czwartek, 1 czerwca 2006

wakacyjnie

ta mała "ma siłę nie wiesz jak wielką..." no ma, ma! i to jaką! dała mi popalić w niedziele, ale i tak ją kocham. zamiast siedzieć i jeść tudzież siedzieć, i patrzeć jak cała rodzina pochłania jak rasowe odkurzacze z turbodoładowaniem wszystko co zostanie postawione na stole ganiałam jak... no właśnie kim to ja nie byłam? i koniem, i słoniem, i czym tylko dusza zapragnie. psychika 5-latki jest bardzo skomplikowana, a jeszcze bardziej zaskakująca. no i taki mini-dorosły człowiek jest stokroć lepszy od niejednego pełno wymiarowego dorosłego.

tym razem było już lżej. lżej i bezpieczniej. może dlatego, że bieżące historie nie są tak bardzo drastyczne, jak streszczenie całego życia. a może po prostu tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że mój pogląd na drastyczność wypaczył się i pominęłam co poniektóre wątki, które uznałam za normę i standard.

spakowana, wystraszona i prawieżegotowa, bo być może czeka morze. trzeba będzie wstać z kurami albo i wcześniej. popitalać po-czwartej przez miasto, bo wyjazd czwarta-czterdzieści-pięć. /jak ja zniesę te nieludzką godzinę?/ potem stres mój sięgnie zenitu, ale widać taka już ze mnie panikara. mam tylko, że mój łikend będzie gramotny, a stres przejdzie natentychmiast. - jakby to powiedziała pewna pani, którą wtajemniczeni znają aż za dobrze. pff.


♪♪ coma - ostrość na nieskończoność.mp3