niedziela, 11 maja 2008

sponsorem tej notki jest kolor zielony

była łódź cała rozkopana, do kwadratu aż. pociągi wreszcie niespieszne, mniej idealne ulice, mniej eleganckie dzielnice. bo w normalności siła. w zieleniach moc. nawet zakupowe szaleństwa dają po oczach tym trawiastym kolorem.
a teraz porzuconam na czas określony przez siłę wyższą zwaną życiem. po prawie 2-tygodniowym bardzo długim długim weekendzie w stronach swojskich wróciłam czas jakiś temu. w te betony spaliny siwe dymy i wielką wielką otchłań niczego. tu jest bardziej niż gdziekolwiek, a siła, która pcha mnie do przodu to z pewnością wiatr. i tych ludzi. ich też. z pewnością.

wczoraj wyruszyłyśmy daleko w miasto ale jakby trochę poza. i cisza i spokój. zapach świeżego powietrza. i zieleń wreszcie zielona. tak intensywnie, mocno tak. można by usiąść na ławce i zniknąć. nawet jeśli wokół tłumnie. zniknąć dla siebie, dla tych tłumów. trzeba tam wrócić koniecznie. w otchłań parkowych alei wsiąknąć jak w gąbkę. wrócić trzeba.


(tak bardzo nie lubię czekania. sporo stresu to kosztuje. a ja wiem, że kiedyś przyjedzie czas, przyjdzie czas, przyjdzie taki czas, że zadrżę ze strachu przed jutrem. ot, taki to niebezpieczny sport. choć mam nadzieję, że jeszcze nie teraz.)



--
trywialna jestem. coraz mocniej to czuję. coraz mniej tu pamiętnika, coraz więcej bełkotu. a przecież wcale nie jest tak, że nic. no może tylko czasami. ale przecież, w końcu, właściwie... może już nie umiem. trzeba będzie wziąć się do kupy, zrezygnować albo zacząć od nowa.


♪♪ tilt - runął już ostatni mur.mp3