a tak w ogóle to wiosna. w tramwajach czytam pana srokowskiego albo słucham pana grabaża. wypełniona po brzegi natchnieniem chadzam na podwale i ze wszystkich sił staram się usłyszeć śpiew ptaków w wielkomiejskim szumie ulicy. zaopatruję się w nowe majtki na świebodzkim, tak na pohybel słońcu. na nowo odkrywam fontanny miejskie, które masowo zaczynają być uruchamiane po zimowej przerwie. (...) a już w połowie marca na na samym środku kazimierza wielkiego, na pasie zieleni pomiędzy torami tramwajowymi zakwitły krokusy. tak na przekór wszystkiemu. pędzącemu czasowi, spalinom i wielkanocnym śniegom. na złość losom nieprzychylnym.
ja tu (na dziś dzień wrocław), a tymczasem tam (kołtunowo moje) rozwożą mnie papierową na autobusowych szybach, puszczają w eter za pośrednictwem radia naszego. domniemywam, że to pewno szprycha duszki. miło, owszem.
jeszcze dwie inne przypadłości:
- styczniowy kalejdoskop co sobie o nim zapomniałam,
- wyspa znaleziona przypadkiem w empiku.