strasznie długi ten mój majowy weekend. zdecydowanie za długi. jak pomyślę sobie, że już w połowie maja pierwszy egzamin i trzeba do nauki przysiąść to słabi mi się robi. a jak pomyślę ile do nauki będzie przy okazji obrony i ile jeszcze napisać muszę, to mam ochotę krzyknąć
czy jest na sali lekarz i czy ma przypadkiem sole trzeźwiące. rozleniwiłam się okropnie. przez te wolne, długie dni, przez porywające książki po których jestem albo nadmiernie pobudzona, albo nadmiernie rozmarzona. trochę zbyt emocjonalna, zbyt tajemnicza, zbyt refleksyjna i rozmarzona. widzę już wszystko oczyma wyobraźni. gorące spojrzenia, uśmiechy, ognisty romans, który musi się wydarzyć, bo to przecież nie może tak być żebym całe życie czytała o nich tylko w książkach. że wreszcie mogłoby coś wydarzyć się naprawdę. chociażby i z
dżonym. a czemu by nie? w końcu kawał chłopa jak każdy inny. lubię tę moją wyobraźnię, nawet bardzo. rzeczywistość pewnie zweryfikuje wszystko, obym tylko wstydu się nie najadła i nie poobijała się przy tym solidnie. ale ciii... nie chcę niszczyć własnych marzeń, w końcu co mi w tej chwili pozostało w tej materii. no i mówi się, że od czegoś trzeba zacząć. ja wiem, wiem, że mój "początek" jest za bardzo rozciągnięty w czasie, że wlecze się w nieskończoność, ale cóż... widać tak ma wyglądać mój świat. a może nie... oby jednak nie do końca tak. ale teraz mogę się rozmarzyć, coś ubzdurać sobie, uwierzyć w to i ukraść parę uśmiechów, spojrzeń parę, ukradkiem tak, przypadkiem.
ależ mnie naszło, ależ się rozpędziłam!
łohoho...2. maja, 22:09dziś już goręcej
dziś nie wybaczam
♪♪ hanna banaszak - mam ochotę na chwileczkę zapomnienia.mp3