A dni miają Ci M. coraz szybciej. Jeden po drugim jak pociąg pospieszy. Nawet nie zdąrzysz przypatrzeć sie temu co jest za szybą, nie marząć juz nawet o tym żeby dotknąć, powąchać czy poczuć ich. Tu, tam, siam... wszystko pcha naprzód, ale jakoś w innym kierunku. Prześcieradło lubi zmieniać kolory z białego na czerwony. Życie zjada Ci tkankę nerwową, niszczy siatówkę. A ty w tym tkwisz mała poczwaro. Bo tak trzeba.
I wcale nie chcesz iść w czwartek na kawowepopołunie. I wolabyś zamnknąć się na cztery spusty z kubkiem gorącej czekolady i pilotem od TV w łapach. Bo nieznosisz tej swojej "koleżanki". Bo jak widzisz jej blond kudły to przyprawia Cię o mdłości. Bo takiej to mogłabyś tłuczkiem do mięsa uformować buzię, albo obciąć wszystkie paznokcie i kazać zjeść na podwieczorek w ramach kursu przygotowania do sytuacji ektremalnych. Bo czasami masz ochote wygarnąć toitamto, ale szlak Cię trafia, że nie wypada, że nie można, że nieprzystoi, że później bedzie hardkor. Więc sie meczysz, bo znów tak trzeba.
Czekanie na nic. Obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Znów a sama historia. Ja siedze jak na szpilkach, a K. tylko dokłada ich coraz więcej i są one coraz ostrzejsze. Bo trzeba mi znów grać zimną i obojetną. Bo może się obudzi. Ale przecież nie wypada mi narzucac sie, naprzykszać. Trzeba siedzić cicho, bo... no oczywiście bo tak trzeba!
♪♪ Kult - Do Ani.mp3