piątek, 13 stycznia 2006

bul, bul tonę

woda, woda, wszęędzie woooda!!! potem tylko woda mnie porywa, woda mnie porywa! ratuj marika, raatuj! ale spokojnie to nie armagiedon, to tylko odwiedziny 4,5-letniej julci. (a może właśnie to jest słynny ten armagiedon.) było mnóstwo pisku, krzyku, śmiechu. genralnie odruch orientacyjno-badawczy, egocentryzm poznaczy i instrumentalny w pigułce. i żeby dodać pikanterii wszystko to w praktyce. zarejestrowane i uwiecznione, żeby nie było. (patrz niżej.)





ja za chiny ludowe nie poniemajet filozofia życiowa à la kolega z wojska. chcem, ale nie mogem. nie chcem, ale muszem. yhh. a serce wcale mi nie mięknie na te błagalne esemesy. bo nie lubię jak ktoś struga ze mnie wariata. i właśnie dlatego odpowiada mi ten mój wentyl bezpieczeństwa. uczucia na smyczy, tak to można sprytnie nazwać. niech żyje dystans (w praktyce) i takie tam ten teges! tylko żebym kiedyś wyczuła moment, kiedy będę mogła ciepnąć go w kąt...


--
wciąż czeka się na. wciąż boi się... jak diabli. ale ale, no chyba nie dasz dyla mar, co nie?! byś se tego w życiu nie wybaczyła, o! cziiis.


♪♪ strachy na lachy - dzień dobry kocham cię.mp3