plan wycieczki tak z grubsza wyglądał następująco:
Sieradz --> ... --> Gdańsk --> Sopot --> Gdańsk --> Gdańsk --> Gdańsk --> Gdańsk --> Sopot --> Gdynia --> Gdańsk --> ... --> Sieradz
świat o czwartej nad ranem w polsce jest specyficznie rozmarzony. już nie śpiący, jeszcze nie przebudzony. jest mgliście i dżdżyście. i tak spokojnie. potem można już mknąć na drugi koniec polski. nacieszyć zmysły. być może nad morze.
najpierw razem na molo. pomylone drzwi i kluczyk zostawiony w zamku. troszku jak alien. taki obcy. z tyłu, na uboczu. trudno. liczy się też inny efekt.
potem porty, motława, uliczki, kamieniczki, katedry i kościoły, no i przede wszystkim wszędobylskie kramy.
małe odbicie. zboczenie z kursu, wypad na targi, hala olimpii. czary, mary i magia. ciemne moce w jasnej oprawie. ja jako ja i nie ja. wszystkie moje ukryte cechy i ograniczenia, które je ukrywają. ucieczki do świata iluzji. czasem całkiem dość często uciekam od świata nieco nierozumiejącego moje skomplikowane JA. ucieczki od rzeczywistości, w inną rzeczywistość, w której jest wszystko. począwszy od czystego powietrza na czystym życiu skończywszy. uciekam zwykle z wieczora. uciekam a potem wracam. wracam, bo wracać muszę. bo wracać mi wypada. powroty są jak łomem w głowę. sielanka marzeń nijak ma się do gehenny życia.
potem znów na podbój trójmiasta. tramwaj i chłopiec nawijający sam do siebie. na westerplatte i do gdyńskiego akwarium.
teraz znów żyję od zaliczenia do zaliczenia. nie zastanawiam się nad brakami, kompensuję je sobie w moim małym, ciasnym światku marzeń.
+ bonus :
- toniemy w zachodach słońca,
- idziemy w miasto,
- drepczemy po molo,
- patrzymy w dal,
- kolebiemy się na łódce,
- spacerujemy alejkami,
- czerpiemy ze źródeł,
- żeby w końcu zdobywać szczyty wszystkiego.