To chyba jest jakaś plaga. Już zdążyłam pogodzić się z tym, że oszukuje i manipuluje się klientów.Ale żeby przyszłych, ewentualnych pracowników? Po co, dlaczego? Teraz już wiem,a mianowicie choćby po to żeby nieświadome gąski przyszły do roboty, której nikt nie chce. I żeby interes się kręcił.
Pierwsze doświadczenie z taką firmą-kantem miał miły mój.Ogłoszenie w gazecie nie mówiło wiele. Miała to być obsługa klienta. Przez telefon mężczyzna poinformował, że firma jest konkurencją dla TP SA. W internecie kompletnie nic nie można było znaleźć na ich temat. Miły poszedł na spotkanie do firmy położonej gdzieś przy granicach miasta. Nie wyglądało to za ciekawie, mała informacja na drzwiach o mieszczącej się na piętrze firmie, wewnątrz czerwone ścinany. Kto tam przychodzi żeby go obsługiwać, jacy klienci? Rozmowa była dość krótka, szef, który ją przeprowadzał rzeczowy żeby nie powiedzieć arogancki. Efektem tego miły miał się zgłosić następnego dnia na dzień próbny. W koszuli, pod krawatem.
Następnego dnia na miejscu poza miłym było już kilkoro innych osób. Szef wyszedł do nich i oznajmił, że nie może uczestniczyć w dniu szkoleniowym, bo musi jechać do lekarza. Ktoś inny miał się nimi zająć.Czekając na korytarzu zauważyli, że coś dziwnego dzieje się dookoła. Pracownicy kręcą się po korytarzu i zbierają w jednym pokoju. Gdzieś tam słychać głośną muzykę, która zagłusza dźwięki z pokoju, ale na szczęście nie do tego stopnia żeby nic nie móc usłyszeć. Z jednego z pokoi słychać było jakieś głośne wykrzykiwania i brawa, okazało się, że pracownicy nawzajem wykrzykiwali sobie hasła: "Jesteś najlepszy! Jestem najlepszy! Jesteśmy najlepsi!" i wzajemnie bili sobie brawa. Jak w jakiejś sekcie. Potem jakaś kobieta zapraszała ich kolejno do pokoju. A w pokoju od jednej z szefowych dowiadywali się, że jadą na szkolenie a zajmie się nimi jej najlepsza pracownica (jak wszystkie z resztą),po czym kobiety z impetem przybijały sobie "piątkę", aż słychać było głośne mlaśnięcie.
Dojazd na miejsce szkolenia odbył się autobusem miejskim. Pani, która miała zająć się ludźmi podczas szkolenia oznajmiła, że ona biletu nie kasuje, "bo my wszyscy nie płacimy". Miły zrezygnował, wysiadł na trasie. A jeszcze przed wyjściem kobieta nakłaniała go do zostania. Ale to jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że coś jest nie tak. Który pracodawca nakłania do pracy? Nie chcesz, to nie, na Twoje miejsce jest pięciu innych.
Później przeszukaliśmy znów internet. W końcu udało nam się znaleźć informację o tym, że firma ta zmieniła nazwę jakiś czas temu. I wtedy można było zaszaleć. Na temat starej nazwy od wiadomości w sieci aż roiło się. Firma faktycznie zajmowała się kontaktem z klientem, ale zapomniała wspomnieć, że w ich domach prywatnych.Chodziło oczywiście o akwizycję.
Ostatnio ja miałam okazję natknąć się na taką "uroczą firmę", ale już z innej branży. Jakiś czas temu, z ciekawości przeglądałam ogłoszenia w sieci. Znalazłam jedno dotyczące pracy biurowej, dla ambitnych, chcących rozwijać się studentów. Żadnych informacji co do obowiązków, żadnych konkretnych wymagań poza znajomością obsługi komputera, chęcią pracy,umiejętnością jej organizacji... Takie ogólniki, które jest w stanie napisać osobie każdy. Nie znałam nazwy firmy i zupełnie zapomniałam żeby sprawdzić czym się zajmuje. Pani zadzwoniła w czwartek, pyta mi się czy wiem czym się zajmuje firma, mówię, że nie. I tutaj domyślam się zaczęła mi opowiadać o firmie, ale kompletnie nic niemożna było zrozumieć z tego co mówi. Poprosiłam żeby mówiła wolniej i wyraźniej, bo nic nie rozumiem. Potem tylko usłyszałam coś o negocjacjach telefonicznych i mnie rozłączyło. Zadzwoniłam tam. Za pierwszym razem nikt nie odbierał, za drugim zgłosiła się kobieta. Przełączyła mnie do odpowiedniej osoby i mówię jej, że dzwoniła w sprawie pracy i rozłączyło nas.Babka sprawdziła moje dokumenty i znów pyta czy wiem czym się zajmuje firma, mówię jej, że już mówiłam, że nie. A kobita zarzucą tą samą gadką, jak nakręcona.Oczywiście ponownie nic nie rozumiem. Słyszę tylko końcówkę, że to negocjacje telefoniczne i call center. Pyta mi się, że widzę się w tej pracy. A skąd ja mam wiedzieć skoro pojęcia nie mam na czym praca polega?! W końcu umówiła się zemną na rozmowę następnego dnia.
Wieczorem stwierdziłam, że trzeba sprawdzić co to za firma, bo aż wstyd nie wiedzieć.Okazało się, że to firma windykacyjna. I ta również jest świeżo po zmianie nazwy. Na forach dyskusyjnych od osób, do których dzwoniono stamtąd można było się dowiedzieć jak wyglądają te negocjacje telefoniczne. Obrażanie, poniżanie,szykanowanie, zastraszanie i chamstwo wobec klientów są na porządku dziennym.
Na spotkanie nie poszłam.
W dużych miastach jest wiele firm, które zrobią wszystko żeby znaleźć parę naiwnych rączek do roboty.Czasami nawet w miarę dobrze zapłacą, ale to co trzeba robić żeby na to zarobić niejednokrotnie nie warte jest zachodu. Bo kto dziś z "polską gościnnością" i polotem przyjmie akwizytora w progu? Albo w jakim cywilizowanym kraju praca polega na obrażaniu i szantażowaniu klientów?
PS. Na triumfalny sukces w konkursie na Bloga Roku szans już nie mam, ale do głosowania zachęcam jakby cóś.