chciałoby się żeby życie szarpnęło mnie mocno i wyrwało z tego bagna, które wciąga coraz bardziej. ostatnio szczególnie jest jakoś pogrążająco. a może to ja jestem bardziej wyczulona... wielka czarna dziura, która krąży nade mną mówi mi, że nie ma sensu. że lepiej skończyć z tym wszystkim od razu. bo po co, bo na co...? bo nic dobrego nie wyjdzie. oj.oj.oj.oj.
kauflandowskie schacki. tłok za tłokiem. pech chciał, że. że o. a dokładniej, że Zet. ale, ale to tylko moje oczy wodziły. tylko moje. choć pamięć to nie ja miałam skrupulatną. nie ja uśmiech wirtualny posłałam. ale niech sobie nie wyobraża. niech nikt sobie nie wyobraża. wyobraźnia kapryśna jest, figle płata, nieprawdę podaje. zakłamanie szerzy.
uwiłam sobie gniazdko. gniazdko, jakie gniazdko?! kokon właściwie! schowałam się w nim jak w schronie. i trwam sobie ostatkami sił. oddycham własnymi spalinami, które wydostają się z moich płuc. i trwam sobie ostatkami sił.
"(...) wszystko, co ludzkie zawstydza mnie. naprawdę wolę kamieniem być, kamienie nigdy nie śmieszą do łez."