wtorek, 21 grudnia 2004

tęsknota co zrzera

Jaak człowiek ma pecha to mu w drewnianym kościele cegła na głowę spadnie. otco. W niedziele przeszłaś się M. z A. na uczelnie zanieść ciasto /bo sprzedawali jeden kawałek po 1 zł dla domow dziecka/. Już wracaliście kiedy to swoim sokolim wzrokiem wypatrzyłaś R. z siatką i jakimiś trucinzami /ciastami/. Pierwsze słowa, które wyszetałaś brzmiały doprawdy ciekawie... /kurwajegowdupepierdolonamac!/ A R. olał cię jak olewa się trawę na wiosne. Stanął, ale w ogóle nie spojrzał na ciebie i tak jakby zwracał się i mówił tylko do A. Taa... wiem.... chuj mu w dupę, ale i tak jakoś dziwnie tak. Wolałabyś jednak żebyś to ty go olewała bardziej i mocniej i żeby on to odczuł, a nie ty. Ale jeszcze odczuje, przysięgasz to sobie. Odczuje!

No i chyba odczuł już w poniedziałek i wtorek kiedy to zachowywał sie już jak gdyby nigdy nic, lepiąc sie do ciebie jak guma do buta. Bo pytał czy tyś M. zła czy taka, owaka... Tyś nie zła, tyś roztrzęsiona, zdenerwowana. Wiesz, że nie powinnaś za bardzo go unikać, bo później to bedzie gorzej. Z resztą chyba za bardzo nie chcesz, choc wcale nie wiesz czemu. On nawet chcieć znów cię odwiedzić pod pretekstem korepetycji z exel'a. Ale siakoś tak wyszło, że w końcu nie sytał cie o ten numer telefonu. Może i dobrze. Zobaczymy.

Z niedzieli na sobotę sen był dziwaczny. Bo juz tylko takie miewam. Już nawet nie są o psy ganiaące za mną jak opętane. Tylko znów... daa... bo z chwilą kiedy przekonuję się, że po prostu ja plus porządny facet to nieżmożliwe. Że te zbiory zwyczajnie nie pokrywają się. Wtedy przypomninam sobie, że... Przypominam sobie o... A ten sen to nawet dziwny był. Tak, dziwy był, ale całkiem miły. Tak, całkiem miły dla mnie. Właśnie miły był.

Koputer mój wyleczony z około 60 wirusów za pomocą Raka /chłopaka A./. A tak ci było dobrze z tym wiernym i licznym towarzystwem... I pieniądze leżą na ulicach trzeba sie tylko po nie schylić. Dziś wracając z zajęć znalazłyście z G. 150 zł na śniegu. trzeba było przygrnąć biedactwa. I nie widzieć czemu ty M. nadal myślisz o tej jednej połowie, czyli 75 zł. Ale nie tych, co siedzą w twoim portfelu, ale o tych, które wylądowały w portfelu G. Doprawdy ciekawe.

♪♪ Edyta Bartosiewicz - Moja ulubiona pora roku.mp3