ale spokojnie. trzeba się zebrać w sobie, poczekać jeszcze trochę, zacisnąć pięści, czy tam kciuki i wierzyć, że jakoś to się ułoży. że przecież to niemożliwe żeby się nie udało, że ziemię i niebo się poruszy. bo pora w końcu odetchnąć pełną piersią, rozpuścić włos na wietrze, uwolnić się od wszystkich kwasów, mchów, porostów i habazi tego podwórka zarośniętego po sam pas albo i wyżej jeszcze.
już wiem, nie ogarnę tego. patrzę, nie dopatruję się. a co tam, czekają w końcu nowe horyzonty, nowe zauroczenia. szczęśliwe czy nie, realne czy nie, z pewnością emocjonujące! że nie wyszło, widać wyjść nie mogło. nie czas i miejsce, i nieodpowiedni bohaterowie.
//ponoć pachniał potem. ja tam czułam zapach niebiański. uśmiech szeroki, ząbki w dwu rzędach. i oczy błyszczące, i włos ciemnawy. i świat cały, i jeszcze trochę. koniec. cicho, cicho... cicho-sza! bo tak całkiem, to mi jeszcze nie przeszło. nie poszło. trwa.
lubię rozmawiać z tobą i milczy się też całkiem wymownie. godzinami całymi, regularnie jak w zegarku. że aż ręka od trzymania słuchawki mdleje, śliny w ustach brakować zaczyna, powietrza w płucach.
a w domu, jak to w domu. jak pusto to i cicho, i bezpiecznie. i można nawet myśli swoich posłuchać, wolno przejść się w piżamie po domu, przeciągnąć, zjeść śniadanie w porze obiadu. potem to już nie można, potem to już trzeba się pilnować. kłaść spać kiedy karzą... kiedy krzyczą, oglądać mądrych filmów nie wolno (bo mądre filmy zawsze dają w środku nocy), mylić się nie wolno, mówić za głośno, oddychać zbyt ciężko. najlepiej więc dla siebie pozamykać oczy i uszy, skulić się w sobie, przeczekiwać ten czas. to życie. bo się nie nadajesz: do świata, do życia, do ludzi...
--
za tydzień dowiem się czy zechcą mnie w tym mieście, w którym pełno okopów. a na to czy to miasto, miasto, które nigdy nie zasypia zechce przyjąć mnie pod swoje opiekuńcze skrzydła (jak to zawodzą w pewnym nędznym serialu) muszę poczekać nieco dłużej. a właściwie dużo dłużej.
♪♪ pidżama porno - nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości.mp3