środa, 8 grudnia 2004

kupa, kupa, kupa

Zapomniło mi się napisać o czwartkowej popijawie. Tyś i tak uważać, że to być mało mimo, że zdrowo ci wtedy odjebało. Z resztą ostatnio zdarza ci sie to coraz cześciej. Może wtedy po prostu najłatwiej nie-myślec o życiu? No może.

Poniedziałkowe hulanki, obserwacja R. podczas akrobacji na wf-ie. I rozmowy i karteczki, i napisy, i jego napis /chyba/ "fajna dziewczyna". Jak ja lubie kiedy wbija mi w czubek nosa papierowego samolocika. Chcę więcej takich samolocików, które przeszły by katastrofę w częsci mojego nosa, a nawet w innych częściach mojego ciała. /nono... tylko bez skojarzeń. mówie np. o czole/ Ale dupa blada, nie będzie więcej. Jak zwykle u ciebie M., udaje to ci się tylko tzw. zjebane życie. R. najprawdopodobniej od przyszłego semestru bierze urlop dziekański i jedzie do Anglii, do pracy. /Do I have necessarily still to pretend happy?/

A on nowego roku odcięta od sieci(?!) /o zgrozo, nawet boje sie o tym myśleć!/

I wreszcie dłuuuugich dwóch miesiącach czekania przyszedł zajefajny list od U. na zajefanym żółtym papierze i równie zajefajne bransoletki. Dziekuję dobra kobieto.

♪♪ Fasolki - Zając Poziomka.mp3