w brutalności dnia codziennego, zakłamaniu jednostek otaczających, od tak przystosować się, nie zwracać uwagi, nie zawracać sobie głowy. bo o przyłącząniu się do grona pań z jajami (tak zwykłam mawiać o ciechociemnych plotkareczkach, tych milutkich, wesolutkich. że niby puci-puci, aż tu nagle, znienacka nóż w plecy po rękojeść. takie najgorsze.) ani myślę!
pan promotor zdecydowanie do kompetentnych nie należy. jak na następnych zajęciach każde sięgnąć do historii dnia kobiet i napisać o tym zupełnie nikomu nie potrzebny referat, to się nie zdziwię. jak sam wygłosi na ten temat nieproduktywny wykład tym samym kolejny raz nie zajmując się konkretem, a co za tym idzie nie będąc wcale pomocnym w pisaniu pracy, to też nie będzie dla mnie zaskoczenie. jak spyta się czy przypadkiem nie mam już napisanej całej pracy magisterskiej to też się nie zdziwię, a jak później spyta o czym ja tak właściwie mam tę pracę napisać, to naprawdę też się nie zdziwię. grrr...!!
no bym tak potrząsnęła tym wszystkim i nagadała tak, żeby normalnie w pięty... albo lepiej do łba weszło! że to jakoś po kolei trzeba, nie od sasa do lasa albo i na odwrót. że plan jakiś trzeba mieć, plan! bo to nie wakacyjna przygoda, że akcja na spontana, no!
♪♪ lipnicka & porter - old time radio.mp3
6. marca, 14:08
cholera! biednemu to zawsze wiatr w oczy! obudowy lekkie pęknięcie czego gwarancja nie obejmuje i teraz z tym komputerem to jak z jajkiem trzeba. ja to jak ja, ale jak pozostali użytkownicy... ;/