ciii... bez zbędnych szelestów. za dużo tego zamieszania. plakaty, zaproszenia, prasa, radio, telewizja... ajj, no! głowa puchnie i pęka. bo mnie to zewsząd otacza, bombarduje, atakuje, osacza. heloł! ja jestem tą samą miką, którą w szkole dźgano ołówkiem po rękach, kopano po łydkach i wytykano palcami. no naprawdę... lat może i trochę więcej, ale tak samo się wkurzam i tak samo jak wcześniej przejadam się tutejszym powietrzem. żadną ekscentryczką nie jestem, ani cudem natury. indywidualistką też nie. indywidualistów dziś tak wiele jak gwiazd na niebie. teraz prawdziwy indywidualizm to chyba przeciętność, której zaczyna poważnie brakować. więc wyluzować proszę, wyluzować...
najlepszym wyjściem z całej sytuacji będzie schowanie się pod koc z muzyką w uszach i olanie sprawy, o!
jacek kaczmarski w habakukowym wydaniu smakuje jak kanapka ze świeżą sałatą. z dala od zbędnego patetyzmu, którego nie trawię. lekko, z finezją i polotem, do udźwignięcia przez zwykłego człowieka. barwnie, ale wytrawnie, lekkostrawnie.
(prawie zapomniałam o pewnym prawie matematyku. chyba lżej.)
♪♪ habakuk - niech?.mp3