czwartek, 19 stycznia 2006

ambicje i refleksje

do dziecięciu i oddychamy. puf-puf-puf. i znów, do dziesięciu i oddychamy... gotuje się we mnie z letka.
- jeden, to jest to, że ja nie chcę mieć trzy;
- dwa, to jest to, że będę miała niestety, bo czasu nie rozciągnę żeby zdąrzyć się nauczyć;
- trzy, to jest to, że większość osób na moim miejscu (zwłaszcza ta 10-tka, która oblała) skakałaby z radości. no oczywiście ja muszę być inna(!!);
- cztery, to jest to, że mi dziwnie;
- a pięć, to głupio wyszło i co za tym idzie kłania się punkt numer cztery.

chłopiec z dużą głową i wiecznymi wypiekami nie był dla mnie. ja wiem, że wniosek rychło w czas wpadł mi do głowy (jedyne 3 lata poślizgu). baa, jakby tego mało nie był ani dla mnie, ani dla "tuzina" innych podobny lub nie do mnie. czy raczej to żadna nie była/jest dla niego. z resztą nie ważne. tylko trochę mi żal tych wszystkich sentymentalnych bzdur, które kłębią mi się w głowie. serduszek na marginesach zeszytów, wszystkich prób zrobienia człowieka z chama i ignoranta. żal tak samo jak miliona i jeden wierszy, które i tak jakbym kiedyś wydała chłopiec ten osika strumieniem cienkim. żal mi, ale tylko trochę.


♪♪ pidżama porno - stąpając po niepewnym gruncie.mp3